Dookoła spotykam tyle much, że z rzadka je fotografuję. No chyba, że wypatrzę jakiś moim zdaniem rzadki i ciekawy okaz. Tak było z tą niewielką muchą. Zaintrygowały mnie jej, zdawać by się mogło przydługie żółtawe skrzydełka.

Minettia longipennis
Dookoła spotykam tyle much, że z rzadka je fotografuję. No chyba, że wypatrzę jakiś moim zdaniem rzadki i ciekawy okaz. Tak było z tą niewielką muchą. Zaintrygowały mnie jej, zdawać by się mogło przydługie żółtawe skrzydełka.

Długie czułki i długie skrzydła. Malutka głowa i wyłupiaste oczy. Nierzucający się w oczy brązowy kolor. Znalazłem tego owada pośród liści najprawdopodobniej olchy, na wysokości oczu. Zdawał się obserwować okolice. Być może był to jakiś zwiadowca.

I tak siedzi na trawce chrząszcz z czymś brązowym na głowie. Nikt go nie poratuje, nikt mu nic nie powie. A fotograf się gapi i nic.
Nie mam pojęcia co się przylepiło temu chrząszczowi do głowy. Nie wiem też, czy zdawał sobie z tego w ogóle sprawę. Całkiem możliwe, że to było po prostu jakoweś awangardowe nakrycie głowy…

Tydzień temu tuż przed zachodem słońca postanowiłem wyściubić wreszcie nos z domu i wybrałem się na mały spacerek po okolicznych polach. Była to jedna z nielicznych chwil, kiedy wiatr nie wiał jak szalony, a temperatura oscylowała koło zera stopni. Ziemia była jednak zmrożona, więc mogłem spacerować gdzie mi się podobało bez obaw, że do kolan będę oblepiony błotem.






FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU ZAGORZYCE WIECZOREM
Wszechobecna moda na selfie dotarła również na polskie łąki. Poprzedniej wiosny przechadzając się z aparatem, zauważyłem malutką biedronkę, która wyciągnęła swojego smartfona i robiła sobie zdjęcia, aby później zamieścić je na facebooku.

Fortyfikacja w Srebrnej Górze na Dolnym Śląsku pochodzi z XVIII wieku. Celem powstania twierdzy miała być zabezpieczenie militarne zdobytego przez Prusy (w 1740 r.) Śląska. Zainteresowanych historią obiektu odsyłam do Wikipedii. Mnie najbardziej interesowały widoki rozpościerające się z fortecy.











W mojej okolicy jest ich całe mnóstwo. Na dodatek są niezwykle chętne do fotografowania. Dziś kilka z nich ma swoje pięć minut na blogu.






Długorzęsych owadów już trochę u mnie było. Dziś przyszła kolej na tę elegantkę.


Chyba tylko dlatego, że się pożywiała, udało mi się ją sfotografować. Spotykam te owady kilka razy w roku, ale sfotografowanie ich to już inna sprawa. Tym razem się udało.

Wielbłądka… hm… próbowałem znaleźć jakieś jej cechy wspólne z wielbłądem i mi się nie udało. Cóż, jej nazwa i wielbłąda, to pewnie tylko zbieg okoliczności.
