Muszę się dziś czymś pochwalić. Otóż wczoraj minęło dokładnie 14 lat, od kiedy prowadzę bloga! W tym czasie wpadło 4 312 wpisów z 12 000 zdjęć!
A tymczasem dziś kolejne zdjęcia z mglistego i wilgotnego poranka po deszczowej nocy.




Muszę się dziś czymś pochwalić. Otóż wczoraj minęło dokładnie 14 lat, od kiedy prowadzę bloga! W tym czasie wpadło 4 312 wpisów z 12 000 zdjęć!
A tymczasem dziś kolejne zdjęcia z mglistego i wilgotnego poranka po deszczowej nocy.




Sobota, godzina trzecia czterdzieści pięć nad ranem. Dzwoni budzik, otwieram jedno oko i od razu je zamykam z powrotem. Po chwili jednak przypominam sobie, że to nie do pracy a na rower trzeba wstać.
To zupełnie inna sprawa, z chęcią zrywam się z łóżka i godzinkę później podziwiam ten cudowny widok wschodzącego słońca nad rozległą doliną spowitą mgłami. A to dopiero początek fajnych widoków.




🍀 Wróciłem z terenu i zaraz wracałem z powrotem w teren, gdy zobaczyłem co zaczyna dziać się na niebie. Co ciekawe – najlepsze kolory były na północy (z leciutkim odchyleniem na zachód)! Pierwsze zdjęcie to panorama 180°. Sam autor tego wpisu oniemiał i zastygł w bezruchu do autoportretu.



Jechałem sobie jedną z tych polnych, zapomnianych dróg, gdy w oddali zobaczyłem ogromnego zająca. Coś mi jednak nie pasowało, bo nie kicał, a pokracznie szedł sobie niespiesznie. Zostawiłem rower, chwyciłem aparat i dopiero wtedy zalapałem, o co chodzi.
To malutka sarenka spacerowała sobie po drodze! Pewnie jej mama poszła na żer zostawiając malotę samą sobie. Przykucnąłem, aby zrobić kilka zdjęć, a potem zaczekałem, aż wróci spokojnie w zarośla.
Dopiero wtedy ruszyłem dalej. Mimo iż mnie zauważyła, zdawała sobie nic nie robić z mojej obecności. Ja też jej nie niepokoiłem, a ta odwdzięczyła się pozując do zdjęć.




W moich stronach już raczej po makach. Na trzech miejscówkach, gdzie były całe pola tych czerwonych kwiatów, nie pozostał po nich ślad. Jak szybko i znienacka się pojawiły, tak szybko zniknęły. Jak to maki.




Mówili, nie rób zdjęć pod słońce. Dawniej tak mówili. A raczej pisali. Jeszcze kiedy w sieci istniały fora. I jeszcze całe mnóstwo innych zasad. A ja mówię, fotografuj w którą stronę chcesz, nawet i pod ostre słońce. Eksperymentuj, a może czasem uda się zrobić coś ciekawego 🙂
Piszę to oczywiście w formie żartu. Zasady w fotografii są pewnie ważne, ale równie ważne jest, aby je łamać świadomie. I co do kadru i co do pory fotografowania. Ale przede wszystkim najważniejsze jest, aby fotografowanie fotografującemu przynosiło radość. Niezależnie od efektu.



Aparat lepiej, żeby sobie leżał w sakwie zawsze. Czasami nawet go nie wyciągam, tak fajnie się jedzie. Czasem jednak trafię na jakiś widok, który zwróci moją uwagę. Zatrzymam się wtedy i zrobię coś na pamiątkę. I taki miszmasz z jednej z ostatnich wypraw rowerowych zamieszczam poniżej.
Pogoda była niepewna, bo w okolicy przechodziły burze. Zaryzykowałem jednak wyjazd i owszem – piersze dwadzieścia kilometrów było słonecznie, ale kiedy po tym czasie zerknąłem na radary opadów, zadecydowałem o bardzo szybkim odwrocie. Udało się zasapanym, ale suchym wrócić do domu przed opadami. Żałuję tylko, że nie sfotografowałem tych przerażających chmur burzowych.




Nie chce mi się czekać z rowerem do wieczoru, aby fotografować zachody słońca. Przychodzę z pracy i od razu wsiadam na siodełko. Czasami jednak moja jazda przedłuża się aż do zmierzchu. Wtedy mam okazję i możliwość podziwiać między innymi takie widoki.



Jednym się podoba, inni (również tu na blogu) wyrażają swoją dezaprobatę do tego pomnika. Dla mnie jest to niewątpliwie okoliczna atrakcja. Po pierwsze widoki są stamtąd naprawdę niesamowite, a po drugie zazwyczaj jest tam pusto. Ani żywego ducha. Idealne miejsce na chwilę przerwy i zadumy podczas wypraw rowerowych.
Tym razm trzy zdjęcia z widokiem na pomnik Chrystusa Króla w Małej z sąsiedniego wzgórza i jedno spod samego pomnika.




Tak sobie jeżdżę przez ostatni tydzień i wypatruję maków. Ale całego pola maków, nie pojedynczych kwiatków. I w czwartek trafiłem właśnie na takie. Widziałem je już z daleka i cieszyłem się jak dziecko na zdjęcia.
Będąc tam stałem jak zahipnotyzowany wpatrując się w tę czerwień i wsłuchując w brzęczenie pszczół. Z tego wszystkiego zrobiłem tylko kilka zdjęć na pamiątkę, a widok, zapach i dźwięk mam cały czas w głowie.



