Sierpień

Kilka niepozornych rozwianych chmur stworzyło wieczorem fajny ciepły klimat. Takie właśnie kolory kojarzą mi się z końcówką sierpnia. Ciepłe, żółte chmury, ciemna zieleń na drzewach, ścierniska i wyschnięte łąki. Zapach ziemi z zaoranych pól. Wiatr jeszcze lekko wieje, ale na noc ustanie całkowicie. Świerszcze pobrzękują leniwie, od czasu do czasu zaświergoli ptak. W oddali słychać „szczekanie” kozła sarny. Ani trochę nie będę się spieszył do domu. Półmrok trwa jeszcze dość długo po zachodzie. Nie zabłądzę, znam tu każdy zakamarek.

Nieprzewidywalne

W mojej okolicy panuje susza. W tym roku było bardzo mało opadów, a co za tym idzie burz. Jeśli chodzi o burze, to zawsze mam mieszane uczucia – z jednej strony bardzo lubię ten dreszczyk emocji podczas fotografowania, z drugiej obawiam się szkód, które taka burza mogłaby wyrządzić. Ale jak nie kochać fotografowania chmur burzowych? Potrafią jednocześnie fascynować i straszyć. Nieraz z małej chmury duży deszcz i odwrotnie. Są nieprzewidywalne.

Lewitacja

Słońce zniknęło za horyzontem chwilę temu. Miałem za sobą kilka kilometrów pośpiesznego marszu i fotografowania w międzyczasie. Chciałem wykorzystać piękny zachód słońca na maksa i zrobić jak najwięcej różnych ujęć. Byłem przekoanany, że to koniec spektaklu. Jednak jak przed chwilą chmury przestały być żółto złote, tak teraz zaczęły przybierać kolor purpury.

Musiałem przebiec jeszcze kilkaset metrów, aby uwiecznić ten cudowny widok w pobliskiej dolince z samotnie rosnącą wierzbą. Wydawało mi się, że nie biegnę, a lewituję kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. Jedynie rozstawianie statywu utwierdzało mnie, że jednak stąpam po ziemi. Odcienie zmianiały się z minuty na minutę. Purpura świeciła może cztery, może pięć minut. Kiedy ocknąłem się z fotograficznego letargu byłem już pod samym drzewem, a niebo zrobiło się szare.

Wschód Księżyca | 11.08.2022

Fotografowanie sierpniowej pełni Księżyca stało pod znakiem zapytania ze względu na pogodę. A kiedy już pod wieczór południowo wschodnie niebo zaczynało się przecierać, to pojawiły się mgły. Nie odpuściłem i zająłem upatrzone miejsce w pobliżu torów kolejowych. Robiło się coraz ciemniej i zbierało się coraz więcej mgły. Mimo, że przecież nie pierwszy raz znalazłem się sam w tak mrocznych okolicznościach, od czasu do czasu przeszywał mnie dreszcz. Bynajmniej z zimna, bo ubrałem się przecież ciepło.

W oddali miałem wyższe wzniesienie, więc wiedziałem że Księżyc pojawi się później niż planowany wschód. Czekałem cierpliwie, a aparat stał wycelowany w spodziewanym kierunku. W końcu zaczął się wyłaniać zza górki i wtedy usłyszałem sygnały lokomotywy w oddali. Mimo doświadczenia w takich sytuacjach, ręce mi się roztrzęsły i czekałem spięty na pociąg. Zdąży, czy nie i czy ja opanuję emocje i zdołam nacisnąć spust migawki. W końcu zobaczyłem jego światła wyłąniające się z mgły. Poszła seria zdjęć z różną ekspozycją. I dobrze, bo w takich warunkach ciężko byłoby samemu odpowiednio dobrać czas naświetlania. Niecierpliwie zerknąłem na ekran aparatu. Wyglądało na to, że się udało, a mnie najbardziej spodobało mi się poniższe zdjęcie z tymi tajemniczo wyglądającymi pionowymi smugami.

Szybko minęło

Jak to szybko minęło. Dopiero wszystko zaczynało się zielenić, kwitły drzewa owocowe, później rzepak, złote zboża. Teraz jest już po żniwach. Pola pustoszeją, zaorywane są ścierniska. Z jednej strony może smutno, ale z drugiej przecież każda pora roku ma coś, co może się w niej podobać. A najważniejsze, że o każdej porze roku możliwe są tak cudowne zachody słońca, jaki miałem okazję podziwiać w ubiegły wtorek.

Pierwszy leszy

Jak to dobrze mieć ten odruch, że jadąc gdzieś samochodem wrzuci się na tylne siedzenie torbę z aparatem. U mnie ten odruch nie jest do końca wyrobiony, ale tego popołudnia na szczęście tak zrobiłem. I dobrze, bo wracając do domu widziałem, że zachód może być ciekawy. Zatrzymałem się na pierwszym lepszym kawałku pola i uwieczniłem fajne kolorki nieba i żółto czerwoną kulkę tuż nad horyzontem.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI SĘDZISZÓW MAŁOPOLSKI

Czasy beli

Takie nastały czasy, że to bele są atrakcją współczesnego krajobrazu. I o ile wiele z nas z rzewnością wspomina czasy snopów ściętego zboża, to one juz nie wrócą. Kiedy popołudniem jadąc rowerem zobaczyłem na sąsiednim wzgórzu ogromną ilośc beli, postanowiłem podjechać tam wieczorem i zrobić kilka zdjęć, zanim zostaną pozbierane z pola.

Choć na niebie nie było wielu chmur, dopisało piękne wieczorne światło. Miałem kilkadziesiąt minut czasu na oddanie się swojej pasji. Pasji do spędzania czasu na łonie przyrody, do wyszukiwania najciekawszych kadrów i uwieczniania ich na matrycy aparatu. Z pewnością pokażę tu jeszcze nieco zdjęć z tego pleneru, bo powstało ich sporo 😉

Jak juz burza, to konkretna

Tak spektakularnej chmury szelfowej dawno nie widziałem. W tym roku, może to i lepiej, burze oszczędzają moją okolicę, ale jak już są, to niezwykle widowiskowe.

Zaczęło się tradycyjnie, zobaczyłem na radarach zbliżające się burze, więc podjechałem na jedną z górek. Nic nie wskazywało na malowniczy szkwał. Dookoła tak zwane nimbo, czyli jednolita szara chmura.

Jak już tam byłem, to zrobiłem zdjęcie nimbu i zawróciłem do domu. Po kilkunastu minutach drogi zauważyłem, że coś jednak się dzieje. Zawrotka i w ostatniej chwili wpadłem na punkt widokowy z rozległym widokiem. Wtedy już wszystko działo się bardzo szybko. Myślę, że zdjęcia oddają atmosferę i więcej słów jest zbędne 😉

Trzy pierwsze zdjęcia zrobione w ciągu 4 minut, więc można sobie wyobrazić, jak to monstrum szybko na mnie nacierało 😉

Ulotne chwile

Aż ciężko w to uwierzyć, że dwadzieścia minut wcześniej padał ulewny deszcz, wiał wiatr i było prawie ciemno. Za to uwielbiam aurę, że potrafi zmienić się dosłownie z kwadransu na kwadrans. Jest ulewa, ale ja biorę pod uwagę, że po ulewie może przyjść całkiem przyjemna pogoda, pastelowy zachód słońca. To są niezwykle ulotne chwile. A ja tylko takie lubię uwieczniać na moich zdjęciach.