Tym razem spacer

Czy w ostatnich dniach przesadziłem trochę z rowerem i bieganiem? Być może… Bo choć nogi aż rwą się do roboty, to rozsądek mówi, weź se chłopie, dychnij parę dni, bo w tym wieku to już może być niebezpieczne! No dobra, posłuchałem. Tym razem zamiast roweru czy biegania wybrałem spokojny spacer po lesie.

A tutaj jeszcze całkiem zielono. Oznak jesieni na razie brak. Jako towarzysz ładne i miękkie światło – i nagle okazuje się, że taki zwyczajny spacer może być naprawdę przyjemny.

Przemknęła myśl

Pewnie tak ciepłego dnia jak wczoraj nie doczekamy się już w tym roku. Było naprawdę ciepło, a do tego mega wietrznie. Kolejne dni zapowiadają się już nieco chłodniej, ale czy ja się tym przejmuję? W sumie to chyba ani trochę. Dopóki nie leży śnieg, nic nie stoi mi na przeszkodzie, żeby nadal robić to, co lubię najbardziej.

I tak już od czterech lat jeżdżę na rowerze przez cały okrągły rok. Pogoda może się zmieniać, temperatura może spadać, a ja dostosuję ubiór i jadę dalej. Cierpliwie czekam jednak na jesień. Na te wszystkie piękne kolory, które za chwilę pojawią się na drzewach. Do tego jeszcze trochę czasu, ale tak mi tylko przemknęło przez myśl, że też będzie fajnie.

Do roboty

To jedna z tych sytuacji, kiedy to kadr znalazł mnie, a nie ja jego. Jechałem sobie o świcie bez szczególnego planu na zdjęcia. Mimo że wyjechałem jeszcze przed wschodem słońca, nie wiedziałem ani o której dokładnie zacznie się robić ciekawie, czy w ogóle zacznie i w jakim miejscu wtedy będę. Trzeba było więc improwizować.

No i właśnie tutaj się znalazłem. Spojrzałem, zobaczyłem ten widok i pomyślałem, że kadr aż prosi się o uwiecznienie. Nie pozostało więc nic innego, jak wyciągnąć aparat i wziąć się do roboty.

Daleko

Ta miejscówka naprawdę robi dobrą robotę. Tu właściwie zawsze można liczyć na ciekawy kadr. W jedną stronę mamy odległe, stosunkowo wysokie górki, nad którymi często ścielą się mgły. Wystarczy odwrócić wzrok, a przed nami pojawiają się niższe wzniesienia Pogórza. Na południu mamy zbocza gór Chełm i Bardo, a na północy widok może nieco mniej spektakularny, choć gdy podejdziemy na sąsiednie wzniesienie, również jest na co popatrzeć.

Trzeba wprawdzie kawałek dojechać rowerem, ale naprawdę warto, mimo iż trzeba wstać jeszcze przed świtem, żeby właśnie o tej porze znaleźć się tutaj.

Kadr znalazł mnie

Niedzielny poranek był dla mnie łaskawy. W końcu nie miałem czystego nieba, tylko nieco chmur, które zrobiły mi piękny spektakl. Cała gama kolorów, które nawet trudno nazwać.

Jak zwykle pojechałem rowerem jeszcze przed świtem i czekałem, w jakim miejscu zastanie mnie ten świt. A kiedy już nadszedł, po prostu pstryknąłem kilka fotek. Bez planu ibez ustawiania się w idealnym miejscu. Tym razem to nie ja znalazłem kadr, tylko kadr znalazł mnie.

Takie sobie

Pogoda dzisiaj od rana taka sobie, więc była okazja w końcu dłużej pospać. Może to i lepiej, bo znów kusiłoby od rana ruszać w teren, a co za często, to też nie dobrze. Znaczy się ruszyłem, bo kto by usiedział na dupie, ale dopiero przed południem.

Zdjęcia natomiast poniższe są z poprzednich wyjazdów rowerowych. Migawki, które zwróciły moją uwagę, bo było ładnie. Ot takie sobie rowerowe przystanki, kiedy nagle coś przyciągnie wzrok i wypada się zatrzymać.

Poranne niedogodności

Niedzielny poranek był dość rześki. 10 stopni na termometrze, bezchmurne niebo i o świcie jeszcze zupełnie bezwietrznie. Choć nie uśmiechało mi się wstawanie po czwartej drugi dzień z rzędu, jakoś przezwyciężyłem tę niechęć, zasiadłem na rowerze i ruszyłem przed siebie.

Po drodze odwiedziłem kilka moich ulubionych miejsc, w których tym razem trafiłem idealnie na wschód słońca. No i oczywiście bardzo szybko zapomniałem o porannych niedogodnościach.