Kiedyś początkiem maja w pobliskim lesie trafiłem na wioskę Indian z pióropuszami. Udało mi się sfotografować tylko szamana.

Kiedyś początkiem maja w pobliskim lesie trafiłem na wioskę Indian z pióropuszami. Udało mi się sfotografować tylko szamana.

Pod koniec maja na zacienionej polance w lesie trafiłem na te dziwne pasożyty na trawie. To najprawdopodobniej jakiś grzyb…

Nieopodal na gałązce dzikiej róży zauważyłem innego pasożyta, tym razem w jaskrawym kolorze.

Czułkami tego chrząszcza inspirowali się twórcy zebry malowanej na przejściach dla pieszych. A czemu nazwali ja zebra…?


„Była sobie żabka mała, która mamy nie słuchała. Na spacery wychodziła, innym żabkom się dziwiła.”

Migawka z party mrówek i mszyc.

Lepiej późno niż wcale – powiedzą jedni. Ja mówię, wcale na zimę bym się nie obraził, gdyby nie przyszła.
Wczoraj byłem świadkiem zaskakującej bitwy płatków śnieżnych.

Za to inne płatki leciały zwartym szykiem.


Żywa reklama zalotki 😉

Kiedy za oknem mróz, przypomnijmy sobie co działo się jeszcze tydzień temu.


To oczywiście żarcik jest, chociaż nie wykluczam, że tak w niektórych regionach Polski było… Zdjęcia są z maja 😉
Dzisiaj kolejne zdjęcia z bieszczadzkiego szlaku. Poprzednie pokazywałem tydzień temu.






– Co z moim czułkiem – zastanawiał się mały chrząszczyk – kiedy wieczorem kładłem się spać, jeszcze miałem dwa…
Mimo to doskonale utrzymywał równowagę spacerując po zielonej trawce.
