– Wyróżniam się na łące swoim przecudnym kolorem – przechwalał się jeden chrząszcz – wy wszyscy jesteście tacy pospolici i nijacy, pochodzę że szlacheckiego rodu.



– Wyróżniam się na łące swoim przecudnym kolorem – przechwalał się jeden chrząszcz – wy wszyscy jesteście tacy pospolici i nijacy, pochodzę że szlacheckiego rodu.



Nie padało, więc na pewno nie chował się przed deszczem. Przed słońcem raczej też nie, bo przecież taka cienka trawka nie daje dużego cienia. Zatem najprawdopodobniej to jakaś poza jogi.

– Nareszcie ruszył się wiatr i zwiało te nikomu niepotrzebne puszki – ekscytował się spotkany przeze mnie wiosną pluskwiak – Nawet pluskwiak nie ma sobie gdzie spokojnie przysiąść na małą sjestę.



Klasyczny kadr, tym razem w roli modeli muchówek.

Karłątki jakoś specjalnie nie wpychają mi się przed obiektyw. Tego udało mi się sfotografować w połowie czerwca. Na dodatek przyłapałem go, jak zastanawiał się, kto mógł mu tak paskudnie zanieczyścić jego kawałek liścia.

Ta malutki smuklik (Halictus) zawitał do mojego ogródka na początku maja. Wygląda zupełnie jak pszczoła, tylko jest o wiele mniejszy.


Wszędzie chodzili razem. Wspólnie zdobywali pożywienie, a później razem je jedli. Nie odstępowali siebie na krok. To historia przyjaźni pary pluskwiaków.



Bywały zimy, że kwitły już nawet w lutym. A jak będzie w tym roku? Krokusy, przebiśniegi i ciemierniki dadzą nam znać, kiedy zacznie się przedwiośnie.



Musiał być mocno zmęczony, bo przednimi parami rąk kurczowo trzymał się zeschniętej łodygi. W pierwszej chwil zrobił kilka kroków, ale zaraz z powrotem bez sił opadł na brzuch. Nie mam pojęcia, co go tak wykończyło

Tego pokaźnych rozmiarów chrząszcza miałem okazję fotografować w maju poprzedniego roku. Znalazłem do w… łazience. Musiał się tam dostać przez otwór wentylacyjny. Wyglądał na wyczerpanego, wyniosłem go do ogrodu i zrobiłem kilka zdjęć. Kiedy za kilka chwil wróciłem, aby zobaczyć co z nim, jego już nie było. Ochłonął i wrócił do swojego świata.


