Wieź mnie w pola

Mówię do pierwszej żony, wieź mnie w pola, trzeba po ponad dwóch tygodniach zobaczyć, co w trawie piszczy. A konkretnie, co na niebie wieczorem się dzieje. Bez statywu, bo rąk za mało, ale co tam. Lepsze zdjęcie z ręki, niż żadne.

Natura mogła mnie lepiej powitać po długiej nieobecności, ale cieszę się i z tych nielicznych kolorów na niebie, które mogłem podziwiać.

Biała tęcza i poranne mgły

Jest początek czerwca, dwa lata temu. Pewnie weekend, skoro mogę rano pojechać na zdjęcia. Kilknaście kilometrów od domu zastaję cudownie mgliste krajobrazy i po raz kolejny mam okazję podziwiać białą tęczę, która powstaje na wiszących w powietrzu drobinkach wilgoci. Oczywiście do tego potrzebne jest też prześwitujące niskie słońce. Widok tak wspaniały i niesamowity, że każdemu z Was życzę zobaczyć to na żywo.

W oddali tabuny mgły tworzą istną zasłonę na dalsze plany krajobrazu, a wyłaniające się w oddali białe kropki, to owiniete folią bele.

Gałązka na komary

Dwunastego czerwca, ale ubiegłego roku na jednej z moich ulubionych miejscówek trafiłem na piękne wieczorne światło i sporo kopek siana. To wszystko w połączeniu z okazałymi starymi wierzbami zrobiło konkretny klimat.

Chciałoby się tam rozłożyć na jednym ze stogów i czekać na zachód słońca wdychając zapach siana i chłonąc ostatnie promienie słońca. W ręce koniecznie gałązka do odstraszania komarów…

Na pamiątkę

Czyż takie zwykłe polne obrazki nie mają czegoś w sobie? Dla mnie, zwłaszcza teraz, mają one wymiar sentmentalny. Wspominam te spacery po okolicy z apratem dyndającym u szyi. Zapach suszącego się siana, kwitnących krzewów. Odgłosy ptaków w pobliskich krzakach. Delikatny chłodzący wiaterek w upalny wieczór. Bez specjalnego szukania kadrów. Zawsze jednak coś wpadło w oko. Na pamiątkę.

Może być stare

Ostatni dzień maja. Przejażdżka po najbliższej okolicy. Wieczorem, bez pośpiechu i po dróżkach, którymi jeździłem już dzisiątki razy. Te same widoki i te same kadry. Ale czy napewno? Przecież identycznego kadru nie da się zrobić, bo światło nigdy nie jest takie samo jak poprzednio. Nigdy nie zatrzymam się dokładnie w tym samym miejscu. Nigdy nie zauważę tego samego.

Wcale nie trzeba szukać ciągle nowych miejsc, choć to też jest fajne, ale warto zaglądać do tych samych, jeśli to sprawia nam przyjemność.

Migawki z drogi

Dziś kilka zdjęć z przełomu pierwszej i drugiej dekady czerwca. Udało się trafić na kolejny zakątek z makami! Jak one pięknie wyglądały, kiedy wyjechałem na wzniesienie a coś czerwonego mignęło mi po prawej stronie. Był pochmurny poranek, a ta czerwień w tych warunkach wyglądała bardzo optymistycznie!

Drugi obrazek, który zwrócił moją uwagę, to zaparkowany czerwony poczciwy Bizon w towarzystwie beli siana. Następnie kolejna kępka czerwonych maków w kłębach mgły, no i kopki siana, które zobaczyłem kilkaset metrów od drogi i brnąłem tam po tę fotkę. Nawiasem mówiąc ciekaw jestem, na ile takie daszki chronią je przed deszczem… 🙂

Słońce nad fabryką

Nic niezwykłego, zachód słońca, trochę pól, światłocienie. Nic niezwykłego, ale teraz dałbym wiele, aby móc coś takiego podziwiać na żywo i fotografować. Poniższy zachód miał miejsce jakieś półtora tygodnia temu i był to spontaniczny wyjazd w teren.

Chmura zasłaniająca większość nieba (poza zachodnim horyzontem) odsunęła się zbyt szybko, bo liczyłem na zachód w kolorach różu i czerwieni. Musiałem zadowolić się mniej intensywnymi barwami, ale za to słońce zaszło mi dokładnie nad tutejszą fabryką 😉