Mgła doda tajemniczości

Ostatnio dużo u nas mgieł. Zaczynają się zbierać niejednokrotnie już wieczorem. A we mgle każde zwykłe miejsce nagle nabiera niezwykłości. Zmięczająca krajobraz mgła dodaje tajemniczości i koloru. Potrafi bowiem w swoich drobinkach wilgoci odbić światła okolicy, chmur, czy nieba.

Sierpień

Kilka niepozornych rozwianych chmur stworzyło wieczorem fajny ciepły klimat. Takie właśnie kolory kojarzą mi się z końcówką sierpnia. Ciepłe, żółte chmury, ciemna zieleń na drzewach, ścierniska i wyschnięte łąki. Zapach ziemi z zaoranych pól. Wiatr jeszcze lekko wieje, ale na noc ustanie całkowicie. Świerszcze pobrzękują leniwie, od czasu do czasu zaświergoli ptak. W oddali słychać „szczekanie” kozła sarny. Ani trochę nie będę się spieszył do domu. Półmrok trwa jeszcze dość długo po zachodzie. Nie zabłądzę, znam tu każdy zakamarek.

Lubi to co ja

Idę ja spacerkiem polną drogą, a tu z naprzeciwka taki oto piesek sobie biegnie. Ja przykucnąłem z aparatem gotowym do zdjęcia, a on przystanął. Ja zrobiłem fotkę, a on odbił w bok. Wołałem, gwizdałem, kiciałem, ale nie zaufał mi na tyle, aby podejść.

Nikogo w pobliżu nie było, piesek pewnie tak jak ja lubi samotne spacery po polnych drogach…

Pociąg widmo

Pociąg widmo. Wracam do wieczoru spędzonego przy torach podczas cudownego, mglistego wieczoru. Tym razem skąpane we mgle ślady świateł przemykającego pociągu. Jest coś przerażającego, kiedy stoi się samemu kilka metrów od torów, a tuż obok przemyka pociąg.

Pewnie to samo mógłby pomyśleć maszynista zobaczywszy człowieka w nocy, który ni stąd ni zowąd pojawia się przy jego trasie. Powiem Wam, że ustawiłem aparat i położyłem się na nasypie, tak aby mnie nie byo widać, żeby ewentualnie nie sresować maszynisty 🙂

Niemożliwe

Trzy wolno biegające po polach konie? Wydaje się niemożliwe, a jadnak. Moje zdziwienie sięgnęło zenitu, ala z zimną krwią sięgnąłem po aparat i udało się to uwiecznić w fajnym wieczornym światełku.

Przybiegły znikąd i jak szybko się pojawiły, tak szybko zniknęły.

Nieprzewidywalne

W mojej okolicy panuje susza. W tym roku było bardzo mało opadów, a co za tym idzie burz. Jeśli chodzi o burze, to zawsze mam mieszane uczucia – z jednej strony bardzo lubię ten dreszczyk emocji podczas fotografowania, z drugiej obawiam się szkód, które taka burza mogłaby wyrządzić. Ale jak nie kochać fotografowania chmur burzowych? Potrafią jednocześnie fascynować i straszyć. Nieraz z małej chmury duży deszcz i odwrotnie. Są nieprzewidywalne.

Zauroczony barwą

Ach ta jarzębina. Fotografowałem zupełnie co innego. Na niebie pojawiły się pięknie podświetlone chmury i biegałem za kadrami z głową zadartą do góry. Na powrocie, a było już po zachodzie, przechodziłem koło jarzębin, które już wiele razy fotografowałem i nawet nie zwracałem na nie baczniejszej uwagi.

Tym razem było inaczej. Światło było tak niesamowite, a kontrast zielonego z czerwonym był tak silny, że nie mogłem przejść obojętnie. Pokusiłem się o kilka zdjęć i bardzo dobrze, bo to co zobaczyłem na ekranie komputera było dokładnie tym, co widziałem an żywo. Intensywne, mocne, chłodne i surowe barwy. To pokazuje, jak nieprzewidywalne bywa naturalne światło. O zachodzie, czy wschodzie słońca można się spodziewać wszystkiego 🙂

Zatrzymany

Stoję przy torach i delektuję się panującą aurą. Jest już prawie ciemno, w dzień padało i teraz rozciągają się mgły. Mroczny klimat może przyprawiac o dreszcze, ale dopiero kiedy w oddali słyszę sygnał pociągu, atmosfera staje się naprawdę jak z filmu grozy. Nadjeżdża. Parametry w aparacie ustawiam tak, aby był lekko rozmyty. Ale tak nie do końca. Czekam na odpowiedni moment, aby nacisnąć spust mogawki. Ciach! Czas i pociąg zatrzymane w kadrze.

Nie do zapomnienia

Nade mną chmury, a kilkadziesięt kilometrów na wschód czyste niebo. To mogło oznaczać tylko jedno – na koniec dnia, kiedy słońce wyglądnie spod tej chmury, będą cudowne warunki do fotografowania. Intuicja nie zawiodła i choć trwało to wszystko raptem 30 minut, to było to najpiękniejsze pół godziny w tym dniu.

Trafiłem na sielski widok prac polowych w pobliżu urokliwie położonej kapliczki. Kwitnąca nawłoć i pola zostały przepięknie oświetlone słońcem i światłem odbitym od chmur. Widok nie do zapomnienia.

Lewitacja

Słońce zniknęło za horyzontem chwilę temu. Miałem za sobą kilka kilometrów pośpiesznego marszu i fotografowania w międzyczasie. Chciałem wykorzystać piękny zachód słońca na maksa i zrobić jak najwięcej różnych ujęć. Byłem przekoanany, że to koniec spektaklu. Jednak jak przed chwilą chmury przestały być żółto złote, tak teraz zaczęły przybierać kolor purpury.

Musiałem przebiec jeszcze kilkaset metrów, aby uwiecznić ten cudowny widok w pobliskiej dolince z samotnie rosnącą wierzbą. Wydawało mi się, że nie biegnę, a lewituję kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. Jedynie rozstawianie statywu utwierdzało mnie, że jednak stąpam po ziemi. Odcienie zmianiały się z minuty na minutę. Purpura świeciła może cztery, może pięć minut. Kiedy ocknąłem się z fotograficznego letargu byłem już pod samym drzewem, a niebo zrobiło się szare.