To już druga mucha, którą udało mi się sfotografować tej wiosny. Znalazłem ją na krzaku rododendrona, gdzie czegoś biedaczka szukała. Nasuwa się myśl, że jedzenia, ale niekoniecznie. Mogło być tak, że jesienią zgubiła tu coś i teraz postanowiła to odszukać…
Siedziałem sobie na kawałku pniaka nad stawem, kiedy coś ciemnego koło mnie hycnęło. Pomyślałem, że to opadające z jesionów nasiona, jednak nie pasowało mi to, bo to coś hycnęło z dołu do góry, a nie z góry na dół. Zanim pomyślałem, Matylda już się tym czymś zainteresowała. Szybko ją przekonałem, że to nie zabawka dla niej i schyliłem się w poszukiwaniu tajemniczego obiektu. Kiedy zacząłem rozchylać trawę, to coś hycnęło znowu, tym razem, na moją dłoń. I tym czymś okazał się konik, jak sądzę z rodziny skakunowatych (Tetrigidae).
Na oświetlonej słońcem miedzy wygrzewał się podłużnik (Tibellus oblongus). Gdyby nie to, że po jednej stronie owej miedzy był nieużytek, a po drugiej las, pomyślałbym, że pilnuje, aby sąsiad nie zaorał jednej skiby za dużo. Ale on po prostu korzystał z przywilejów, jakie daje mu bycie pająkiem.
Czasami podczas przygotowań do świąt najbezpieczniej jest cichaczem wyjść z domu, że to niby śmieci wyrzucić, czy że do sklepu po majonez…. Wziąć ze sobą aparat i pójść w zupełnie przeciwnym kierunku 😉
Pogoda z pewnością dopisze, więc życzę Wam, aby udało się w te święta wymknąć zza świątecznego stołu i czas spędzić na świeżym powietrzu. Najlepiej z aparatem 😉
Może i mam kilka, może i kilkanaście gatunków motyli w swoich fotograficznych zbiorach. Jednak nie zmienia to faktu, że nie mam szczęścia do ich fotografowania. I tym razem było tak, jak z kosternikiem – jeszcze z daleka zrobiłem jedno zdjęcie, a zanim zdołałem się do niego zbliżyć, odfrunął
Niby całkiem pokaźna zgraja, a jednak nie jest tak łatwo wypatrzeć malutkie dzieci krzyżaka ogrodowego. Te znalazłem na wysokim brzegu porośniętym chaszczami. Robiąc zdjęcia przypadkiem potrąciłem trawę, na której siedziały, a one bardzo szybko się rozpierzchły.
Dwie niczego nieświadome muchówki z rodziny Micropezidae oddawały się przyjemnościom na liściu w ciemnym zaułku lasu.
Zagrożenie wcale nie było ze strony fotografa. Kiedy skończyli i samiczka poszła na papierosa tuż po, okazało się, że pod liściem siedzi kosarz… Skoro do tej pory ich nie zaatakował, najwidoczniej był to kosarz podglądacz.
Neria sp. z rodz. Micropezidae Neria sp. z rodz. Micropezidae
Podobają mi się chrząszcze z dłuuuugimi rogami, ale rzadko udaje mi się je sfotografować. Tym razem miało być inaczej. Spostrzegłem go na jakimś drzewku, ale gdy tylko nasz wzrok się spotkał, chrząszcz uciekł. Na szczęście wylądował tuż obok na trawie, gdzie siedział już spokojnie, dzięki czemu udało mi się zrobić mu zdjęcia. Spędziłem trochę czasu, żeby oznaczyć ten wyjątkowy okaz i obstawiam, że jest to capoń, mało tego, że mglisty (Leiopus linnei).