Kiedy jeszcze była wiosna….


Kiedy jeszcze była wiosna….


No dobra, choć jeszcze chmurowych i zachodowych zdjęć u mnie cała masa, dziś dla oddechu gość, którego spotkałem kilka tygodni temu, kiedy jeszcze była wiosna, na ogrodowej tui.

Krótka przebieżka po swoim drugorocznym dzikim trawniku i natknąłem się na biedronkę siedzącą na samym czubku niewysokiej jeszcze trawy i przyglądającej się okolicy. Miejmy nadzieję, że jak się jej spodoba to sprosi tu całą swoją rodzinę.

Na listku narcyza siedział sobie maleńki pajączek. Mimo niezbyt ciepłego wieczoru nie schował się do swojego domku. Ale skoro w końcu przyszła wiosna, to po co siedzieć w domu…


Latało ich dosyć dużo. Wszystkie w okolicy kwitnących wrzośców. Ta jedna siedziała obok na stokrotkach. Albo już się najadła i trawiła, albo nieco podupadła na zdrowiu i nie miała siły latać.


Nie będę się robił aż tak monotematyczny, jeśli chodzi o temat burz, bo niedługo stracę wszystkich odwiedzających 🙂 Mimo, iż dzisiaj pogoda była dynamiczna i jak zawsze byłem na posterunku z aparatem w ręku, zamieszczam kadry sprzed kilku dni, kiedy to jeszcze było cieplutko i aż chciało się wąchać kwiatki.


Pierwszy w tym sezonie sfotografowany owad. Późno zaczynam, ale na dzień dobry okaz, którego nigdy wcześniej nie widziałem na oczy… no przynajmniej nie w takiej kolorystyce, bo sylwetka jakby dla mnie znajoma. Od razu się ze mną zaprzyjaźnił i zanim zrobiłem jedno zdjęcie wskoczył mi na dłoń 😉

W ogródku rozkwitają tulipany, narcyzy i miodunka, którą kilka lat temu przytargałem ze sobą z jakiejś łąki.




Jak się cieplej zrobiło, to Matylda chętniej wychodzi na podwórko. Obiera punkty obserwacyjne położone wysoko nad ziemią, bo w okolicy zaczęły się kręcić trzy obce koty, a ona jak wiadomo towarzystwa innych kotów nie lubi.

W ciągu kilku dni złożyły hektolitry skrzeku. Nie próżnują od wczesnego ranka do późnego wieczoru. I dobrze, bo ponoć jak jest dużo żab, to jest mało komarów.



