W listopadzie spotykałem go dwa razy. Za każdym razem szczelnie przyklejonego do kory drzewa, na wysokości kolan. Ciężko było go dostrzec. To najprawdopodobniej piędzik (Operophtera), którego można spotkać właśnie od października, aż do grudnia.

W listopadzie spotykałem go dwa razy. Za każdym razem szczelnie przyklejonego do kory drzewa, na wysokości kolan. Ciężko było go dostrzec. To najprawdopodobniej piędzik (Operophtera), którego można spotkać właśnie od października, aż do grudnia.

W poprzednią sobotę miałem okazję gościć na pokazie najnowszych trendów mody w nakryciach głowy. Pokazany poniżej model nosi nazwę Moher Zagniatany (Mohair Confringitis), jak sami widzicie posiada nawet łacińską nazwę, gdyż jest to beret z naturalnych i odnawialnych materiałów.


Ten to dopiero potrafi być mały. Znalazłem go na starym pniu, z którego odłupałem trochę kory. Był tak mały, że nie wiedziałem nawet co to jest, dopóki nie zrobiłem zdjęcia i nie oglądnąłem go w powiększeniu 😉 To pluskwiak z rodziny Aleyrodidae, zwany mączlikiem.

W sobotę udało mi się spotkać dwie biedronki. Pomarańczowa siedziała na suchym liściu w ściółce pod drzewem. Podniosłem ja z liściem do zdjęcia, a ona nawet się nie ruszyła. Pomyślałbym, że spała, ale oczy miała otwarte… aaaaha, zapomniałem, że owady nie mają biedne powiek…


Kilka dni temu, kiedy jeszcze było cieplutko i słonecznie, a babie lato fruwało w powietrzu, spotkałem tego malutkiego pluskwiaka. siedział na liściu rododendrona i podziwiał piękne okoliczności przyrody, nawet nie dopuszczając do swojej małej głowy myśli, że wkrótce nastanie zima…

Nie wiem jak Wy, ale kiedy ja byłem mały, to strasznie się ich bałem. Na dodatek dorośli straszyli, że jak będę niegrzeczny, to mnie szczypawice pogryzą, brrrrrr…
Skorek pospolity (Forficula auricularia), czyli szczypawka, szczypawica wydaje się całkiem pożyteczna, bo jak legenda głosi, zjada mszyce i gąsienice. Niestety skorki bywają również wegetarianami i zjadają rośliny, wgryzając się w nie i tym samym niszcząc.
Ten tu, to młody osobnik.


– Nie, wcale nie jestem zły, ani naburmuszony, to mój codzienny wyraz twarzy – tłumaczył się jakowyś chrząszcz jak mniemam.

Ja już tak mam, jak nie odleci, to się za czymś schowa…

Kilka miesięcy temu udało mi się zrobić dość duże powiększenie pewnej muchy, która dawno nie goliła oczu…

Udawała patyk wbity w liść. Ale moje sokole oko ją zdemaskowało. To gąsienica jakowaś, chociaż…. …bardzo podobna do kobry…

