Morze mgieł i żółta kulka

W weekendową sobotę postanowiłem przywitać wschód słońca. Nie wiedziałem, gdzie mnie zastanie. Po prostu jeszcze przed świtem wsiadłem na rower i jechałem przed siebie. Z okolicznych wzgórz dane mi było podziwiać cudowną żółtą kulkę wyłaniającą się zza horyzontu spowitego morzem mgieł. Widok jak dla mnie wręcz hipnotyzujący.

Pocionk we mgle

Kilka dni temu pokazywałem zdjęcia z tego wspaniałego poranka w pobliżu torów kolejowych. Nie było na nich pociągu, ale pociąg oczywiście był! Nie miałem w zamiarze na niego czekać, ale kiedy gdzieś w oddali osłyszałem jego donośne trąbienie, szybko zająłem miejsce i udało się go uchwycić w tej niesamwitej scenerii!

Do tego jeszcze kolejna fotka zrobiona na tej samej łące i kolejne w nieco dalszej okolicy.

Emocje, zapach i dźwięki

Nie ma nic niezwykłego na moich zdjęciach. To zwykłe obrazki, jakie spotykam na swoich rowerowych ścieżkach. Polna droga, jakich wiele. Drzewa, obsiane pola. Zbłąkana sarenka zdziwiona widokiem człowieka na takim odludziu. Czasem jakaś kapliczka spotkana przy polnej drodze.

Być może nie ma się czym zachwycać, nad czym zatrzymać na dłużej. Dla mnie jednak każda fotka wiąże się z cudownymi chwilami przeżytymi w łączności z przyrodą. Z uwiecznionymi emocjami, zapachem, dźwiękiem.

Miejsca przypadkowe

Poranne fotografowanie wchodzi w grę tylko w weekendy, w ciągu tygodnia w miarę możliwości staram się tak planowac jazdę rowerem, aby zahaczyć o zachód słońca. Przy fotografowaniu z roweru fajne jest to, że nigdy tak do końca nie wiadomo, gdzie mnie zastanie zachód słońca. Czasami są to przypadkowe miejsca, innym razem, jak tutaj, takie, które fotografowałem już wiele razy. I fajne jeszcze jest to, że można się szybko przemieszczać, a co za tym idzie fotografować w miejscach nieco oddalonych od siebie.

Błoto do zeskrobania

Sobota, jak ja nie mogłem się jej doczekać. Spragniony kręcenia. Spragniony fotografowania. Spragniony ciszy, spokoju i samotności. Poranne ciepłe dwanaście stopni zachęcało do aktywności. Brak zachmurzenia i piękne słoneczko od samego świtu. No i najważniejsze – okoliczności przyrody.

Dziewięćdziesięciokilometrowa trasa obfitowała co prawda tym razem w piaszczyste drogi, błota i dawno nie używane leśne ścieżki, ale od czasu do czasu lubię i takie urozmaicenia. Nie lubię tylko mycia roweru po tym wszystkim, ale błoto trzeba było zeskrobać 🙂

Dlaczego o świcie

Dlaczego lubię odpuścić spanie, zerwać się przed świtem i męczyć się kręcąc na rowerze? Na pewno dla takich widoków jak poniżej. Również dlatego, że zaczynając jazdę przed piątą, mam kilka godzin, kiedy jeszcze większość śpi (zwłaszcza w weekendy), a wtedy jest cisza i spokój oraz znikomy ruch na drogach. Za to dopisuje dzika zwierzyna i ptaki, którym o tej porze dzioby się nie zamykają. Przez te kilak godzin nie myślę o zmęczeniu, ani o niewyspaniu. Liczy się tylko podziwianie przyrody i słuchanie jej odgłosów.

Tęcza komórka i żarnowiec

Jak pięknie zakończył się mój wtorkowy tour po okolicy. O ile całą drogę mimo ciepła, miałem całkowite zachmurzenie, tak na koniec wycieczki obserwowałem urokliwy kawałek tęczy i komórkę opadową podświetloną zachodzącym słońcem w towarzystwie zaczynającego kwitnąć żarnowca. Piękne wieczorne światło umiliło ostatnie kilometry wyprawy.

Jak w letargu

Czy żałuję, że w ubiegłym roku nie wykorzystywałem roweru jako pośredniego środka do robienia zdjęć? Nie żałuję, bo wiadomo, że do wszystkiego najlepiej dojść samemu i wtedy to najbardziej cieszy.

W tym roku od wiosny gdy tylko mam taką możliwość wyjeżdżam na rower skoro świt, a najlepiej jeszcze przed świtem. Daje mi to niejednokrotnie możliwość podziwiania tak wspaniałych widoków, że aż sam nie mogę w to uwierzyć. Gdy warun dopisuje, pierwsze dwie godziny jadę jak w letargu. Ocknę się dopiero, gdy ustąpi mgła, czy gdy światło stanie się białe i nieatrakcyjne.

Woalka z mgły

Czy ktoś o zdrowych zmysłach wstaje w niedzielę, dzień wolny o czwartej rano? No chyba tylko ci, co cierpią na bezsenność. Nie! Również rowerzyści i fotografowie. Właśnie dla takich widoków jak poniżej.

Po sobotniej porażce pogodowej, niedzielny poranek przyniósł przepiękne widoki w postaci urokliwych mgiełek. Podmokłe łąki i stawy zostały przyozdobione cieniutką woalką mgły. A słońce i chmury pokolorowały ja na sobie tylko znane kolory.

Rowerowe kwadraty

Ostatnio trafiłem na ciekawą zabawę w sieci – otóż mapa została podzielona na kwadraty o boku około 1,5 kilometra i widz polega na tym, aby przez jak najwięcej tych kwadratów przejechać rowerem (zainteresowanych odsyłam do artykułu na ten temat: https://roweroweporady.pl/rowerowe-kwadraty-co-to-jest/ ). Teraz bujam się rowerem po okolicy i uzupełniam brakujące kwadraty. A żeby do co niektórych dotrzeć trzeba mocno pokombinować. Więc jest zabawa i przy planowaniu tras i później przy docieraniu do celu nieraz po bezdrożach (!)

W sobotę miała być mgła i przebijające się przez nią słońce. A była tylko mgła. A, i jeszcze była straszna wilgoć i chmury. Mimo to wystartowałem równo o piątej i nie żałuję, bo mimo niedogodności było fajnie. Udało się zrobić raptem kilka kadrów:

Kiedy ruszałem, ze względu na mgłę i zachmurzenie było jeszcze ciemno.
To nie kapliczka między drzewami! 🙂
Opuszczony
Pilnują
W lesie niezmiennie pięknie! Tylko te komary…
Daszek