Spacerowałem sobie po ogrodzie, kiedy na dłoni usiadło mi to coś. A tak w ogóle, to jakaś kumulacja była, bo chwilę później na palcu wylądował jej ziomek.


Spacerowałem sobie po ogrodzie, kiedy na dłoni usiadło mi to coś. A tak w ogóle, to jakaś kumulacja była, bo chwilę później na palcu wylądował jej ziomek.


To była kolejna sytuacja, kiedy na złamanie karku gonię po aparat. Udało się, poczekały.

Zaszył się na liściach liliowca. Myślałem, że śpi, ale raczej nie, bo mrugał od czasu do czasu oczami i się ruszał. No chyba, że miał zły sen…


Jeszcze w połowie maja natknąłem się na tę ogromną skrzydlatą mrówkę. Siedziała sobie odpoczywając na trawie dopóki nie zdążyłem zrobić jednego jedynego zdjęcia. To najprawdopodobniej królowa podziemnicy.

Czasami biorę sobie małe krzesełko, siadam przy lawendzie i czatuję na pożywiające się owady. Tym razem udało mi się sfotografować trzmiela.

Jakiś czas temu odgrażałem się, że w końcu zabiorę się za sfotografowanie parzydła. No to się zabrałem.




Była tak malutka, że fotografując nawet nie widziałem kto zacz. Dopiero po powiększeniu na monitorze zauważyłem, że trafił mi się całkiem ciekawy obiekt.

To co przytrafiło się tym omomiłkom woła o pomstę do nieba. Nieświadome zbliżającemu się niebezpieczeństwu, oddawały się cielesnym uciechom w gęstej trawie. Wygłodniały bokochód o kamiennym sercu zaatakował jednego z nich. Drugi najprawdopodobniej nawet nie wiedział, że ten pierwszy już nie żyje…

Gdybym zrobił ujęcie z dalsza, miałbym w końcu atrakcyjne zdjęcie babki lancetowatej z zielonym ozdobnikiem, bo na tej właśnie roślinie siedział ten niewielki pluskwiak. Ale za późno o tym pomyślałem…

Spacerując po łąkach często spotykam konstrukcje, które stworzyły owady. Ciągle mnie zaskakują.
