Bywają i takie wycieczki fotograficzne, że przyjeżdżam z jednym tylko zdjęciem. W miarę dobre warunki do fotografowania trwają minutę, może dwie. Jeśli wtedy nie zdążę zrobić zdjęcia, wyprawa jest całkiem nieudana. Tak było podczas dwóch wieczorów pod koniec marca i na początku kwietnia.
Szedłem na upatrzone wcześniej miejsce, a słońce nawet nie wyzierało zza chmur, kiedy ni stąd ni zowąd pokazało się na chwilę. Akurat przechodziłem koło dużej kałuży i to ją obrałem sobie za pierwszy plan.
Nowe miejsce do fotografowania. Na łące znalazłem poskładany stojak na siano. Musiałem sam go sobie złożyć, aby mi urozmaicił krajobraz 😉
Taki malutki, że ledwo dostrzegłem go na koniuszku gałązki. Na początku jeśli nawet dostrzegłem, to wydawał mi się być jakimś nieciekawym paprochem. Ale kiedy zaczął się ruszać, to dodatkowo zauważyłem, że coś trzyma w łapkach! Obstawiam, że to samica pająka spreparowała swojego partnera po tym, jak zrobił co do niego należy….
W moim powiecie, na granicy miejscowości Ropczyce i gnojnica znajduje się tajemniczy, niewielki kopiec. Niestety nie udało mi się ustalić jego pochodzenia, choć krążą o nim trzy legendy. Pierwsza mówi o zbiorowej mogile, druga że jest to kurhan tatarskiego wodza, a trzecia, że usypano go na pamiątkę spotkania wojsk księcia Lubomirskiego z wojskami hetmana Czarnieckiego w czasie potopu szwedzkiego. Szczerze, to ciężko mi uwierzyć w którąkolwiek z tych legend. Za moich dziecięcych lat kopiec był porośnięty drzewami i krzakami, a tu podczas mojej ostatniej wizyty okazało się, że ktoś wyciął wszystko w pień i teraz przynajmniej widać, że to kopiec.
W piątek w całej Polsce było słonecznie. Jedynie na Podkarpaciu do późnych godzin popołudniowych zachowało się prawie pełne zachmurzenie. Przed zachodem zaczęło się rozpogadzać, ale na niebie zostało jeszcze niewielkie zachmurzenie. Idealne warunki na piękny zachód słońca, pomyślałem i udałem się na późnowieczorny fotospacer. Poniższe zdjęcia powstały w przeciągu niespełna pół godziny.
WITOLD OCHAŁ PODKARPACIE ROPCZYCE GNOJNICA ZACHÓD SŁOŃCA NIEBO CHMURY KOLOROWY KLIMATYCZNY ZACHÓD
Trzydziesty dzień marca, to był dzień, kiedy po raz pierwszy zrobiłem rozsądne zdjęcie jakiemukolwiek małemu stworzeniu w tym roku. Na pierwszy ogień poszedł darownik przedziwny (Pisaura mirabilis).
Dwa dni temu wieczór obfitował w ciekawe fotografie. Poza obserwacją Tatr i sfotografowaniem pogoni Falcona za ISS udało mi się zarejestrować bliski pozorny przelot Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) obok Wenus. Zdjęcie powstało z połączenia sześciu ekspozycji po 13 sekund każda.
WITOLD OCHAŁ FOTOGRAFIA NOCNA ISS STACJA KOSMICZNA WENUS NOCNE NIEBO SZKODNA
Po prawie dokładnie trzech miesiącach posuchy udało się je kolejny raz dostrzec. Wczoraj wieczorem były doskonałe warunki do dalekich obserwacji. Powietrze czyste jak łza i oto efekt – Tatry zaobserwowane z odległości 130 – 140 km. Pokazały się już na ponad pół godziny przed zachodem i były widoczne grubo ponad godzinę.
I ostatnia fotografia, notabene zrobiona najwcześniej, na której oprócz Tatr można dostrzec chmury związane z niestabilnością Kelvina-Helmholtza. Nie maja co prawda idealnego, książkowego kształtu, ale obserwacja cieszy. Tym bardziej, że występują na jednym kadrze z Tatrami.
Dokładnie rok temu i jeden dzień fotografowałem z dokładnie tego samego miejsca co dziś zachód słońca. Wtedy było zupełnie bezchmurnie, dziś było tylko kilka niewielkich chmurek. Przyznam się, że chciałem zrobić identyczny kadr z zachodzącym księżycem jakiś czas temu, niestety pogoda nie dopisała, i teraz muszę czekać kolejny rok…
Za to udało mi się sfotografować rzadko spotykane chmury związane z niestabilnością Kelvina-Helmholtza.
Fluctus to natomiast formacja falowa, formująca się zazwyczaj w górnej cześci chmury w postaci loków lub fal – fale Kelvina – Helmholtza. Występują głównie z Cirrusami, Altocumulusami, Stratocumulusami, Stratusami i czasami z Cumulusami. Chmury Kelvina-Helmoholtza formują się, gdy obecne są dwie różne masy powietrze o innej gęstości. Co więcej muszą się one poruszać tak, aby górna płynęła z inną szybkością niż dolna. Wtedy powstają charakterystyczne wiry. Jeżeli w okolicy tych zawirowań znajdzie się trochę skroplonej pary wodnej, powstanie tam „pofalowana” chmura, dla której odległość wirów („garbów”) zależna jest od różnicy prędkości i gęstości sąsiadujących ze sobą warstw powietrza. Powstawanie chmur Kelvina-Helmholtza jest dla pilotów ważnym wskaźnikiem niestabilności w atmosferze, będących sygnałem możliwości wystąpienia turbulencji. (cytat z Fani Pogody)
Chmury Kelvina-Helmholtza w powiększeniu na poniższych zdjęciach:
WITOLD OCHAŁ PODKARPACIE GÓRA ROPCZYCKA KOŚCIÓŁ KAPLICA CMENTARNA ZACHÓD SŁOŃCA NIEBO, SŁOŃCE WIOSNA CHMURY KELVINA-HELMHOLZA