Przemknęła myśl

Pewnie tak ciepłego dnia jak wczoraj nie doczekamy się już w tym roku. Było naprawdę ciepło, a do tego mega wietrznie. Kolejne dni zapowiadają się już nieco chłodniej, ale czy ja się tym przejmuję? W sumie to chyba ani trochę. Dopóki nie leży śnieg, nic nie stoi mi na przeszkodzie, żeby nadal robić to, co lubię najbardziej.

I tak już od czterech lat jeżdżę na rowerze przez cały okrągły rok. Pogoda może się zmieniać, temperatura może spadać, a ja dostosuję ubiór i jadę dalej. Cierpliwie czekam jednak na jesień. Na te wszystkie piękne kolory, które za chwilę pojawią się na drzewach. Do tego jeszcze trochę czasu, ale tak mi tylko przemknęło przez myśl, że też będzie fajnie.

Do roboty

To jedna z tych sytuacji, kiedy to kadr znalazł mnie, a nie ja jego. Jechałem sobie o świcie bez szczególnego planu na zdjęcia. Mimo że wyjechałem jeszcze przed wschodem słońca, nie wiedziałem ani o której dokładnie zacznie się robić ciekawie, czy w ogóle zacznie i w jakim miejscu wtedy będę. Trzeba było więc improwizować.

No i właśnie tutaj się znalazłem. Spojrzałem, zobaczyłem ten widok i pomyślałem, że kadr aż prosi się o uwiecznienie. Nie pozostało więc nic innego, jak wyciągnąć aparat i wziąć się do roboty.

Wspinaczka

To było jeszcze przed świtem. Chmurki na niebie dopiero nieśmiało zaczynały nabierać bladych, pastelowych kolorów, a wysoko nad horyzontem wciąż świecił księżyc, który był niedługo po pełni. Wspinałem się rowerem na jedną z górek Pogórza Strzyżowskiego, aby wschód słońca podziwiać ze swojej ulubionej miejscówki.

Po drodze jednak moją uwagę przykuły dwa przydrożne krzyże i jedna kapliczka. W tych delikatnych kolorach przedświtu wyglądały zupełnie inaczej niż w środku dnia. Trochę tajemniczo, trochę nostalgicznie, a przede wszystkim tak, że nie sposób było przejechać tak o…

Daleko

Ta miejscówka naprawdę robi dobrą robotę. Tu właściwie zawsze można liczyć na ciekawy kadr. W jedną stronę mamy odległe, stosunkowo wysokie górki, nad którymi często ścielą się mgły. Wystarczy odwrócić wzrok, a przed nami pojawiają się niższe wzniesienia Pogórza. Na południu mamy zbocza gór Chełm i Bardo, a na północy widok może nieco mniej spektakularny, choć gdy podejdziemy na sąsiednie wzniesienie, również jest na co popatrzeć.

Trzeba wprawdzie kawałek dojechać rowerem, ale naprawdę warto, mimo iż trzeba wstać jeszcze przed świtem, żeby właśnie o tej porze znaleźć się tutaj.

Dzień święty

Niedzielna wyprawa była pełna przygód. Bociany, mnóstwo saren, goniące mnie i uciekające przede mną pieseły, a do tego trzy biegnące dorodne jelenie. Oprócz bocianów nie zrobiłem im zdjęć, ale są na filmach, które będziecie mogli zobaczyć na facebooku.

Za to do zdjęć chętnie pozowały krowy. W rejonie, w którym byłem, spotkałem ich całkiem sporo, w tym również takie dopiero prowadzone na pastwisko. Te już pasące się były żywo mną zainteresowane. Pewnie dziwiły się, że ktoś jeszcze, oprócz ich właścicieli, wstaje tak wcześnie rano w dzień święty.

Kadr znalazł mnie

Niedzielny poranek był dla mnie łaskawy. W końcu nie miałem czystego nieba, tylko nieco chmur, które zrobiły mi piękny spektakl. Cała gama kolorów, które nawet trudno nazwać.

Jak zwykle pojechałem rowerem jeszcze przed świtem i czekałem, w jakim miejscu zastanie mnie ten świt. A kiedy już nadszedł, po prostu pstryknąłem kilka fotek. Bez planu ibez ustawiania się w idealnym miejscu. Tym razem to nie ja znalazłem kadr, tylko kadr znalazł mnie.

Boćki, tura druga

A to bociany jeszcze nie odleciały? No, jak się okazuje, jeszcze nie. W niedzielę, jeżdżąc sobie rano rowerem, spotkałem co najmniej trzy grupy bocianów. Niezbyt liczne, ale jednak. Pierwszą zauważyłem już z daleka, ale dysponowałem tylko ogniskową około 200 mm. Pyk i mamy fotkę. Tak mnie ten widok zauroczył, że nie chciałem nawet jechać dalej, żeby ich nie spłoszyć. Mimo że stałem z daleka w miejscu, one jednak powoli odeszły za wzniesienie.

Kolejna grupka liczyła dosłownie kilkanaście sztuk. I co? Kilkadziesiąt metrów przede mną, na wzgórzu, ustawiły się idealnie na tle niewysokiego Księżyca! Aj, jaka szkoda, że nie miałem dłuższej ogniskowej. No ale z drugiej strony, gdybym zaczął zmieniać obiektyw, z pewnością nie zdążyłbym zrobić nawet tego jednego zdjęcia.

Trzecia grupka była już na tyle daleko ode mnie, że robienie fotki nie miało większego sensu. Niemniej takie widoki z pewnością zostaną ze mną w pamięci jeszcze na długo.