Trzy litry wody

Drugi dzień z rzędu pobudka o drugiej w nocy nie należała do moich ulubionych atrakcji. Ale jeśli chciałem zrobić kolejną setkę rowerem i jednocześnie uniknąć upałów, to wyjazd przed świtem był jedynym rozsądnym rozwiązaniem.

Tym razem celem była farma wiatraków. Kilometrów starczyło akurat na mój ulubiony rowerowy dystans. Na miejscu tylko kilka szybkich zdjęć i od razu w drogę powrotną. 

O ile w nocy było te 15 stopni, to już po szóstej miejscami temperatura dochodziła do trzydziestki. O tym jak było gorąco świadczy to, że w trasie zniknęły trzy litry wody i wystarczyły dosłownie na styk.

Dystans koronny

No gorąco… tego nie da się ukryć. Ale na wszystko można znaleźć sposób. Pobudka o 2:00, a o 3:00 byłem już na rowerze. Przy temperaturze od 13 do 17°C jechało się naprawdę przyjemnie. Dopiero około siódmej termometr  na rowerze pokazał ponad 20°C, a później temperatura rosła już błyskawicznie. Na szczęście po ósmej, kiedy zbliżała się do trzydziestki, ja byłem już w domu.

Cel wyprawy był prosty, przejechać mój koronny dystans 100 km i odwiedzić między innymi urokliwe stawy, które jakiś czas temu odkryłem zupełnie przypadkiem. Bardzo lubię zbiorniki wodne, a ten ma swój urok.

Nie spędziłem tam zbyt wiele czasu, bo zależało mi na powrocie przed największym upałem. Zrobiłem jednak kilka zdjęć, żeby zachować wspomnienia z tej porannej wyprawy. Mam nadzieję, że i Wam przypadną do gustu.
Stawy znajdują się w miejscowości Podleszany.

Rozpędzony

W końcu mamy letnią pogodę i to nawet z lekką przesadą. Jak dla mnie, bo jednak chyba wolę, jak jest nieco chłodniej. Ale oczywiście nie ma co narzekać, bo pogoda w Polsce na przestrzeni roku jest tak różna, że najlepiej się do tego przyzwyczaić.

A poniżej kilka zauważonych kadrów podczas ostatnich przejażdżek rowerowych. Mało fotografuję, bo jak się już rozpędzę, to nie chce się chłopu zatrzymywać. 🙂

Po raz drugi

Hm… Przejeżdżałem tędy rowerem jeakieś dwa lata temu, ale nie mam pojęcia, jak to możliwe, że nie zwróciłem większej uwagi na to miejsce. Cztery stawy położone w lesie, które, jak przypuszczam, zostały niedawno oczyszczone. A może wcześniej ich tu nie było i powstały dopiero kilka lat temu? Nie wiem i szczerze mówiąc nie zagłębiam się w ich historię.

To świetna miejscówka na spacer, mimo że brzegi są nieco zarośnięte, a ścieżek praktycznie brak. Ale czy to naprawdę jakaś przeszkoda? Wystarczy odpowiednie obuwie i trochę chęci.

W sobotę trafiłem tam podczas rowerowej wycieczki i już wiem jedno: koniecznie muszę wybrać się tu któregoś mglistego poranka. Mam przeczucie, że wtedy to miejsce pokaże swoje najciekawsze oblicze.

Niewiele widać?

Niewiele widać? Ja też niewiele widziałem. Bo pierwsze trzy zdjęcia zrobiłem około godziny 3:20! A na liczniku miałem już prawie 20 kilometrów.

Tak, wstałem i wyjechałem o nieludzkiej porze tylko po to, żeby z siodełka podziwiać wschód słońca. Tyle że ten spektakl zaczął się dużo, dużo wcześniej niż sam moment pojawienia się tarczy nad horyzontem.

Niebo powoli budziło się do życia. Już dwie godziny przed porą wschodu słońca malowało się kolorami, które wynagrodziły każdą minutę wyrwaną ze snu. A dzięki takim widokom po drodze jechało się przyjemniej mimo egipskich ciemności.

Półtora kilo mniej

Ubiegły wtorek był z pewnością jednym z najgorętszych dni w tym roku. Mój termometr na rowerze pokazał maksymalnie 38°C podczas trasy, a średnia temperatura wyniosła aż 32°C. Mimo pędu powietrza i wypicia 3 litrów wody podczas 100-kilometrowej wycieczki, po powrocie było mnie o półtora kilograma mniej.

Był środek dnia, więc warunki do fotografowania były takie sobie, ale trzy miejscówki szczególnie mnie zauroczyły. Dwie pierwsze to park z dworkiem w Dzikowcu oraz fajnie pomalowane przystanki autobusowe.

Kolejnym odkryciem było niewielkie jeziorko ukryte w środku lasu. Tu koniecznie muszę jeszcze wrócić. 

Trzecim miejscem był zalew w Cierpiszu, gdzie bywam dość często. Aktualnie wyjątkowo pięknie prezentuje się tam grążel żółty, który dodaje temu miejscu jeszcze więcej uroku.

Zatrzymaj się

A mam kolejną porcję nowych kapliczek. Jakoś mnie zauroczyły, więc przystanąłem i zrobiłem kilka zdjęć.

Stały one na uboczach i przyciągnęły mój wzrok. Niektóre z nich po prostu mówią mi: „zatrzymaj się, zrób fotę i dopiero jedź dalej”.

Tym razem również nie mogłem przejechać obok obojętnie. Zatrzymałem się i wróciłem do domu z kilkoma kolejnymi kadrami do kolekcji.