Dzień niby nie był upalny, ale pewien chrząszcz zrobił sobie z trawy baldachim i wylegiwał się w jego cieniu… Takiemu to dobrze, ja muszę czekać do soboty

Dzień niby nie był upalny, ale pewien chrząszcz zrobił sobie z trawy baldachim i wylegiwał się w jego cieniu… Takiemu to dobrze, ja muszę czekać do soboty

Tego pajęczaka z pewnością nikt nie lubi, bo może narobić więcej szkód, niż stado komarów. Po ukąszeniach komarów najwyżej parę dni poswędzi skóra, a kleszcz niestety może przenosić groźne choroby

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam brzozy (Betula L.). W samym ogrodzie rośnie ich u mnie około trzydziestu sztuk. Od dużych, które mają z ćwierć wieku do malutkich, które sadziłem rok temu.
Chodząc na makrołowy zazwyczaj przechodzę przez brzozowy zagajnik, a ostatnio trafiłem na fajne światło.


Nie potrafię określić, czy to obryzg (Polydrusus), czy naliściak (Phyllobius), ale doskonale pamiętam, że obryzgi mają kanaliki koło czułków (nawiasem mówiąc Ktoś tu znów powinien być ze mnie dumny) ;). Obstawiam, że ten tu nie ma i jest naliściakiem…

Dotąd spotkałem może jednego, lub dwa bzygi. Tym większa była moja radocha, gdy zobaczyłem gnojkę (Eristalis). Najpierw latała jak szalona dookoła mnie, na chwilę przysiadała, to znów podlatywała. Nawet nie próbowałem się do niej przymierzać. Naraz przysiadła na dłużej i zaczęła czyścić skrzydełka. Grzeczna gnojka 😉

Idąc leśną dróżką i bacznie rozglądając się za owadami, coś wielkiego i czerwonego mignęło mi między liśćmi małej rośliny. Okazało się, że to ogromne chrząszczysko, a moje zdziwienie było jeszcze większe, gdy okazało się, że chodzi po nim kilkanaście roztoczy, brrrr….. aż mnie ciarki przeszły, ale zachowałem zimną krew i udało mi się zrobić kilka zdjęć 😉



Chyba drzemał… w każdym razie wkomponował się w tło idealnie, nie tylko wyglądem, ale i nazwą, bo spoczął na ogrodowym pierisie.


Kiedyś znalazłem już podobne jajka, z tym, że wtedy były to już same skorupki. Tym razem wyglądały na całkiem świeże.



Skrzyp (Equisetum L.) wiosną wyrasta jako jedna z pierwszych roślin. Tego tu przyłapałem dwudziestego pierwszego kwietnia.

Z pewną nieśmiałością informuję, że w pobliskim Domu Kultury niejaki Witold Ochał ma wystawę swoich wypocin 😉
W piątek odbył się wernisaż, na który udało mu się zmusić do przybycia rodzinę i znajomych. Swoją obecnością zaszczyciło wystawę nawet kilku oficjeli.
Na kilku płotach i słupach zawisł taki oto plakat. Obyło się bez bilbordów…

Zdjęcia zostały wyeksponowane w ogromnych antyramach, czym zajęła się pani Elżbieta, za co bardzo wielkie dzięki. Nie obyło się bez strat, jedna antyrama rozprysła się w drobny mak, na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach. Ucierpiało tylko jedno zdjęcie…



Aż takich pustek jak na zdjęciach to nie było, czego w sumie autor w sumie żałował, bo zżerał go stres.
Ale nie zeżarł na szczęście. Nawet zdołał rozdać kilka autografów, choć ręce mu się roztrzęsły i pismo było koślawe…





AUTORSKA WYSTAWA FOTOGRAFII WITOLDA OCHAŁA W MIEJSKO – GMINNYM OŚRODKU KULTURY W SĘDZISZOWIE MAŁOPOLSKIM