– Hola, hola, stary! Co ty tak, prosto z budowy przychodzisz, cały w betonie upaćkany i od razu cię na amory naszło? – krzyczała pani Tarczykowa na pana Tarczyka, ale tylko tak dla zasady. Naprawdę, to była rada z chuci męża.

Tarczyk (Cassida)
– Hola, hola, stary! Co ty tak, prosto z budowy przychodzisz, cały w betonie upaćkany i od razu cię na amory naszło? – krzyczała pani Tarczykowa na pana Tarczyka, ale tylko tak dla zasady. Naprawdę, to była rada z chuci męża.

Pewnego upalnego sierpniowego dnia ni stąd ni zowąd wybrałem się na Śnieżkę. Wstępnie chciałem przespacerować się z Przełęczy Okraj do Przełęczy Sowiej czerwonym szlakiem i wrócić niebieskim przez Skalny Stół. Kiedy po niecałej godzinie dotarłem do Przełęczy Sowiej i zobaczyłem, że na Śnieżkę jest już całkiem blisko, ruszyłem dalej.







Dokładnie na tym samym kwiatku, co przedwczoraj bzyga, a wczoraj bąka, spotkałem również tą sympatycznie wyglądającą muchę. ja już sam nie wiem, może to jakieś spotkanie Koła Gospodyń Wiejskich było…

Oprócz wczorajszego bzyga spotkałem również coś bąkowatego. Ten najpierw uciął sobie pogawędkę z żerującym opodal pluskwiakiem…

…by chwile później samemu wziąć się do wciągania nektaru.


Tydzień temu wybrałem się z aparatem na spacer i nawet nie próbowałem szukać jakichkolwiek owadów. Skupiałem się na grzybach. A tu na jednym żółtym kwiatku spotkałem aż trzy owady. I żaden z nich nie próbował uciekać. Dzień dobroci dla makrofotografów, czy co….

Tydzień temu zdjęcia ze Skalnego miasta były trochę klaustrofobiczne, dziś… wcale nie mniej. Po wyjściu ze skalnego korytarza z wąskim pomostem, ścieżka zrobiła się nieco szersza, ale droga zaczęła prowadzić pod górę i w dół. Na szczęście po wygodnych schodkach, sprzęt alpinistyczny był zbędny.






Po dwóch godzinach marszu trafiliśmy na tabliczkę w stylu „droga ewakuacyjna” i skrótami wróciliśmy do wyjścia. Na przejście wszystkimi dostępnymi tam szlakami trzeba byłoby chyba całego dnia.






Sezon na grzyby w pełni, a ja ciągle nie mogę znaleźć takiego jadalnego. Nie wiem jak te poniżej, ale nawet gdyby były jadalne, to obawiam się, że bym się nimi nie najadł. Co prawda ilościowo było ich dużo, ale wagowo to już nie. No… na lekki deserek by wystarczyło.


Od kilku lat nie zauważyłem, żeby dzika róża Róża dzika (Rosa canina L.) obrodziła tak jak teraz. Krzaki są obwieszone owocami. Dziwię się, że nikt jeszcze nie pozrywał owoców na wino na przykład, albo na nalewkę.

Może to nie blady świt, ale chwilę po. Dla takich chwil opłaca się wstać rano.
…raz na jakiś czas oczywiście.

Jakoś nigdy nie miałem szczęścia do grzybów. Zazwyczaj mnie ktoś uprzedzał i je nadgryzał…
