Jeszcze w połowie maja natknąłem się na tę ogromną skrzydlatą mrówkę. Siedziała sobie odpoczywając na trawie dopóki nie zdążyłem zrobić jednego jedynego zdjęcia. To najprawdopodobniej królowa podziemnicy.

Podziemnica (Lasius sp.)
Jeszcze w połowie maja natknąłem się na tę ogromną skrzydlatą mrówkę. Siedziała sobie odpoczywając na trawie dopóki nie zdążyłem zrobić jednego jedynego zdjęcia. To najprawdopodobniej królowa podziemnicy.

Czasami biorę sobie małe krzesełko, siadam przy lawendzie i czatuję na pożywiające się owady. Tym razem udało mi się sfotografować trzmiela.

Była tak malutka, że fotografując nawet nie widziałem kto zacz. Dopiero po powiększeniu na monitorze zauważyłem, że trafił mi się całkiem ciekawy obiekt.

Gdybym zrobił ujęcie z dalsza, miałbym w końcu atrakcyjne zdjęcie babki lancetowatej z zielonym ozdobnikiem, bo na tej właśnie roślinie siedział ten niewielki pluskwiak. Ale za późno o tym pomyślałem…

To był jeden z tych razów, kiedy na łeb, na szyję gonię po aparat. Na jednym z krzaczków w ogrodzie zauważyłem tego dosyć dużego chrząszcza i nie zastanawiając się pobiegłem do domu po aparat.


Pstryknąłem sobie tak od niechcenia, a tu mimo wiejącego wiatru udało się złapać ostrość. Rzecz działa się na kłosie jęczmienia.

Po raz pierwszy spotkałem takiego granatowookiego owada. Kiedy zauważyłem go w gęstej trawie, nawet nie próbowałem odchylać trawy, na której siedział, żeby nie uciekł. Udało mi się zbliżyć aparat tylko od góry. Zrobiłem to jedno jedyne zdjęcie, a owad zaraz uciekł.

Pamiętam, że wracałem z fotografowania o zmierzchu bez nadziei na jeszcze jakiś kadr, kiedy na ździebku zauważyłem dwa identyczne pluskwiaki, na dodatek ustawione w identycznych pozycjach.

Albo mam już kiepski wzrok, albo dobrze się kamuflują. Zazwyczaj mam problem z wypatrzeniem konika. Zauważam je dopiero wtedy, kiedy uciekają spod moich stóp. Z tym nie było inaczej. Na szczęście wylądował na wysokiej trawie i można było go sfotografować.

Dzisiaj fotografie bliskiego krewniaka wczorajszego akrobaty. Tym razem w innych okolicznościach przyrody. Ten z kolei wyglądał mi na zawadiakę. Co prawda siedział spokojnie w jednym miejscu, ale zadziornie podnosił głowę. Zdawał się mówić: Coś ci nie pasuje?!?

