W starej drewnianej beczce rosną sobie między innymi wrzosy. To na ich świeżych przyrostach zauważyłem tego stwora. Pamiętałem jego nazwę, ale jakoś mi nie może do głowy przyjść, na pewno coś związane z myszą…

W starej drewnianej beczce rosną sobie między innymi wrzosy. To na ich świeżych przyrostach zauważyłem tego stwora. Pamiętałem jego nazwę, ale jakoś mi nie może do głowy przyjść, na pewno coś związane z myszą…

Podziwiam pana samca za wymyślną pozycję, żeby zrobić to co do niego należy.

W ciemnym zakątku ogrodu dostrzegłem dwie malutkie muchi, musiałem się raz, nagimnastykować, żeby czegoś nie podeptać, a dwa, żeby uchwycić je w miarę ostro przy mojej chwiejącej pozycji.

W ciągu ostatniego tygodnia spotykam ich dość często. Na skraju łanu pszenicy siedzą na co drugiej roślinie. Są niewielkich rozmiarów, może około jednego centymetra, więc trudne do sfotografowania, ale z drugiej strony cierpliwe i spokojne, co fotografowanie ułatwia 😉



W tym roku później niż zazwyczaj, ale zakwitły w końcu. Fiołki, czy też bratki.



Ledwo irysy zakwitły, a już pojawił się na nich jednorek kosaćcowy, aby swoim długim ryjkiem wiercić w nich dziury i składać tam jajka. A może tam tylko nasikał…

Długie skrzydła i kiepski dostęp do odpowiednich organów to żadna przeszkoda. Wszystko da się zrobić, jeśli celem jest przedłużenie gatunku.

Zachowywał się wyjątkowo obojętnie.

Sprawa wyjaśniła się szybko. Najprawdopodobniej dopiero się wylinił, bo pod liściem wisiało jeszcze jego stare ubranko.


W pochmurny dzień wyszedłem z aparatem do ogrodu bez większych nadziei na jakiekolwiek kadry. A tu na liliowcu zauważyłem, dużą ważkę, która najprawdopodobniej suszyła skrzydełka po deszczu.



Z okazji Dnia Dziecka, wszystkim przedszkolakom życzę spełnienia dziecięcych marzeń 😉
W sobotę przechadzając się po ogrodzie spostrzegłem dziwny ruch na tui. To stadko pajęczych przedszkolaków szalało na sieci. Pierwsza myśl – bawią się w berka… nie, nie, po prostu chaotycznie biegały we wszystkie strony.
Dzisiaj spotkałem kolejne przedszkole, dodaje zatem jeszcze jedno zdjęcie, niestety mikroskopijna głębia ostrości, bo miejsce było mocno zacienione.


Leżałem sobie na trawie i fotografowałem fiołka, który jakimś cudem tam wyrósł, mimo regularnego koszenia. Coś mi załopotało za uchem i nieopodal przysiadł sobie motylek. Szybki obrót w prawo, podczołganie się kawałek i już był w moim obiektywie.

