Czasami na łące spotykam różne takie dziwne i tajemnicze instalacje… Zazwyczaj nie mam zielonego pojęcia co to może być.




Czasami na łące spotykam różne takie dziwne i tajemnicze instalacje… Zazwyczaj nie mam zielonego pojęcia co to może być.




Niby całkiem pokaźna zgraja, a jednak nie jest tak łatwo wypatrzeć malutkie dzieci krzyżaka ogrodowego. Te znalazłem na wysokim brzegu porośniętym chaszczami. Robiąc zdjęcia przypadkiem potrąciłem trawę, na której siedziały, a one bardzo szybko się rozpierzchły.


Dwie niczego nieświadome muchówki z rodziny Micropezidae oddawały się przyjemnościom na liściu w ciemnym zaułku lasu.

Zagrożenie wcale nie było ze strony fotografa. Kiedy skończyli i samiczka poszła na papierosa tuż po, okazało się, że pod liściem siedzi kosarz… Skoro do tej pory ich nie zaatakował, najwidoczniej był to kosarz podglądacz.


Podobają mi się chrząszcze z dłuuuugimi rogami, ale rzadko udaje mi się je sfotografować. Tym razem miało być inaczej. Spostrzegłem go na jakimś drzewku, ale gdy tylko nasz wzrok się spotkał, chrząszcz uciekł. Na szczęście wylądował tuż obok na trawie, gdzie siedział już spokojnie, dzięki czemu udało mi się zrobić mu zdjęcia. Spędziłem trochę czasu, żeby oznaczyć ten wyjątkowy okaz i obstawiam, że jest to capoń, mało tego, że mglisty (Leiopus linnei).


Siedziała sobie spokojnie na trawie, zdawała się przysypiać. Kiedy zacząłem ją fotografować z zaciekawieniem zaczęła mi się przyglądać…. Nic sobie z tego nie robiłem, a ona zawstydzona odwróciła głowę…



Tę zauroczoną sobą parkę łowczaków spotkałem na początku czerwca na skraju lasu. Kiedy zacząłem je fotografować, stwierdziły, że dużo wygodniej będzie im na moim palcu 😉



Przez kilka czerwcowych dni mieszkał sobie na ogrodowych irysach zgarb rogaty. Później zmienił miejsce zamieszkania, może i dlatego, że zbyt często go „nękałem” zdjęciami. Widać nie miał ochoty na zaistnienie na fotoblogu…



Przybrał dziwną pozycję, a może ten gatunek w ten sposób odpoczywa… Z pewnością sfotografowałem go podczas odpoczynku, bo tkwił tak w zacienionym miejscu na krzaku pokrzywy i zdawał się nic sobie nie robić z mojej obecności.

Kiedy fotografuję jakieś owady podczas prokreacji, niejednokrotnie próbują uciekać i wtedy obstawiam, który będzie którego ciągnął. Nie mam jeszcze na ten temat postawionej diagnozy, czy częściej wygrywa samica, czy samiec 😉 Zresztą u wtyków straszyków nie specjalnie orientuję się która to samica, obstawiam, że ta po lewej.


Wiem, że za oznaczanie łowikowatych (Asilidae) nie ma się co samemu zabierać. Znając życie, jeden włosek, albo plamka na odwłoku mogą robić ogromną różnicę 😉 Napisze więc o nim tylko tyle, że na mój widok przybrał pozę, jakby chciał mnie bóść tymi swoimi niby rogami.
