Elementy ruchome

Zakupy? Przejażdżka? Trening? Nie wiem, ale na sam widok tego pana zrobiło mi się zimno. Jak lubię jeździć na rowerze, to z zasady nie ruszam się z domu jak jest poniżej 6°C, a jak wieje wiatr, to ani tyle. W rezultacie od listopada do marca wsiadam tylko na rowerek stacjonarny.

Kiedy jednak zobaczyłem rowerzystę jadącego odległą drogą, już wiedziałem w którym dokładnie miejscu chcę go uchwycić. Oczyma wyobraźni widziałem tę kompozycję – ostatnie promienie słońca, które ledwo przeciskało się przez chmury i oświetlony kolarz pomiędzy dwoma bliźniaczymi drzewkami. Lubię, jak ruchome elementy fajnie mi się ukłądają w kadrze 😉

Chwila zawahania

Trójka przedszkolaków wahała się, czy w tak cudnych okolicznościach przyrody iść do przedszkola, czy jednak pójść na wagary. Trudny wybór, bo z jednej strony wiedziały, że pani przedszkolanka wymyśla fajne gry i zabawy i na pewno weźmie je też na podwórko. Ale z drugiej strony beztroskie hasanie po polu pełnym śniegu bez niczyjego nadzoru podobało im się bardziej.

Sala zabaw z mnóstwem zabawek kusiła, ale z drugiej strony miały to na codzień, a samodzielnie wymyślone zajęcia kuszą bardziej. Zerknęły do tyłu i zobaczyły mnie. Chwila zawahania i…. pobiegły wcale nie w stronę przedszkola, ale na niekończące się białe pole pełne miękkiego puchu.

Przypomniało mi się od razu, jak to za dziecięcych lat, może nie chodziło się na wagary, ale zimą wracało się do domu bardzo długo, mimo że do domu było może z pół kilometra. Zawsze znalazło się coś fajnego do roboty. Bitwy śnieżkami, budowanie baławana czy igloo, zjazdy na workach wypchanych śniegiem, ślizganie się po lodzie na zamarzniętych rowach lub rzece. Wracało się oblepionym śniegiem, który zamarznięty ciężko było zdrapać z ubrań, więc w domu zostawały spore kałuże, kiedy ten zaczynał się topić.

Na przełaj

Na razie jeszcze mroźno, ale według prognoz pewnie niedługo śnieg się stopi. Na drogach będzie ochydna chlapa, a moje polne ścieżki pokryją się błotem. Póki co jednak cieszmy się tymi kilkoma dniami mrozu i względnie ładnej pogody.

Spacer ranną porą po twardej skorupie śniegu to ciekawe doznanie. Za każdym krokiem się zastanawiam – zapadnę się, czy nie. I prawie za każdym razem się zapadam 😉 Ale to jest takie fajne – kiedy pokrywa śniegu jest gruba, nie trzeba się zastanawiać, którędy prawadzi lub nie prowadzi droga – po prostu idzie się na przełaj, przed siebie.

Tuptanie po śniegu

Dzisiaj, kiedy trzeba iść do pracy to jest piękna pogoda, a cały weekend zachmurzenie było tak niskie i gęste, że aż ciężko się szło 😉 Ale nie mogłem oczywiście usiedzieć w domu i wybrałem się na przechadzkę po lesie. Pogoda ani trochę nie nadawała się do fotografowania, jednak udało się wyłuskać te kilka poniższych kadrów.

Niezależnie od tego, taki spacer to coś pięknego. Co mnie zaskoczyło, że kilka zamkniętych dla ruchu dróg w lesie było odśnieżonych! Tego się nie spodziewałem. Szybko skręciłem w te dziewicze, nieprzetarte ścieżki, po których mimo że ciężko się szło, to wrażenia pierwszorzędne – tupać w miejscach, gdzie od ponad tygodnia nie stanęła ludzka stopa.

Zauroczony

Lubię fotografować kościoły.. Największym sentymentem fotograficznym darzę te starsze, położone w ładnych wiejskich okolicznościach przyrody. W otoczeniu pięknych drzew, w urokliwej dolince ozdobionej okoliczymi pagórkami, widoczne z sąsiednich wzgórz.

Kościół w Górze Ropczyckiej jest wyjątkowy ze względu na to, że stoi na wzniesieniu i można go fotografować z niezliczonej ilości miejsc, a mnie mimo że fotografuję go od 7 lat, ciągle udaje się znaleźć nowe kadry. Tym razem zdjęcie z okolic cmentarza podczas mroźnej zimowej nocy. Pierzynka ze śniegu, niesamowite granatowe niebo i delikatne światło latarń nie mogły mnie nie zauroczyć.

Tereny nie tknięte

Wczoraj wybrałem się na kolejną nocną wędrówkę po zaśnieżonej okolicy. Kilka kilometrów po nieodśnieżonych polach albo słabo wydeptanych ścieżkach to nie łatwa sprawa, ale za to dużo frajdy i przyjemności. Specjalnie wybrałem okrężną dorgę aby dotrzeć do pobliskiego parku Buczyna.

Nie mogłem uwierzyć, że zastanę tam tylko wąską wydeptaną ścieżkę, ale tym lepiej dla mnie – fotografować takie dziewicze, prawie nie tknięte ludzką stopą tereny 😉 Zdjęcia wydają się być robione w dzień, ale to zasługa długiego czasu naświetlania no i latarń, które znajdowały się kilkaset metrów stąd.

Park Buczyna, Góra Ropczycka
Park Buczyna, Góra Ropczycka
Park Buczyna, Góra Ropczycka

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI GÓRA ROPCZYCKA PARK BUCZYNA NOCNĄ PORĄ ŚNIEG ZIMA

Nocne spacery

Jest już noc, -2° C i całkowity brak wiatru. Leżacy śnieg i niskie zachmurzenie odbijają światło latarń nawet kilka kilometrów od miasteczek i wsi. Można sobie w spokoju spacerować brnąc przez śnieg.

W jednych miejscach jest go mniej, w innych wiatr zrobił zaspy. Idąc w półmroku można znienacka zapaść się w śniegu po kolana. Ale to nic takiego, przypominają się tylko dziecięce lata i beztroskie zabawy na śniegu.

Nie no, przesadziłem, musiałem trochę uważać, bo na ramieniu taszczyłem statyw z apratem. Zdjęcia w takich warunkach mają zupełnie niepowtarzalny klimat. Odkrywają to, co nie do końca widoczne gołym okiem.

Zdążyć do pracy

Takiej zimy, to chyba nie da się nie lubić. Zimowe, śnieżne, prawie bezchmurne poranki to jest coś pięknego. Na te kilka chwil zapomina się o zimnie, a gruba warstwa grząskiego śniegu nie stanowi żadnej przeszkody. W takich warunkach myślę tylko o jednym – aby uwiecznić tę chwilę w anjpiękniejszy jak potrafię sposób. Znaleźć najpiękniejsze kadry i… zdązyć jeszcze do pracy.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI GÓRA ROPCZYCKA MROŹNY ZIMOWY PORANEK

Energia z powietrza

Ciekawe, czy kiedyś śnieg padał już w październiku… Pewnie tak w ubiegłych latach bywało i gdybym pogrzebał w starych zdjęciach, znalazłbym na to dowód. Ale póki co wspomnę dziś październik typowo jesienny z pięknymi kolorami i świecącym słońcem. Klimatyczny poranek, który spędziłem na leśnych ścieżkach chłonąc energię z powietrza 😉

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT RZESZOWSKI BRATKOWICE JESIEŃ LAS PORANEK ŚWIT

Boso po śniegu

Najgorsze w zimie są te dni, kiedy intensywnie pada śnieg. Zanim służby ogarną drogi pozostaje cieszenie się zimą we własnym ogrodzie. Ja wczoraj odważyłem się i pospacerowałem po świeżym sniegu bosymi stopami. No dobra, spacer, to za dużo powiedziane. Zrobiłem dokładnie dwadzieścia pięć kroków, z czego połowa, czyli powrót, to był hardkor, myślałem, że mi stopy odpadną. Polecam jednak, bo już po chwili z powrotem robi się cieplutko w stópki. Nie wiem jak jest, ale dla motywacji wmówiłem sobie, że to jest dobre dla zdrowia 🙂

Dzisiejsze fotki zrobiłem ubiegłej zimy, gdy panował nie tylko wszechobecny śnieg, ale również cudowna szadź na drzewach, a do tego mgła! Pamiętam, że od świtu do nocy włóczyłem się po moich ulubionych miejscówkach, aby utrwalać ten cudowny zimowy klimat.