Księżyc i skrzydło

Czy najfajniejsze zdjęcia powstają przypadkiem? Nie, nia ma raguły, ale to powstało jak najbardziej przypadkowo. Owszem, wybrałem się na wschód Księżyca, ale moja miejscówka okazała się całkowicie nietrafiona, a dobiegłem na nią ostatkiem sił (za późno wyjechałem z domu). Musiałem biec z powrotem, aby zdążyć zanim Księżyc wyjdzie nad horyzont, no i znaleźć jakąś zastępczą miejscówkę. Ratować wyprawę choćby jednym zdjęciem.

Biegłem więc tak przed siebie z głową odwróconą o 180 ° jak u sowy. W końcu – jest, jest Księżyc! Zobaczyłem go, choć był bardzo blady. Drugim okiem już śledziłem lecącego od południa motoparalotniarza. Między czasie modliłem się, abym zdążył dobiec w odpowiednie miejsce. Pod pachą statyw, na szyi aparat. Pomyślałem, że warto by ustawić odpowienie parametry, zanim dotrę na miejsce, więc biegnąc kręciłem jeszcze pokrętłami.

O rozłożeniu statywu nie mogło być mowy, bo paralotniarz był już na miejscu. Szybki półobrót, zatyczka obiektywu poszła w trawę. Przymierzyłem i poszła fotka. Jedna, druga, trzecia. Odleciał a ja padłem nieżywy na łąkę. Kiedy sie ocknąłem, Księżyc był już nieco wyżej i sporo wyraźniejszy. Teraz już spokojnie zrobiłem kilka kolejnych zdjęć. Wkrótce oczywiście je pokażę, a dziś zdjęcie, dla którego prawie poświęciłem życie.

Miedza pomogła

Te same miejsca odwiedzam kilka, kilkanaście, a nawet po kilkadziesiąt razy. Wychodząc często w plener nie ma innej możliwości. Nie zależy mi na oryginalnych kadrach, a na fotografowaniu za każdym razem w innym świetle. A światło potrafi kadry zmieniać nie do poznania.

Akacje pokazywałem już chyba ze sto razy, a będąc tam ostatnio chciałem je uchwycić z jak najdalsza z zachodzącym za nimi słońcem. Na miejscu postanowiłem wykorzystać pozostałe na miedzy wysokie trawy jako sztafaż do mojego kadru. Złota godzina i złote kolory. Niepowtarzalny klimat tych kilkunastu ostatnich minut przed zachodem.

W zasięgu ręki

Udało się. Tym razem porzuciłem rower na rzecz pieszej wycieczki wieczorową porą. Nie musiałem się spieszyć, martwić, że nie zdążę wrócić przez zmrokiem że zmarznę, albo jeszcze coś innego. Mogłem oddać się tylko i wyłącznie fotografowaniu i obcowaniu sam na sam z przyrodą.

Celem wyprawy było fotografowanie wschodzącego Księżyca, ale o tym w weekend. Dziś pokażę Wam trzy zupełnie zwyczajne kadry, z moich najbliższych okolic. Kadry udowadniające, że piękna wcale nie trzeba szukać w znanych i obleganych przez turystów miejscach, ale wystarczy wyjść z domu, czy wyjechać kawałek za miasto i okaże się, że cudowne okoliczności przyrody mamy dosłownie w zasięgu ręki.

Wyglądają pięknie

Motyle. Latają również i we wrześniu. Kiedy świeci słońce warto wybrać sie wieczorem na łąkę i popatrzeć ich beztroskim harcom. Czy naprawdę ich życie jest tak beztroskie? Pewnie chwilami tak, ale wciąż czyhają na nie różne niebezpieczeństwa – drapieżniki, wiatr, deszcz i pewnie sporo innych zagrożeń, a poza tym żyją bardzo krótko. Tak więc to co tak pięknie wygląda nie zawsze takim jest…

Jarzębina na koniec lata

Ostatni dzień wakacji żegnamy drzewkiem jarzębiny rosnącym samotnie na miedzy w szczerym polu na jednym z okoliczych pagórków. Co roku na przełomie sierpnia i wrzesnia wybieram się, aby go uwiecznić o mojej ulubionej porze dnia.

Jutro zaczyna się szkoła, wiele z nas wraca z urlopów, ale nie ma sie co przejmować, tylko być dobrej myśli, że ładna pogoda potrwa jeszcze co najmniej do listopada. Tym optymistycznym akcentem wejdźmy w meteorologiczną jesień 😉

Pszczoły na robocie

Pszczoły nie próźnują mimo końcówki lata. Kiedy tylko wychodzi słońce wylatują w poszukiwaniu pyłku i nektaru.

Tak, pszczoły potrzebują nie tylko nektary, ale i pyłku. Pokarmy te różnią się od siebie – nektar, to roztwór cukrów w różnych proporcjach oraz olejków witamin, kwasów organicznych, enzymów, soli mineralnych i związków azotowych. To taki pokarm węglowodanowy, czyli zapewniający im przede wszystkim energię. Z kolei pyłek to ważne źródło białk, tłuszczów, witamin.

Późnym latem, kiedy wieczorem słońca aż tak nie grzeje, lubię wybrać się na łąką i przemierzać ją z „nosem w trawie”. Miękkie światło późnego wieczoru świetnie nadaje się do fotografowania owadów.

Sierpień

Kilka niepozornych rozwianych chmur stworzyło wieczorem fajny ciepły klimat. Takie właśnie kolory kojarzą mi się z końcówką sierpnia. Ciepłe, żółte chmury, ciemna zieleń na drzewach, ścierniska i wyschnięte łąki. Zapach ziemi z zaoranych pól. Wiatr jeszcze lekko wieje, ale na noc ustanie całkowicie. Świerszcze pobrzękują leniwie, od czasu do czasu zaświergoli ptak. W oddali słychać „szczekanie” kozła sarny. Ani trochę nie będę się spieszył do domu. Półmrok trwa jeszcze dość długo po zachodzie. Nie zabłądzę, znam tu każdy zakamarek.

Nie do zapomnienia

Nade mną chmury, a kilkadziesięt kilometrów na wschód czyste niebo. To mogło oznaczać tylko jedno – na koniec dnia, kiedy słońce wyglądnie spod tej chmury, będą cudowne warunki do fotografowania. Intuicja nie zawiodła i choć trwało to wszystko raptem 30 minut, to było to najpiękniejsze pół godziny w tym dniu.

Trafiłem na sielski widok prac polowych w pobliżu urokliwie położonej kapliczki. Kwitnąca nawłoć i pola zostały przepięknie oświetlone słońcem i światłem odbitym od chmur. Widok nie do zapomnienia.

Lewitacja

Słońce zniknęło za horyzontem chwilę temu. Miałem za sobą kilka kilometrów pośpiesznego marszu i fotografowania w międzyczasie. Chciałem wykorzystać piękny zachód słońca na maksa i zrobić jak najwięcej różnych ujęć. Byłem przekoanany, że to koniec spektaklu. Jednak jak przed chwilą chmury przestały być żółto złote, tak teraz zaczęły przybierać kolor purpury.

Musiałem przebiec jeszcze kilkaset metrów, aby uwiecznić ten cudowny widok w pobliskiej dolince z samotnie rosnącą wierzbą. Wydawało mi się, że nie biegnę, a lewituję kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. Jedynie rozstawianie statywu utwierdzało mnie, że jednak stąpam po ziemi. Odcienie zmianiały się z minuty na minutę. Purpura świeciła może cztery, może pięć minut. Kiedy ocknąłem się z fotograficznego letargu byłem już pod samym drzewem, a niebo zrobiło się szare.

Szybko minęło

Jak to szybko minęło. Dopiero wszystko zaczynało się zielenić, kwitły drzewa owocowe, później rzepak, złote zboża. Teraz jest już po żniwach. Pola pustoszeją, zaorywane są ścierniska. Z jednej strony może smutno, ale z drugiej przecież każda pora roku ma coś, co może się w niej podobać. A najważniejsze, że o każdej porze roku możliwe są tak cudowne zachody słońca, jaki miałem okazję podziwiać w ubiegły wtorek.