Nocne spacery

Jest już noc, -2° C i całkowity brak wiatru. Leżacy śnieg i niskie zachmurzenie odbijają światło latarń nawet kilka kilometrów od miasteczek i wsi. Można sobie w spokoju spacerować brnąc przez śnieg.

W jednych miejscach jest go mniej, w innych wiatr zrobił zaspy. Idąc w półmroku można znienacka zapaść się w śniegu po kolana. Ale to nic takiego, przypominają się tylko dziecięce lata i beztroskie zabawy na śniegu.

Nie no, przesadziłem, musiałem trochę uważać, bo na ramieniu taszczyłem statyw z apratem. Zdjęcia w takich warunkach mają zupełnie niepowtarzalny klimat. Odkrywają to, co nie do końca widoczne gołym okiem.

Zapatrzony w niebo

W ubiegły piątek niebo mnie naprawdę zaskoczyło. I tylko przypadek sprawił, że grubo po zachodzie słońca byłem jeszcze w terenie. To znaczy wracałem już do domu z fotografowania, a niebo w tym czasie robiło się coraz bardziej kolorowe. Czerwień, karmazyn, burgund… zapędziłem się, przecież facet rozróżnia tylko podstawowe barwy 🙂

Zatrzymałem się w pierwszym lepszym miejscu, aby uwiecznić te barwy. Padło na wzgórze nad jedną z wiosek. Wyżowa pogoda i brak wiatru sprawiły, że w dolinie zalegał dym z kominów. To oczywiście normalne zjawisko i nie zależy od tego czym się pali, a właśnie od ciśnienia i ruchu powietrza. Ja jednak nie zwracałem na to uwagi, a na to, co działo się na niebie. Zachwycony widokami, nie mogłem stamtąd odejść, zanim zrobiło się całkiem ciemno.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI ZAGORZYCE ZADYMIONA DOLINA CZERWONE NIEBO ZACHÓD SŁOŃCA WIEŚ

Wszystkie zmysły

Takie widoki mogą wynagrodzić wczesną pobudkę. Jeśli miałbym pewność, że świt będzie tak klimatyczny, mógłbym witać go codziennie i nie żal by mi było ani jednej minuty na to poświęconej. Teraz nie jest tak źle, bo pobutka przed szóstą to jeszcze nic takiego strasznego.

Dojechać na miejsce, zostawić auto i wędrować po mniej lub bardziej znanych terenach. Odkrywać kolejne wiejskie krajobrazy, które w środku dnia wydają się zwyczajne i mało atrakcyjne, ale o świcie zyskują wiele. Światło, cisza, zapach, wilgoć poranka, mgła. Można chłonąć je wszystkimi zmysłami.

Spektakl natury

Jak całe lato niewiele fotografowałem, bo i warunków nie było zbyt często, a i rower pochłaniał sporo czasu, tak w mijającym tygodniu wszystko się odwróciło. Wszystkie sześć wieczorów spędziłem w terenie i trzy razy trafiłem na istny szał na niebie. Z dwóch pozostałych wieczorów również wpadło po kilka zdjęć.

Poniżej fotki ze środy. Plany były zupełnie inne niż fotografowanie, ale na szczęście wziąłem ze sobą aparat, a plany musiały ulec na bieżąco zmianie, kiedy zobaczyłem co się dzieje na niebie. Jak jeszcze chwilę wcześniej wydawało się, że niebo nie zaświeci, tak później na kilkanaście minut wszystko mieniło się kolorami. Pędziłem jak szalony na najbliższą znaną mi miejscówkę i udało się uwiecznić ten spektakl natury.

Niepogodny las

Pogoda nie rozpieszcza. Więcej chmur, niż czystego nieba. Temperatury też jakby jesienne. Nic na to nie poradzimy i trzeba cieszyć się z przebywania na świeżym powietrzu, na ile możemy. Taki na przykład las również w zachmurzone dni potrafi wyglądać całkiem fajnie. Spacer po nim daje poczucie wolności, szczęścia i zdrowego spędzania czasu. Czasu na wewnętrzne wyciszenie i wsłuchanie się w odgłosy natury.

Straszyło deszczem

Pochmurny wieczór, straszyło deszczem, to i ludzi nad wodą nie było. Ale gdyby nawet popadało, to taki ciepły sierpniowy deszczyk to nic takiego. Nie lubie siedzieć bezczynnie w domu i pojechałem rowerem nad pobliski zalew. W sakwę spakowałem aparat i dobrze, bo na koniec dnia chmury się przerzedziły i pojawiło się to ulubione rozproszone miękkie, ciepłe światło.

Aż nie chciało mi się wracać do domu. Postałem tam chwilę, aby nacieszyć się tym widokiem, ciszą i spokojem, dopóki słońce nie schowało się na powrót za chmurami.

Droga nie dla zwierząt

Gdy jadę rowerem i spotykam różne żywe istoty na drodze zatrzymuję się i zanoszę je lub odpędzam na pobocze. Ratowałem już jeże, potrącone motyle, przepędzałem jaszczurki i raz zaskrońca, który w najlepsze wygrzewał się na rozgrzanym asfalcie…

Ostatnio nawinął mi się ślimak. Wyglądał tak uroczo w porannym świetle, że aż wyciągnąłem aparat z sakwy i zrobiłem mu fotkę, zanim wylądaował na sąsiadującej z drogą łące.

Chodzi lisek koło drogi…

Po południu wybrałem się na niezobowiązujący spacer po okolicznych polach Aparat na wszelki wypadek wisiał sobie na szyi i dobrze, bo jakieś 130 metrów ode mnie zauważyłem lisa, który oddawał się polowaniu. Od razu przed oczyma stanęły mi zdjęcia widziane w internecie, jak lis pobija sie do góry i atakuje na gryzonia i zamarzyło mi się takie same.

Odległość była znaczna, ale spróbowałem. Stałem tak z aparatem przy oku i faktycznie – lis wyskoczył w górę i zaatakował jakowegoś gryzonia. Choć kiepskiej jakości, ale udało się zrobić pamiątkowe zdjęcie. Potem spróbowałem podejść nieco bliżej, aby zrobić jeszcze kilka zdjęć, po czym wycofałem się. Nie chiałem przeszkadzać mu w polowaniu. Gdzieś w norze pewnie czekała gromadka małych lisków do wykarmienia.

Rozwojowa miejscówka

Pozwolę sobie dzisiaj wrócić do tematyki kolejowej. Ostatnio będąc w miejscu, gdzie wielokrotnie już fotografowałem, odkryłem zupełnie nowy kadr. Pozakręcane tory wyłaniające się zza nasypu i prowadzące aż pod wiadukt drogowy. Nie wiem jak to się stało, że do tej pory tego nie wypatrzyłem. Ale to właśnie jest piękne w fotografii, że będąc w tym samym miejscu można raz – trafić na zupełnie różne warunki atmosferyczne, ale też dwa – znaleźć nowe kadry, których do tej pory nie zauważaliśmy.

Tak mi się spodobała ta miejscówka, że spędziłem tam dużo czasu w oczekiwaniu na pociąg. Te jednak nadjechały dopiero po zmroku i sfotografowałem je na długim czasie aby rozmyć światła. Z pewnością jeszcze tam wrócę, bo miejscówka jak widać ciągle jest rozwojowa 😉

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KOLEJOWA OLCHOWA