Królik

Wieczór taki niepozorny. Miał być deszcz, a prawie nie było. Miało być zimno, a było parno. Ciężkie chmury na niebie nie wskazywały, że słońcu uda się przebić choćby na chwilkę. Nie dało ono jednak za wygraną i pomalowało kawałek nieba swoim światłem.

No właśnie i co namalowało? Bo ja widzę przyczajonego żółtego królika…

Zmiana krajobrazu

To kwestia góra kilkunastu dni, kiedy zboża staną się dojrzałe i gotowe do żniw. Są miejsca, gdzie kłosy już się zaczynają złocić, ale sa też takie, gdzie są jeszcze całkiem zielone. Ja już niecierpliwie czekam na te zmiany w krajobrazie. Może w tym roku w końcu uda mi się znależć w mojej okolicy prawdziwe snopki skoszonego tradycyjnie zboża…. To takie jedno z marzeń fotograficznych, na którego zrealizowanie cierpliwie czekam.

Tymczasem dziś zdjęcie kościoła w Górze Ropczyckiej, który stale gości na moim blogu. Jednak w takim ujęciu jeszcze go tu nie było.

Pluskwiaki nie takie złe

Pluskwiaki. Przez jednych znienawidzone za samą nazwę. Przez innych za smrodek pozostawiany przez nie na jagodach, czy malinach. Jeszcze przez innych za wlatywanie do mieszkania, czy za włażenie za kołnierz.

Ja lubię je, jak 95 % innych owadów i chętnie za nimi się rozglądam w ogrodzie, czy na łące. Jeśli oczywiście akurat nie fotografuję jakowegoś wschodu, czy zachodu słońca. Ostatnio ograniczam się tylko do własnego ogrodu, ale i tam udało mi się odszukać i sfotografować kilka przedstawicieli wspomnianych pluskwiaków.

Kulka porównana

Mam miejscówkę, gdzie zjawiam się co roku w porze najdłuższego dnia roku. Wtedy słońce zachodzi w okolicy oddalonego o ponad sześć kilometrów w linii prostej krzyża. Zawsze jednakowo zadzwia mnie ta perspektywa długoogniskowego obiektywu. Słońce, które będąc wysoko na niebie wydaje się malutkie, w porównaniu z odpowiednio oddalonym od obserwatora obiektem robi niesamowite wrażenie.

Klimat zachowany

Jest jeszcze ciemno, choć noce na początku lipca są tak na prawdę dość jasne. W każdym razie nawet ptaki jeszcze śpią, na drogach pusto, więc niespiesznie jadę na miejsce – w kierunku nieco wyższych wzniesień w mojej okolicy. Mam nadzieję, że prognozy się sprawdzą i zastanę tam nieco mgieł.

Widok, który zastaję na miejscu przebija moje skromne oczekiwania. Wychodzące słońce i zalegające nisko, podświetlone mgły tworzą klimat, dla którego opłaciło się jechać kawał drogi. I to nic, że spektakl trwał kilkanaście minut, udało się go zachować na zdjęciach.

Połowa roku za nami

Zawsze uważam, że czekanie na coś jest najfajniejsze. Bo kiedy to coś już nadchodzi, to zaraz jest już po. Ale z drugiej strony wtedy zaczynamy czekać na coś innego i znów jest fajnie. Najpierw czekamy z utęsknieniem na wiosnę. Kiedy już nadejdzie, to szybko przemija, ani się obejrzymy. Póżniej na lato i upalne dni bez deszczu, wiatru. Jednak i lato szybko minie, no to czekamy na piękne kolory jesieni. Ani się obejrzymy, a jesień mija i nadchodzą zimne, wietrzne i mokre dni. No to czekamy na zimę i śnieg. I tu już tak fajnie nie jest. Zima zawsze ciągnie się w nieskończoność. No przynajmniej mnie.

Dopiero co wyczekiwaliśmy z utęsnieniem wiosny, a tu już końcówka czerwca. I pół roku za nami. Trzeba łapczywie chwytać każdy jeden dzień życia, wykorzystać każda wolną minutę na robienie tego co się lubi, bo czas płynie zdecydowanie za szybko.

Otoczenie zadbane

Niektórzy może rozpoznają ten krzyż. Tak, to ten pod akacjami, które tu pokazuję regularnie. Akacje same w sobie są piękne – jeśli chodzi o kształt, położenie – w szczerym polu, przy polnej drodze. Ale to jak zadbane jest miejsce, w którym wyrastają z ziemi i krzyż znajdujący się między nimi również zasługuje na uwagę. Pod każdym względem to miejsce jest wyjątkowe. A najwyjątkowsze jest oczywiście w pięknym świetle. Tutaj jeden z ostatnich letnich wieczorów.

Droga do bajkowego świata

Ostre słońce świeciło aż do samego horyzontu. Na niebie nie było żadnych chmur, a mimo późnej pory żar nadal lał się z nieba. Na polach, w oddali słychać było pracujące maszyny rolnicze. W wiosce znajdującej się w dolinie uparcie ujadał pies. Echo niosło się na okoliczne wzgórze. To wszystko było akompaniamentem dla cykających w trawach świerszczy.

Wyczekałem na moment zrównainia słońca z horyzontem, bo wtedy światło było najfajniejsze. Wijąca się droga asfaltowa, taka jaką najbardziej lubię do przejażdżek rowerowych – pośród pól i mało uczęszczana. Podczas schyłku dnia niczym droga prowadząca do bajkowego świata.

Rudeusz wrócił

Widywałem ją w ogrodzie od kilku dni, ale dopiero wczoraj miałem pod ręką aparat. Nie podchodziłem zbyt blisko, aby jej nie niepokoić, bo zapamiętale zajadała się jakimiś smakołykami (nie mam pojęcia co ona tam o tej porze roku znalazła), a po wszystkim podbiegła do stawu, aby przepić wodą 😉

Kiedy się pojawiła uruchomiły się wróble, które opodal mają swoje gniazda, a tam najprawdopodobniej małe. Próbowały ją pewnie odstraszyć, lecz ona nic sobie z tego nie robiła i w ogóle nie była nimi zainteresowana. No ale skąd wróble mogły wiedzieć, że wiewiórka nie gustuje w małych wróbelkach…

Każda minuta wykorzystana

Miło zobaczyć w dzisiajszych czasach taki obrazek. Jakbym przeniósł się o kilkadziesiąt lat wstecz. Mam jednak bardzo mieszane uczucia, bo z jednej strony chciałoby się, aby te czasy nigdy nie przeminęły, ale z drugiej – nie wspominam ich dobrze. Non stop było coś do zrobienia, często ponad siły dziecka. Nie miałem zbyt dużo czasu dla siebie, na zabawę, na hobby. Może dlatego teraz sobie to odbijam… i każdą minutę wolnego czasu wykorzystuję na swoje pasje i zainteresowania…