Bagna wciągają

Dziś zamiast roweru wybrałem się na spacer po lesie. To nie był najlepszy pomysł choćby ze względu na komary. Poza tym zaaferowany klimatem wszedłem na jakieś mokradła i potem nie mogłem się z nich wydostać.

Szukałem w amoku drogi powrotnej i na szczęście mnie nie wciągnęły, choć łatwo nie było. Bo komary wcale nie pomagały. Ratowała mnie przed nimi gałązka, którą musiałem nieustannie machać, a i tak mam kilka pamiątek w postaci bolesnych i swędzących bąbli.

Z tego wszystkiego zrobiłem tylko jedno zdjęcie. Zdjęcie kapliczki, którą ni stąd, ni zowąd znalazłem w środku lasu.

Tuż pod nosem

Dzięki zabawie terenowej „squadrats”, a konkretnie squadrations, o której tu już wspominałem, trafiam na tak nieprawdopodobnie piękne miejscówki, że aż ciężko uwierzyć, że mając je tuż pod nosem, wcześniej o nich nie wiedziałem.

Po majówce

I nieuchronnie nadszedł koniec majówki. Dla mnie to było sześć dni wolnych od pracy i od wszystkiego. Moim postanowieniem było codziennie jeździć rowerem, ale niezbyt długie dystanse, aby się nie wypompować za szybko.

Udało się i wpadło równe trzysta kilometrów. Głównie na odkrywaniu najbardziej nieoczywistych miejscówek w bliższej i raz dalszej okolicy. Zdjęciowo tak sobie, bo szczerze mówiąc, nawet nie chciało mi się sięgać po aparat.

Święto flagi

Kolejny raz Bartek uczcił to święto flagi polskiej przelotem nad okolicą motoparalotnią z wielgachną flagą. Gdy tylko sie dowiedziałem o akcji w te pędy uderzyłem na miejscówkę, aby zrobić te kilka kadrów.