Od jakiegoś czasu przyjaźnię się z jednym takim dachowcem. Mowa o kocie, który raz na jakiś czas zagląda do naszego ogrodu. Dostał imię Igor i jak biedak dopadnie miski z jedzeniem, to nie daje za wygraną, dopóki jej nie opróżni.



Od jakiegoś czasu przyjaźnię się z jednym takim dachowcem. Mowa o kocie, który raz na jakiś czas zagląda do naszego ogrodu. Dostał imię Igor i jak biedak dopadnie miski z jedzeniem, to nie daje za wygraną, dopóki jej nie opróżni.



Matylda zasiada na swoim punkcie obserwacyjnym nie tylko po to, żeby z bezpiecznej wysokości obserwować, jak po podwórku spacerują obce kocury. Jest wtedy bliżej sikorek i wróbli. Pewnie chce, żeby przyzwyczaiły się do jej obecności, a potem pewnego dnia wykorzysta to perfidnie

Kiedy już się naje, to lubi zająć jakieś wygodne miejsce, wykonać toaletę i poobserwować okolicę.




Hm… może się naoglądała na fejsbuku, że to taka moda, a może miała taki kaprys. W każdym bądź razie Matyldoza postanowiła porobić trochę min do obiektywu.




…tym razem jednak z małym, kudłatym dodatkiem.


Wczoraj miałem wolny dzień i jednocześnie dopisała pogoda. Co za zbieg okoliczności 😉 Dzięki temu mogłem cały dzień słuchać rechotu żab w ogrodowym stawie. Z jedną nawet bliżej się zaznajomiłem. [film]


Matylda nabiera intensywnie ciałka. Czasami nie nadążam nakładać jej kolejnych porcji mięsnych kąsków 😉 A w przerwach na jedzenie uwielbia się wylegiwać i wiązać sadełko w jesiennym słońcu od czasu do czasu poziewując.


Z popołudniowych promieni słonecznych korzystała miniaturowa jaszczurka. Wśród gałązek bukszpanu wydawało jej się, że jest niewidoczna.



Zimy na razie nie będzie. Matylda nadal się lini i nie nabiera ani trochę tłuszczyku.
