Zieleń niepowtarzalna

No dobra, przyznaję się. Trochę przesadziłem wczoraj z aktywnościami, a dziś jeszcze przed południem dorzuciłem rower.

Resztę dnia poświęciłem na odpoczynek, bo przecież weekend jeszcze się nie skończył i jutro też wypadałoby wybrać się na jakąś wyprawę. Ta soczysta, niepowtarzalna o innej porze roku zieleń nie będzie na mnie czekać.

Do tego, odpukać, pogoda dopisuje i słońce przygrzewa. Grzechem byłoby siedzieć w domu.

Od rana w teren

Kto już od jutra robi sobie przedłużony weekend? Bo jak sądzę, pogoda będzie dopisywać. A jak pogoda dopisuje i są trzy dni wolnego, to może oznaczać tylko jedno: mnóstwo czasu spędzonego na ulubionych aktywnościach. Oczywiście ze smartfonem w kieszeni, gotowym do fotografowania i nagrywania.

Ja już przebieram nóżkami na myśl o jutrzejszym poranku. Bateria w smartfonie naładowana do 100%. Swoją naładuję za chwilę podczas długiego snu, żeby od rana ruszyć w teren.

Gdzie nie byłem

Oby cały tydzień pogoda dopisywała. Bo mam niesamowitą chęć wyjeżdżać na rower codziennie. Bez wyjątku.

I jak już wsiądę, to wcale nie chce mi się wracać do domu. Najchętniej jeździłbym bez końca po tych zaułkach, najlepiej takich, gdzie jeszcze nigdy nie byłem. Chociaż z tym jest już coraz większy problem.

Ale fajnie jest też wracać w miejsca, które już znam. Przecież za każdym razem wyglądają trochę inaczej – inna pogoda, inna pora roku.

Na cebulkę

Niedziela w końcu okazała się dniem ze słoneczną pogodą. Co prawda z małymi przerwami, ale już od rana było cudowne światło, i mimo że na termometrze było ledwo kilka stopni, nie czekałem aż się ociepli i ruszyłem w drogę.

Po ponad czterech godzinach zrobiło się już całkiem gorąco. Ubieranie na cebulkę ma jednak to do siebie, że warstwy można po kolei ściągać i upychać do sakwy.

Nowa aplikacja SQUADRATS i renesans mojego hobby

O zbieraniu kwadratów pisałem tu już wielokrotnie i popełniłem nawet obszerniejszy artykuł o tej zabawie KLIK . A teraz, kiedy ujrzała światło dzienne aplikacja SQUADRATS, i można zbierać kwadraty „na żywo”, moja pasja przeżywa chyba mały renesans.

Wczoraj wybrałem się rowerem właśnie w tym celu, na jeszcze nieznane mi ścieżki i polne drogi. Muszę przyznać, że te czterdzieści kilometrów, mimo wertepów, miedz i luźnych dróg, minęło jak kilka minut… choć w rzeczywistości zeszło ponad cztery godziny.

Pogoda była przez większość czasu pochmurna, więc rzadko wyciągałem aparat. Ale w tym przypadku nie chodziło o zdjęcia, tylko o samą drogę i tę frajdę z odkrywania nowych kawałków mapy.

Niedobór witaminy D

W taką pogodę nie mogłem sobie odmówić choćby krótkiej przejażdżki, tym bardziej że to był dla mnie wolny od pracy dzień. Chociażby ze dwadzieścia kilometrów.

Wybrałem polne drogi w okolicy, no bo gdzie jak nie tam odnajdę spokój i ciszę. Jazdę umilają ćwierkające ptaki, których trele o tej porze roku coraz bardziej przybierają na sile, zwłaszcza rano.

Odnajdywanie zieleniących się już drzew umila podróż, a przyjemne promienie słoneczne pozwalają chłonąć witaminę D, której po zimie możliwy jest niedobór.

Ani się obejrzymy

Jeszcze chwilę temu było tam błoto, ale tyle dni bez deszczu spowodowało wyschnięcie wszelkiego błota na polnych drogach. Teraz można tam jeździć bez przeszkód.

A jazda po takich nieuczęszczanych drogach polnych to czysta przyjemność. Przyjemność obcowania z przyrodą i obserwowania, jak bardzo powolutku budzi się do życia po zimie.

Przed nami najpiękniejszy okres roku. Ani się obejrzymy, jak wszystko dookoła zrobi się zielone.

Co będzie po deszczu

Coś tam i rowerem pojeździłem w ostatnich dniach.

Dopóki polne drogi są suche. Pomalutku, z aparatem gotowym do użycia. Ze smartfonem gotowym do nakręcenia kolejnego ujęcia.

Co prawda niewiele się na razie dzieje, ale już widzę pierwsze zielone listki. Chyba dość wcześnie, choć pogoda już od jakiegoś czasu jest ciepła.

Myślę, że po zapowiadanych opadach deszczu przyroda wystrzeli. Jakby to był już co najmniej kwiecień.

Jeszcze tam wrócę

Niedzielna przejażdżka rowerowa to nowe tereny, które choć oddalone zaledwie o 20–30 kilometrów od domu, nigdy nie zostały przeze mnie zeksplorowane rowerem. Po tej jeździe dotarło do mnie dlaczego – sporo tam stromych podjazdów, a drogi prowadzą głównie terenami zabudowanymi.

Niemniej oczywiście nie żałuję, tym bardziej że trafiłem na dwie klimatyczne kapliczki oraz kilka kilometrów tras prowadzących przez las. Do tych leśnych odcinków mam plan wrócić, gdy kondycja będzie w szczycie, a do kapliczek też chcę jeszcze zajrzeć, ale o poranku lub, jeszcze lepiej, wieczorem, kiedy światło będzie zdecydowanie zacniejsze.

Wiatrak i nie tylko

Weekend spędziłem na dwóch niespełna pięćdziesięciokilometrowych przejażdżkach rowerowych, a jedna z nich, sobotnia, to między innymi wizyta przy wiatraku w Różance. Lubię tam zajechać, zwłaszcza rano, bo to miejsce ma swój niepowtarzalny klimat.

Niby nic takiego – ot stary wiatrak, choć sumiennie odrestaurowany. Ale poza tym widoki stamtąd są naprawdę zacne na pobliskie wzgórza Różanki i Grodziska.