Tuż nad brzegiem stawu, zauważyłem coś przylepionego do trawy. Obstawiałem, że to jakiś pluskwiak i nie pomyliłem się. Siedział i poruszał swoimi czułkami na wszystkie strony. Chyba coś zwęszył.


Tuż nad brzegiem stawu, zauważyłem coś przylepionego do trawy. Obstawiałem, że to jakiś pluskwiak i nie pomyliłem się. Siedział i poruszał swoimi czułkami na wszystkie strony. Chyba coś zwęszył.


Pokropkę spotykam w miarę często. Tym razem znalazłem ją na mojej ogrodowej dzikiej łące. Spacerowała sobie chwiejnym krokiem po cieniutkich trawkach.

Dwa dni temu pojawiła się pierwsza ważka nad stawem. Za pierwszym razem nie mogłem jej skłonić do zatrzymania się nieruchomo przez przynajmniej pół minuty. Odpuściłem, ale po jakimś czasie przyleciała znowu i tym razem się udało.


Zobaczyłem ją na liściu rododendrona. Pomyślałem, że zaraz ucieknie, ale kiedy zabrała się za toaletę, wiedziałem, że nic nie będzie sobie robiła z mojej obecności. Muchy podczas toalety zatracają poczucie rzeczywistości, stwierdzam. Świat dookoła przestaje wtedy dla nich istnieć.



Siedział sobie utytłany w pyłku na mniszku i raz po raz próbował powycierać sobie paprochy z oczu. Z marnym skutkiem.


Na dzisiaj mam takiego cudaka, że nawet nie potrafiłem sam ocenić, czy to muchówka, chrząszcz, pluskwiak, czy jeszcze coś innego. Spotkałem go przed tygodniem w lesie. Siedział sobie na liściu i sprawiał wrażenie nieżywego. Nic bardziej mylnego, kiedy pstryknąłem kilka fotek, odfrunął z prędkością messerschmitta.

Rynnice olchowe pojawiają się dość wczesną wiosną. Nie próżnują od pierwszych dni, kiedy tylko robi się nieco cieplej. Podobnie w tym roku. Kiedy wyszedłem do lasu w poszukiwaniu owadów, rynnic było najwięcej, a właściwie to tylko rynnice…


Na parapecie zauważyłem bardzo malutkie coś. Gołym okiem nie dało się stwierdzić, co to za stworzonko. Widziałem tylko, że ma wyjątkowo długie czułki. Dopiero na monitorze komputera okazało się, że… dalej nie wiem co to takiego.

Kilka dni temu udało mi się po raz drugi w życiu spotkać oleicę fioletową i to na dodatek od razu trzy! Pierwsza z nich okazała się akrobatką. Spacerowała po ziemi, a kiedy podniosłem patyk, na którym przystanęła, postanowiła pokazać swoje umiejętności akrobatyczne.

Sam nie wiem dlaczego, ale owady upodobały sobie ogrodowy wieszak na pranie. Staram się tam zawsze zerknąć, aby sprawdzić, czy nie siedzi jakowyś znudzony owad. Tym razem trafił mi się całkiem spory okaz, wielka mucha z niebiesko zielonym odwłokiem. Na moje niewprawne oko to plujka burczało (Caliphora vormitoria).
