Po prawie dwóch tygodniach w miarę słonecznej pogody mieliśmy kilka nieprzyjemnych i mokrych dni. Pewnie to dobrze, bo przyroda potrzebowała tej dawki wody, żeby wystartować jeszcze szybciej. Podczas któregoś deszczowego dnia zaglądnąłem do ogródka.





Po prawie dwóch tygodniach w miarę słonecznej pogody mieliśmy kilka nieprzyjemnych i mokrych dni. Pewnie to dobrze, bo przyroda potrzebowała tej dawki wody, żeby wystartować jeszcze szybciej. Podczas któregoś deszczowego dnia zaglądnąłem do ogródka.





W tym roku biedronki jakie spotkałem, to pół na pół nasze rodzime i azjatki. Ta ze zdjęcia poniżej, jednokolorowa biedronka siedziała sobie na beczce na wodę i nic sobie nie robiła z mojej obecności. Pewnie dopiero co obudziła się i wyjrzała z jakiegoś zakątka, w którym zimowała.

Nie przeszkadzała mu zalegająca na pajęczynie rosa, od rana korzystał z pierwszych wiosennych promieni słońca. Nawet gdyby nic nie udało się upolować, dzień mógł zaliczyć do udanych. W końcu nie zawsze pierwszą opaleniznę nabywa się już na początku kwietnia.


Dziś kilka obrazków z ogródka.





Kogo, jak kogo, ale odorka zieleniaka nie spodziewałbym się spotkać na początku kwietnia.
Nieustannie obserwuję mury mojej hacjendy i nie powiem kilka stworzeń już tam wypatrzyłem. Jednym z nich był właśnie odorek. Musiał gdzieś tam nieopodal zimować pod jakowąś grudą ziemi. Słońce przyprażyło i postanowił nabrać trochę opalenizny na swoim nieco zszarzałym mundurku.



Tak naprawdę to trzeci motyl, którego spotkałem w tym roku, pierwszy był piórolotek, a drugi cytrynek, który przedwczoraj pół dnia latał po ogródku, nie zniżając jednak swojego pułapu poniżej dwóch i pół metra. Ten trzeci to rusałka pawik. Wylądował tuż koło mnie, kiedy fotografowałem kwiatki w ogródku i nawet nie musiałem się specjalnie do niego schylać. Bo schylony już byłem.

Wczoraj między innymi udało mi się spotkać po raz pierwszy w tym sezonie pluskwiaka. Zazwyczaj, jako że już stary i nie do końca dołężny jestem, staram się wypatrywać owadów jak najwyżej od ziemi. Ten delikwent wylądował tuż przed moimi nogami na króciutkiej trawie. Cóż, dużo mnie kosztowało, aby go sfotografować, ale się udało.

Obudziłem się zupełnie rano, rzekłbym prawie o świcie. W ogródku czekała niespodzianka. Rozkwitnięte kwiatki, o których niewiele wiem zarówno ja jak i kierowniczka ogródka. Legenda głosi, że to są jakoweś mini tulipany botaniczne, które mają rozkwitać bardzo wcześnie, razem z krokusami. Jednak krokusy już dawno przekwitły, a tulipany dopiero zaczęły kwitnąć. Niech im tam będzie. Nie ma co narzekać.



To już druga mucha, którą udało mi się sfotografować tej wiosny. Znalazłem ją na krzaku rododendrona, gdzie czegoś biedaczka szukała. Nasuwa się myśl, że jedzenia, ale niekoniecznie. Mogło być tak, że jesienią zgubiła tu coś i teraz postanowiła to odszukać…


Przez kilka czerwcowych dni mieszkał sobie na ogrodowych irysach zgarb rogaty. Później zmienił miejsce zamieszkania, może i dlatego, że zbyt często go „nękałem” zdjęciami. Widać nie miał ochoty na zaistnienie na fotoblogu…


