Z zaskoczenia

Wschody i zachody słońca mam prawie na codzień. Księżyca – co miesiąc. Ale trafić na taki niby zwyczajny obrazek – to cieszy jeszcze bardziej niz niejeden warun na niebie.

Jechałem rowerem pod solidną górkę, gdy zza zakrętu wypadło dwa konie ze źrebakiem, które prowadziły ze sobą swojego pana i zapewne jego córkę. Zwiewałem w rów szybciej niż ustawa przewiduje, jednocześnie wyrywając z sakwy aparat. Zanim doszedł mnie powiew wiatru za nimi, już pstrykałem fotkę.

Łania, która chciała mnie poznać

Jakież to były emocje. Dojechałem rowerem na koniec leśneij drogi. Dalej była już tylko polana. A na tej polanie… jakieś 150 metrów ode mnie pasły się łanie! Na trzęsących nogach zsiadłem z roweru, zabrałem aparat i zająłem strategiczne miejsce w rowie. Co tam woda i przemoczone buty!

Jak się okazało, był to dopiero początek przygody. Po kilkunastu minutach jedna z łań nie wiedzieć czemu zaczęła iść w moją stronę. I to nie wolnym krokiem, ale całkiem szybkim, raz po raz zatrzymując się po kęs trawy. Konsternacja, no bo o co może jej chodzić.

Zachowałem jednak zimną krew pstrykając raz po raz fotki. W końcu podeszla już tak blisko, że nie mogła mnie nie zauważyć, a ja już nie miałem siły więcej wstrzymywać oddechu. Zmierzyliśmy się wzrokiem i dostojnym nieszybkim krokiem odbiegła, a za nią stadko.

Nowa dawka jeleni

Pierwszego maja w końcu od samego rana miała być ładna pogoda. O 5:50 zameldowałem się z rowerem na skraju lasu. Temperatura… -3° C. Ale co tam ziąb, już zacierałem rączki (dosłownie 😛 ) na widoki jakie mnie czekały w lesie.

Od samego rana światło było dośc ostre, choć liczyłem na lekkie zamglenie. Jednak kilka spotkań z dzikim zwierzem wynagrodziło i ziąb (dłonie odtajały mi dopiero gdzieś koło ósmej 😦 ) i niewyspanie i wszelkie inne niedogodności.

Ta chwila, kiedy jadę, a przede mną widzę jelenie jest jak narkotyk. Widzę, fotografuję albo i nie, bo wcześniej uciekają, a zaraz potem chcę nową dawkę jeleni 😀

Dwie siedemdziesiątki | cz. 2

Weekendowe rowerowanie i kolejne fotki z drogi. Tempo spacerowe, więc był czas na rozglądanie się na boki, a poranne światło tylko dodawało klimatu.

Nie będę zasypywał dziesiątkami zdjęć, a pokaże te które najbardziej mi się spodobały, a więc dzika zwierzyna w postaci grupki danieli i saren, bażancicy i bociana. Do tego kadr z dwoma ciągnikami z podłączonymi siewnikami z pierszymi kwitnącymi rzepakami w tym sezonie! Tak, to już się zaczyna. Niedługo moje pagórki zostaną pomalowane na żółto 😉

Dwie siedemdziesiątki | cz. 1

Za mną intensywnie rowerowy weekend. Dwa razy po siedemdziesiąt kilometrów pół na pół asfalt i szutrowe, leśne oraz polne drogi. Tym razem ruszałem w trasę skoro świt lub prawie skoro. Nastawiałem się nie tyle na wyrobienie kilometrówki, co na zdjęcia i to mi się udało.

Zwłaszcza w sobotę dopisywał zwierz. Wspaniałe spotkanie ze stadkiem danieli (na zdjęciu tylko dwójka, która do ostatniej chwili nie uciekła, przyglądając mi się ciekawie), panią bażantową, która udawała, że jej nie ma i z konikiem polskim. W lasach robi się już zielono, a poranne mgiełki tworzyły klimatyczną atmosferę.

Merdające ogony | Daniel zwyczajny (Dama dama)

W czwartek po południu podczas przejażdżki rowerowej trafiłem w lesie na mocno błotnistą drogę. Chcąc ją ominąć zacząłem kluczyć leśnymi przecinkami, aż znienacka trafiłem na rozległą polanę. Załamałem się, bo nie lubię wracać tą samą drogą do domu, a wszystko wskazywało że będe musiał.

Nagle w oddali zauważyłem merdające ogonki. Zastanawiałem się, co to za zwięrzęta!? Na pewno nie sarny, ani jelenie. Merdające ogonki okazały się być staden danieli! Zauroczony tymi wspaniałymi zwierzętami, beztrosko pasącymi się na polanie, zapomniałem o niedogodnościach powrotu do domu. Zdjęcia może i nie są pierwszych lotów, ale nie śmiałem zakłócać im spokoju i próbować podejść bliżej.

Szukają mniam mniamów | Sikora modra (Cyanistes caeruleus)

Myślałem, że szukają mniam mniamów, ale dziady jedne szukały materiału do budowy gniazda. Mowa o sikorce modrej (Cyanistes caeruleus)Zbierały uschnięte liście i zdzierały korę z krzaków. Zaabsorbowane robotą, nie zwracały na mnie większej uwagi. I tylko dlatego udało się zrobić te kilka zdjęć, bo fotograf ptaków ze mnie żaden i fotografuję je tylko wtedy, gdy same do mnie podlatują 😉

Sikora modra (Cyanistes caeruleus)
Sikora modra (Cyanistes caeruleus)
Sikora modra (Cyanistes caeruleus)

Przygoda z jeleniami

Jest już po południu, sobota, okolice czternastej. Na chwilę przestaje padać deszcz, więc nie zwlekając wsiadam w auto i jadę do lasu. Zew natury wzywa! Po kilkuset metrach spaceru zaczyna znowu padać i to nie tylko deszcz, ale i śnieg. Nawet nie liczę na spotkanie dzikiego zwierza, bo one odmiennie do mnie pewnie taką pogodę wolą spędzać drzemiąc w krzakach.

Nie odpuszczam. Słyszę trzaski po mojej prawej. Zatrzymuję się i czekam. Dostrzegam je – stado składające się z kilku jeleni i łań. Biegną równolegle do mnie. Nie spieszą się. Co raz zatrzymują i patrzą w moją stronę. Krzaczory uniemożlwiają zrobienie zdjęcia.

Zaczynam biec równo z nimi. Kolano mówi, że to nie jest dobry pomysł, ale kto by go słuchał, mimo że głośno trzeszczy. Dobiegam do przecinki w ostatniej chwili. Jelenie przebiagają, ale… ostatnie osobniki zainteresowane widokiem zbłądzonego, zziajanego świra zatrzymują się i patrzą w moją stronę! Jedna fota, druga, trzecia, piętnasta. Mamy to! Wtem… dróżką nadjeżdża… nie mniej przemoczony ode mnie rowerzysta. Tego widoku już nie zdzierżyły, popędziły dalej przed siebie.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI KRZYWA JELENIE LAS

Już niedługo

Niby mówią, że jedna sarna wiosny nie czyni, ale ta uczyniła jakby pierwszy krok, bo dwa dni później śneg zniknął i do tej pory nie ma nowego! Jeśli uda się przetrwać jeszcze dokładnie cały miesiąc, to właśnie wtedy będzie pierwszy dzień wiosny, a chwilkę później zmiana czasu na letni! Wtedy to już poczujemy wiosnę pełną piersią.