Jak najdłużej

Wczesne rano. Cisza i spokój. Właśnie niespiesznie wstaje dzień. Jest jasno, ale słońce nie może przebić się przez nisko zawieszone nad horyzontem chmury. Niebo już cudownie kolorowe, przede mną błotnista droga, niby nic takiego, a jednak w tym świetle i warunkach może zachwycić swoimi kałużami. Brak wiatru i ciepło jak na tę porę roku. Niech ta chwila trwa jak najdłużej.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT RZESZOWSKI WSCHÓD SŁOŃCA BŁOTNISTA DROGA KAŁUŻA ZGŁOBIEŃ

Jaka pora

No właśnie… jaka to pora doby. Mogłoby się wydawać, że wschód lub zachód słońca, no bo skąd niby takie kolory. Ale nie. To jest… noc. A właściwie wieczór, tak z dwie i pół godziny po zachodzie. Skąd zatem takie kolory?

Kiedy pod wieczór rozstąpiły się chmury i księżyc pokazał się na niebie, postanowiłem wybrać się w plener. Światło naszego satelity to pierwszorzędna sprawa do nocnej fotografii. Podniesiona czułość, dłuższy czas naświetlania, statyw i można zacząć się bawić.

Przy takich ustawieniach na matrycy rejestrowane są obrazy niekoniecznie widoczne gołym okiem. Jak właśnie ten poniżej. Koloru chmurze dodało oczywiście światło latarń, dół doświetlił mi księżyc.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI GÓRA ROPCZCKA FOTOGRAFIA NOCNA ALEJA JESIONOWA DŁUGI CZAS NAŚWIETLANIA

Wschód Księżyca | 8.11.2022

Nie macie jeszcze dość Księżycy? Dzisiaj zdjęcie również z wczoraj, ale z wieczora i wschodzący w pełni Księżyc. Tym razem zastawiłem się na niego w pobliżu torów kolejowych. Może nie do końca przewidziałem jego położenie, bo był już dośc wysoko, 3° nad horyzontem.

Ale mniejsza z tym, najważniejsze, że w porę pojawił się pociąg! I to zatrzymał się grzecznie na stacji i stał tam dobrą minutę. Dziękuję panie maszynisto! Przyczyniłeś się Pan do tej fotki! 😉

8.11.2022. Olchowa, wschód Księżyca

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI OLCHOWA WSCHÓD KSIĘŻYCA PEŁNIA TORY KOLEJOWE BĘDZIEMYŚL

Zachód Księżyca | 8.11.2022

Minęło trzy godziny, a ja jeszcze nie mogę ochłonąć. Co to było za widowisko. Poranny zachód Księżyca był tak niesamowity, że mnie staremu wyjadaczowi trzęsły się ręce z emocji.

Nasz satelita był jeszcze bardzo jasny, a nisko nad horyzontem jego kolor zrobił się intensywnie żółty. Delikatne obłoczki rozświetliły się cudownym pomarańczem. Do tego jeszcze granatowe niebo nocy.

Z drugiej strony kolorowe chmury wschodu słońca, które światłem odbitym od słońca znajdującego się jeszcze za horyzontem, doświetlały okolicę. Ja ustawiłem się tak, aby Księżyc zachodził dokładnie za moimi akacjami. To połączenie sprawiło obłedny widok, jakiego się nie zapomina na długo.

Baba Jaga z koleżanką

Baba Jaga na miotle i druga, bliżej niezidentyfikowana postać. Takie babki spotkałem podczas jednej z wycieczek rowerowych. Na początku trochę się nabrałem, bo z daleka myślałem, że to ktoś ubrany po roboczemu uskutecznia jakoweś prace ogrodowe. Podjechałem bliżej i wtedy okazało się, że to taka ozdoba i straż obejścia.

Słońce jak malarz

Całe lato czekałem na jesienne mgły. I w końcu się doczekałem. Miałem okazję fotografować podczas kilku cudownych mglistych poranków. Najbardziej lubiłem las. Jesienią to chyba tam jest największa magia. Mgła kumuluje się w okolicach polan. Kiedy słońce przebije się już przez korony drzew, pokona mglistą zaslonę, potrafi malować nie gorzej niż niejeden malarz.

Lisia czapa zwiastuje

Wczoraj było to samo, ale nie miałem sposobności sfotografowania. Dzisiaj równie barwna tzw. lisia czapa – czyli Księżyc w mglistej, kolorowej otoczce. Próbowałem znaleźć, co oznacza pojawienie się wieńca wokół naszego satelity. Ile przesłań znalazłem, tyle teorii.

Jedna z nich głosi, że zwiastuje to nadejście deszczu. I w tym przypadku to sie sprawdzi, bo od jutro deszczowa aura. Pozostałe przepowiednie tym razem się nie sprawdzą. Może podczas następnej „lisiej czapy” 😉

Dom na odludziu

Co łączy te trzy zdjęcia… Oprócz cudownego światła i jesiennego klimatu, na wszystkich są domy w miejscach, gdzie wiele z nas być może chciałoby zamieszkać. Kawałek, ale nie za duży od cywilizacji, a co za tym idzie cisza i spokój. Możliwość obcowania z przyrodą zaraz po wyjściu z domu. Las i pola o rzut beretem. Zamiast odgłosu miasta, samochodów – szczekanie kozła sarny, świergot ptaków, być może wycie wilka.

Firanki idealnej długości

Chmura, jak duża firana zawisła nad horyzontem. Lekka, zwiewna i przejrzysta. Zakryła słońce i podążała dalej. Widziałem ją jadąc drogą pod górkę wśrod gęstych zarośli. Musiałem zacząć szybciej kręcić na tym swoim rowerze, aby zdążyć uwiecznić ten krtótki ulotny moment. Dotarłem w samą porę, firanka była idealnej długości, kiedy przyciskałem spust migawki.