Mam fajnie

Odnoszę wrażenie, że przypadki rządzą światem. Bo po raz pierwszy wybrałem się gdzieś nieco dalej rowerem po długiej przerwie i od razu trafiłem na tak niesamowite widoki. Tym razem zaskoczyło mnie niebo. Jedna niepozorna chmura i słońce stworzyły przede mną pokaz promieni, które spowodowały u mnie mega radość. W sumie to fajnie mam, że tak nieporne rzeczy potrafią mnie cieszyć 😀

Muśka w rumianku

Przedpołudnie, światło nieciekawe, ale czemu te fotki tak mnie ucieszyły? Bo to pierwsze fotki od ponad miesiąca, jakie zrobiłem podczas przejażdżki rowerowej!

Na razie krótkie dystanse i z rzadka, bo chorej ręki nie za bardzo można używać, ale energia mnie rozpiera!

Wybieram tylko równiutki asfalt, żeby gdzieś znowu nie zaliczyć gleby, jednak kiedy zobaczyłem pole rumianku musiałem odbić na polną drogę. I tam właśnie spotkałem Mućkę. Nie mogłem nie zrobić jej foty w tych pięknych okolicznościach przyrody.

Może być stare

Ostatni dzień maja. Przejażdżka po najbliższej okolicy. Wieczorem, bez pośpiechu i po dróżkach, którymi jeździłem już dzisiątki razy. Te same widoki i te same kadry. Ale czy napewno? Przecież identycznego kadru nie da się zrobić, bo światło nigdy nie jest takie samo jak poprzednio. Nigdy nie zatrzymam się dokładnie w tym samym miejscu. Nigdy nie zauważę tego samego.

Wcale nie trzeba szukać ciągle nowych miejsc, choć to też jest fajne, ale warto zaglądać do tych samych, jeśli to sprawia nam przyjemność.

Migawki z drogi

Dziś kilka zdjęć z przełomu pierwszej i drugiej dekady czerwca. Udało się trafić na kolejny zakątek z makami! Jak one pięknie wyglądały, kiedy wyjechałem na wzniesienie a coś czerwonego mignęło mi po prawej stronie. Był pochmurny poranek, a ta czerwień w tych warunkach wyglądała bardzo optymistycznie!

Drugi obrazek, który zwrócił moją uwagę, to zaparkowany czerwony poczciwy Bizon w towarzystwie beli siana. Następnie kolejna kępka czerwonych maków w kłębach mgły, no i kopki siana, które zobaczyłem kilkaset metrów od drogi i brnąłem tam po tę fotkę. Nawiasem mówiąc ciekaw jestem, na ile takie daszki chronią je przed deszczem… 🙂

Kadry podarowane

Pierwsza dekada czerwca podarowała mi kilka mglistych poranków. Najbardziej lubię moment, kiedy mgła się podnosi, a słońce zaczyna docierać do powierzchni ziemi. Jest takie niby ponuro, ale promyki słońca dodają dodają krajobrazowi optymizmu. Robią nadzieję na ładną pogodę. Łatwiej wtedy dostrzec ciekawy kadr, bo w tych okolicznościach gdzie nie spojrzeć, świat wygląda bajkowo.

Nie zapomnę długo

Wiedziałem, że wcześniej czy później trafię na pełne maków pole. Wiedziałem, a może tylko miałem taką nadzieję. W piątek niespodziewanie moje pragnienie się spełniło. Byłem w trasie rowerowej od rana, a dookoła były same mgły. Pole maków i przejaśnienia przyszły równocześnie.

Powiem tylko tyle, że zdjęcia z pewnością nie oddają tych emocji, kiedy jest się tam na żywo. Zbocze góry, a dookoła w gratisie przepiekne widoki. I ta unosząca się mgła i nieśmiało wyglądające słońce. Nie zapomnę tego aż do pierwszych oznak Alzheimera.

Widok rzadki

Na wszelki wypadek zawsze wrzucam aparat do sakwy. Nawet, kiedy jadę w środku dnia i światło z pewnością będzie nieciekawe. A nuż trafi się jakiś ciekawy kadr. Taki, że żałowałbym że nie udało się go uwiecznić.

Może to będzie jakowaś kapliczka, może pojedynczy mak rosnący przy drodze, może strachy na sarny poustawiane rządkiem w polu, a może tak już rzadko spotykany widok zwożenie siana luzem na przyczepie…

Morze mgieł i żółta kulka

W weekendową sobotę postanowiłem przywitać wschód słońca. Nie wiedziałem, gdzie mnie zastanie. Po prostu jeszcze przed świtem wsiadłem na rower i jechałem przed siebie. Z okolicznych wzgórz dane mi było podziwiać cudowną żółtą kulkę wyłaniającą się zza horyzontu spowitego morzem mgieł. Widok jak dla mnie wręcz hipnotyzujący.