Cieplej w lesie

Pomyślałem, że może w lesie będzie cieplej niż na otwartej przestrzeni. Nie myliłem się — było nieco przyjemniej niż o świcie, pewnie dlatego, że zrobiło się już trochę później, a słońce prześwitujące między drzewami mimo wszystko odrobinkę grzało.

Na szczęście ktoś był tak miły i odśnieżył główne leśne drogi (pewnie z myślą o służbach, na wypadek pożaru albo innych zdarzeń), choć i tak było mega ślisko. Dwa dni na plusie zrobiły swoje, a teraz wszystko solidnie zamarzło. Za to cisza absolutna, byłem sam i nie zauważyłem ani jednego śladu ludzkich stóp.

25-ty dzień

Czy te zdjęcia zrobiłem podczas przejażdżki rowerowej? Tak, ubiegłej zimy, kiedy resztki śniegu leżały jeszcze na niektórych drogach, a przez kilka godzin chmury zrobiły się rzadsze i zaczęło wyglądać zza nich słońce, pojechałem na rower. Może było to i ryzykowne, ale po kilkunastu dniach zimy kusiło jak nic innego.

A dzisiaj? Dzisiaj jest 25-ty dzień bez roweru i jeszcze pewnie nieprędko wsiądę na dwa kółka.

Listopad

Ja się w taką pogodę z domu póki co na fotografowanie nie ruszam. Przeczekam ten dwucyfrowy mróz w ciepełku. No… może jakiś godzinny spacer, ale szybki, żeby nie przemarznąć.

A póki co wspomnę początek listopada ubiegłego roku, bo akurat te niepublikowane zdjęcia wpadły mi w oko podczas przeglądania archiwów. Generalnie jesienią robię chyba najwięcej zdjęć, a potem leżą one w otchłaniach dysku, bo jesień przemija zdecydowanie szybciej, niż by się chciało.

Tu i teraz

Kilka niezobowiązujących kadrów. Niespektakularnych. Zwykłe widoki, jakich w lesie jest wiele. Uwieczniam nie tylko wyszukane kadry i wyczekane wschody czy zachody słońca albo księżyca, ale też to, co spotykam na swoich ścieżkach.

Często zabieram ze sobą tylko smartfon, żeby nie dźwigać ciężkiego aparatu. Do takich zwykłych, dokumentacyjnych zdjęć sprawdza się idealnie. Oddaje klimat chwili, a to w zupełności wystarcza.

Bo w gruncie rzeczy nie zawsze chodzi o sam krajobraz. Zdjęcie, wsparte słowem, potrafi przekazać coś więcej, moje odczucia, emocje i ten konkretny moment, który akurat był „tu i teraz”.