Czysty przypadek

Wpadłem na górkę z chmurą kurzu. Chwilę wcześniej fotografowałem nieopodal, ale na sam finał podjechałem na moją ulubioną miejscówkę na Podlasku.

Słońce właśnie zaczynało dotykać horyzontu. Wyszarpałem z torby aparat, rozstawiłem statyw i wycelowałem w słońce. Gołym okiem tego nie widziałem, ale jak się okazało na ekranie aparatu słońce było dokładnie między dwoma nadajnikami telefonii komórkowej oddalonymi o dziesięć kilometrów!

Oczywiście fotografowałem je już między nimi nie raz, ale tym razem, słowo harcerza, to był czysty przypadek! 😉

Skryty horyzont

Co prawda chmur było bez liku, ale coś mnie tknęło, że może znajdzie się jakaś mała luka, z której spłyną widowiskowe promienie… Tym razem zastałem na niebie dokłądnie to, co sobie wcześniej wyobraziłem. Była to szybka akcja. Wysiadłem z auta, zrobiłem kilka kroków, pstryknąłem fotkę i miałem już to co chciałem.

Nie wracam jednak od razu do domu. Postałem, poczekałem bo już nie raz niebo mnie zaskakiwało. Nie tym razem. Wszystko zgasło i już do zachodu horyzont skryty był pod chmurami.

Niebo użycza blasku

Jeden z moich ulubionych odcinków do jazdy rowerem. Pięć i pół kilometra ciągnące się wąską wyasfaltowaną drogą szczytem wzgórza i przez las. Lubię ją włączyć do trasy. Kilka samotnych drzew, kilka kapliczek. Widoki na odległe wzgórza i na nieco bliższe pagórki. Później las – gdzie nie raz spotykam sarny, czasem jelenie i raz dziki.

Tak układam trasy, aby znaleźć się tam w okolicy zachodu słońca. Jadę wtedy niespiesznie podziwiając nie tylko wspomniane widoki, ale i kolorowe niebo użyczające swojego blasku okolicy.

Szybkie dziesięć kilometrów

Tydzień przerwy (spowodowanymi lekkimi niedomaganiami zdrowotnymi oraz kiepską pogodą) w jeździe rowerem, to bardzo długo. Wczoraj nie zważając na możliwe opady deszczu zabrałem rower na Pogórze Strzyżowskie. Wybrałem trasę po okolicznych wzniesieniach z mało uczęszczanymi drogami i cudownymi widokami na nieodległe pagórki.

Chmur było sporo, ale kiedy już słońce wyglądnęło i oświetliło lekko przymglone pola, to widoki były fantastyczne. Tak fajnie się jechało, że zapomniałem o zapowiadaanych opadach konwekcyjnych deszczu. Kiedy zerknąłem na radary, okazało się, że burza jest tuż obok, a moja najkrótsza droga do mety to dziesięć kilometrów. Na szczęście z górki, więc przy pierwszych grzmotach i kroplach deszczu ładowałem rower na bagażnik 😉

Szukają mniam mniamów | Sikora modra (Cyanistes caeruleus)

Myślałem, że szukają mniam mniamów, ale dziady jedne szukały materiału do budowy gniazda. Mowa o sikorce modrej (Cyanistes caeruleus)Zbierały uschnięte liście i zdzierały korę z krzaków. Zaabsorbowane robotą, nie zwracały na mnie większej uwagi. I tylko dlatego udało się zrobić te kilka zdjęć, bo fotograf ptaków ze mnie żaden i fotografuję je tylko wtedy, gdy same do mnie podlatują 😉

Sikora modra (Cyanistes caeruleus)
Sikora modra (Cyanistes caeruleus)
Sikora modra (Cyanistes caeruleus)

To oni go obudzili!

Słońce to dopiero co wyglądało zza horyzontu. Poranny spacer, kiedy jeszcze wszyscy śpią pomaga zebrać nieco energii na cały dzień. A przy okazji można spotkać to i owo.

Tym razem spotkałem tych oto jegomości. Jeden chyba dopiero na mój widok się obudził. Dziwne, bo szedłem na palcach. Siadł i zapozował. Potem zerknął w lewo, co robią jego ziomkowie. A ci bawili się w berka. Wiem! To oni go obudzili, nie ja!

Wesołych Świąt!

Aparat lepszy

Wschody słońca mają to do siebie, że wszystko dzieje się jakby od tyłu. Jest ciemno i nie wiadomo, czy niebo uchyli przede mną swoje oblicze w pięknych kolorach, czy pozostanie szare, zakryte chmurami.

Jeśli jest łaskawe zaczynam fotografowanie jeszcze przed wschodem, podczas tak zwanej niebieskiej godziny. Musze stosować długie czasy naświetlania, a efekt widać dopiero na ekranie aparatu. Bardzo to lubię. Sprzęt widzi wtedy więcej niż ludzkie oko.

Wschód różowego Księżyca | 5.04.2023

Obecna pełnia zwana jest pełnią różowego Księżyca. Nie oznacza to, że księżyc zmienia swój kolor na te kilka nocy. Całkowity przypadek sprawił, że warunki na wschodnim niebie były jakie były. Chmura podświetlona cudowną różowawą barwą, zasłaniająca lekko wschodzący Księżyc sprawiła, że był on razem z nią w lekko różowym kolorze~.

To nie wszystko, kolejny przypadek sprawił, że udało się uwiecznić tę nie aranżowaną scenę z Panią spacerującą pośród krzyży w jednym kadrze z naszym satelitą. Bardzo wymowny obrazek na Wielki Czwartek.

Małe huncwoty

Dwa małe huncwoty w tym roku pojawiły sie w hodowli konika polskiego. Rozbrykane i pełne energii. Zaczepiają swoje mamy, aby się z nimi bawiły. Biegają slalomem pomiędzy innymi końmi. Potem odpoczywają. Wstaną i idą do mamy napić się mleka. Można tak stać godzinami i przyglądac się tym małym pięknościom.