Strach przed deszczem

Co tam strach przed deszczem i burzą. Gdy jedzie się rowerem w takich okolicznościach przyrody, myśli się tylko o jednym. Gdzie się zatrzymać, aby zrobić zdjęcie. No przynajmniej ja tak mam i odpukać, tylko kilka razy zdarzyło mi się zmoknąć do suchej nitki. Jednak latem nie ma z tym problemu, bo jest ciepło i człowiek razem z ubraniem zaraz wyschnie.

Jechać czy spać

Ach te poranne rozterki. Co z tego, że obudziłem się o czwartej rano, jak wstałem, wyjrzałem przez okno i zacząłem rozkminiać, czy warto ruszać na rower i zdjęcia. Tak mi zeszło z godzinę, aż spod chmur wyszło słońce. Dopiero wtedy przestałem mieć wątpliwości.

Co prawda nie było zapowiadanych mgieł, ale i tak było bardzo ładnie. Zwłaszcza kiedy wyjechałem na pobliskie pagórki. Przyjemne ciepełko zachęcało do jak najwolniejszej jazdy.

Temat: burze

Wczoraj alert SMS przyszedł zaraz rano. Również w radio głównym tematem od szóstej rano były burze. Owszem, przechodziły i może miejscami były nawet groźne. U mnie nie spadła ani kropla, ale opodal przechodziła mała, ale widowiskowa chmura burzowa.

Akurat wracałem ze spaceru po lesie i moim oczom ukazał się taki oto widok.

Rozterki

Cóż, bywa i tak. Obudziłem się rano o właściwej godzinie. Jednak rozterki, czy pozostać w ciepłym łóżku, czy też wsiąść na rower i pojechać na te zimne dziesięć stopni zajęły mi sporo czasu. Suma sumarum wyjechałem dopiero o szóstej. Co prawda było już cieplej, ale światło do zdjęć nie było już takie, jakie mogło być tuż po wschodzie.

Cisza i brak ruchu na drogach wynagrodziły mi to jednak, a i powstało kilka pamiątkowych zdjęć w najfajniejszych miejscówkach, przez które przejeżdżałem.

Jak sowa

Towarzyszyła mi przez dobre półtorej godziny podczas jazdy rowerem. W jednej strony przemierzała okolicę komórka opadowa, z drugiej świeciło słońce. Opady były na tyle daleko, że widoczny był tylko kawałek tęczy.

Jedyne czego mogę żałować, to że miałem ją cały czas za sobą, więc jechałem trochę jak sowa. Ja do przodu, a głowa do tyłu. Co jakiś czas przystawałem, aby zrobić zdjęcie.

Widok i kapliczka

Póki co zawsze na pierwszym miejscu zostaje rower, ale jeśli przy okazji uda się trafić na ciekawe warunki i światło do fotografowania, to wyciągnięcie aparatu staje się równie ważne, jak kręcenie na dwóch kółkach.

Tak właśnie było kilka dni temu. Zahaczyłem o jedną z ulubionych i widowiskowych miejscówek. Miejscem, gdzie nie tylko stoi okazałe drzewo z urokliwą kapliczką, ale skąd również rozpościera się rozległy widok na okolicę.

Mammatus przed zmrokiem

Tak cudownego wieczoru nie było dawno. Najpierw popołudniowa burza, deszcz, a po niej już od siedemnastej cudowne światło. Gdy tylko spadły ostatnie krople deszczu, wsiadłem z aparatem na rower.

Jednak najlepsze rzeczy miały się dziać tuż przed zmrokiem. To wtedy od południowego wschodu nadchodziła powoli kolejna burza, podczas gdy z drugiej strony wciąż świeciło słońce! Na niebie pojawiły się widowiskowe, pięknie podświetlone chmury Mammatus!

Po i przed

Wczoraj był zdecydowanie jeden z najbardziej malowniczych wieczorów w tym roku. Zanim jednak pokażę fotki z samego zmierzchu, kilka wcześniejszych, bo piękne światło trwało już od godzin popołudniowych, kiedy tylko przestało padać po burzach, a zanim nadeszła kolejna.

Wiatrak w Różance

Zajeżdżam tam rowerem kilka razy do roku. Ostatnio trafiłem jednak na cudowne miękkie, klimatyczne światło. Mowa o wiatraku w Różance, na Pogórzu Strzyżowskim. Bardzo urocze i zaciszne miejsce z pięknymi widokami na okolicę.

Rower porzucony

Zapomniałem, że to przecież sezon na kopki siana! Rolnicy już zaczęli kosić trawę na siano i dwa dni temu trafiłem na temat, który tak bardzo (nie wiedzieć czemu) lubię. W ostatnich promieniach słońca stogi siana prezentowały się klimatycznie i sielankowo.

Porzuciłem rower w krzakach i pospacerowałem z aparatem. Kusiło mnie położyć się na jednym ze stogów, ale opanowałem to. Poczekam, aż będą rozrzucone do suszenia 🙂