Dziki zwierz i emocje

Może zdjęcia nie są najlepszej jakości, ale było dość ciemno, a sprzęt mój taki sobie. To jednak mało ważne. Spotkanie z dzikim zwierzem zawsze wywołuje u mnie emocje. Tym razem trafiło się stadko pięciu lub sześciu jeleni.

Najpierw spozierały na mnie spoza gałęzi, potem zrobiły kółko i kawałek dalej przebiegły przez drogę. Do tego chwilkę później napatoczyła się sarenka.

Na pocieszenie

Podczas ostatniego weekendu sporo spacerowałem po lesie. Owszem, widziałem sporo zwierzyny, ale tym razem były to tylko dalekie spotkania. Kilka saren, łanie i najciekawsze spotkanie – z dzikiem. Wyskoczył na drogę dosłownie kilkanaście metrów ode mnie. Pewnie nawet mnie nie zauważył, ale niestety nie udało się zrobić ostrgo zdjęcia.

Na pocieszenie zostało tylko jedno zdjęcie sarenki.

Okoliczności nieba

Ustawić taką bandę do zdjęcia… niemożliwe. Zawsze któraś odwróci się tyłem, bokiem, albo nie spojrzy w obiektyw 🙂

Sarny muszą się teraz bardziej starać o pożywienie, ale te w mojej okolicy radzą sobie całkiem nieźle. Pokaźne stadko widuję tu już od ponad dwóch tygodni. Raz zachowują się bardziej ufnie, innym razem mniej. Tym razem zechciały mi się pięknie ustawić do zdjęcia na samym szczycie pagórka, no i w pięknych okolicznościach nieba.

Sarna za każdym razem inna

Dementuję pogłoski, że za każdym razem spotykam tę samą sarnę! 🙂

Nam ludziom może się wydawać, że wszystkie sarny są takie same, ale oczywiście tak nie jest. Ostatnimi czasy widuję ich naprawdę sporo w mojej okolicy. Może dlatego, że na białym śniegu łatwiej je zauważyć, a może dlatego, że usilnie szukają czegokolwiek do jedzenia.

Jedne nie zwracają na mnie uwagi i pozwalają podejść całkiem blisko patrząc na mnie z zaciekawieniem. Ale są oczywiście też nieufne, które wyczuwają mnie z kilkuset metrów i czmychają, choć zupełnie niepotrzebnie, w zarośla.

Błąd w matrixie

Zaglądnąłem co tam słychać u konika polskiego w pobliskiej hodowli. Konie wadają się nic sobie nie robić z zimowej aury. Znudzone spacerują niespiesznie blisko paśnika. Inne stoją bez ruchu z zamkniętymi oczyma (!) Tak, zastanawiam się nawet, czy one czasami nie potrafią spać na stojąco 🙂

Dementuję od razu przypuszczenia, że ten z pierwszego zdjęcia to fotomontaż, albo błąd w matrixie 😉 Wystarczy mu (im) się lepiej przyjrzeć 🙂

Cztery gile

Dwa gile na krzaku, drugie dwa u nosa. No, ale takie są uroki zimy ;).

Gile (te z krzaka) mnie zaskoczyły. Przedzierałem się skrajem lasu, kiedy całe stado wyleciało z zarośli i usiadło na krzakach na polanie, w bezpiecznej odległości, aby przyglądnąć się, kto śmiał je wystraszyć. Zanim włączyłem aparat, prawie wszystkie uciekły dalej. Poza tymi dwoma, nabardziej zainteresowanymi.

Zwiała w krzaki

Deszcz i śnieg mi nie straszny. Muszę wyjść z domu i się poruszać. Wczoraj mimo opadów na przemian deszczu i śniegu założyłem wyjściowe gumiaki i poszedłem do lasu. Aparat oczywiście ze sobą pod kurtką.

Wyszedłem na polanę i tam zobaczyłem sarenkę. Całkiem niedaleko. Zza krzaków. Zamarłem bez ruchu z apratem przy oku. A co sarna? Zainteresowana moją sobą zaczęła iść w moim kierunku! Tego jeszcze nie było. Starałem się jak mogłem nie drgnąć i stałem tak pewnie dobrych kilka minut, ale aparat z ciężkim obiektywem ciążył mi coraz bardziej.

To musiało się tak skończyć – ja delikatnie drgnąłem, a sarna w te pędy czmychnęła w krzaczory.

Co tam u konika polskiego

Raz na jakiś czas staram sie zaglądnąć do pobliskiej hodowli konika polskiego zobaczyć co tam u nich. Nigdy ich nie dokarmiam, choć jak zauważyłem, wielu odwiedzających robi to nagminnie 😦 Nie jest to dla nich dobre. Nie wyobrażam sobie wtrącać się komuś w hodowlę. Grzecznie sobie popatrzę, zrobię kilka zdjęć i więcej ich nie niepokoję.

Tym razem trafiłem na cudne światełko, a w powietrzu jak widać było sporo owadów i śmietków wianych przez wiatr z lasu, fajnie mieniących się pod światło.