Tylko szedłem

Kontynuując mój poniedziałkowy spacer po lesie, dziś kolejne kadry z bajkowym światłem. Wszedłem w las z nastawieniem typowo fotograficznym. Zauroczony widokami z mgłą i miękkim światłem wypatrywałem coraz to nowych ujęć.

Ale wiecie co? Z czasem trochę mi się to znudziło. Aparat poszedł w odstawkę, a ja już tylko szedłem przed siebie i patrzyłem na to wszystko. Niczym nierozpraszany szwendałem się leśnymi ścieżkami, chłonąc ciszę i klimat tego poranka.

Poranek w lesie

Czy jeszcze do wczoraj moje okolice były jednymi z nielicznych prawie bez śniegu? Owszem. Podczas gdy w całym kraju leżała mniejsza lub większa pokrywa śnieżna, u mnie nie było go wcale, albo miejscami tyle co na lekarstwo.

Za to światło było przecudowne. Dlatego poniedziałkowy poranek spędziłem na szwendaniu się po lesie. I im dalej wchodziłem w las, tym bardziej doceniałem ten spokój i ciszę, jaką daje zimowy las i to nawet taki bez śniegu.

Słońce ładnie rysowało światłem pnie i gałęzie. Udało się też natknąć na stadko byków jeleni, te jednak przemknęły tylko między drzewami, więc fot brak.

Witamina D

Może kolorów szałowych na niebie nie było, jedynie wąski pomarańczowawy pas nad horyzontem, ale istotne było to, że był to słoneczny poranek jod niepamiętnych czasów. Ani mróz, ani wiaterek nie mogły pokrzyżować mi planów. Miałem zamiar chłonąć promienie słoneczne i wytwarzać witaminę D.

A zupełnie przy okazji pstryknąć sobie kilka fotek. Tak wyglądało moje niedzielne przedpołudnie.

Zamiast roweru

Co mi tu brakuje na tych zdjęciach? Więcej śniegu, chciałoby się powiedzieć. Ale ponoć idzie już nowa dostawa świeżego puchu dla Podkarpacia. Czy się z tego cieszę? Tak nie do końca. Bo bardziej od fotografowania śnieżnych krajobrazów wolałbym na przykład wyskoczyć na rower, bo od dwóch tygodni nie siedziałem na siodełku.

No ale każda pora roku musi przejść, teraz pora na zimę i nic na to nie poradzimy. Póki co zadowalam się tym, na co pogoda pozwala, jak na przykład spacerami z aparatem.

Pierwsze zdjęcie

Pierwsze zdjęcie w nowym roku będzie zdjęciem zrobionym w sylwestrowy wieczór.

To wtedy, zupełnie znienacka, pod koniec dnia nieco się wypogodziło, a że wcześniej skończyłem pracę, mogłem szybciutko wyskoczyć w plener. Wylądowałem na otwartej przestrzeni, kiedy na niebie pojawiły się piękne kolory.

Na chwilę. Na krótką chwilę. Jakby po tak długotrwałym zachmurzeniu słońce obawiało się pokazać na dłużej.

Dajcie spokój

A dajcie spokój już z tą zimą. Grudzień przyzwyczaił nas do dodatnich temperatur, a tu znienacka takie coś w pogodzie. Ani to prawdziwa zima ze śniegiem i mrozem, ani to jesienna aura…

Wyglądam przez okno, ponuro. Wychodzę na zewnątrz, wszystko pokryte lodem. Ale przynajmniej wieje konkretnie, co potęguje odczucie zimna. I te myśli: ryzykować odmrożenia i jechać na rower, czy może ryzykować wywinięcie orła i pójść pobiegać… Jedno i drugie kusi.

Ale już tak na poważnie, sięgnąłem do archiwum i wygrzebałem kilka optymistycznych fotek z tegorocznej jesieni. A konkretnie z października. Z jednego z najpiękniejszych wieczorów, z ładnym światłem i ładnymi kolorami. Ogrzejmy się trochę przy tych kadrach.

Pytam się

I gdzie to słońce, ja się pytam? Czy mi się wydaje, czy prognozy wskazywały na święta ze słońcem? Wiem… to tylko mój region był tak „poszkodowany”, że cały dzień wisiały niskie chmury. Było szaro, ponuro, a na dodatek zimno i wietrznie.

Ja cierpliwie czekam na wiosnę. Ale czekam aktywnie. Na przykład łażąc sobie po lesie.

Reset

Zanim nadejdą mroźne i słoneczne dni, wrzucam jeszcze kilka zdjęć z ostatnich mglistych dni, które wbrew pozorom nie były aż takie bardzo szare, nudne ani przygnębiające. W niektórych miejscach w lesie trafiałem na całkiem optymistyczne miejscówki. Dużo żywej zieleni, która w tej wilgoci i delikatnej mgiełce wyglądała jeszcze bardziej soczyście.

Mgła dodawała krajobrazom tajemniczości, ale jednocześnie nie odbierała im życia. Każde drzewo i krzew wydawały się bardziej wyraziste, a spacer w takich warunkach działa jak naturalny reset dla głowy, jakiej ona potrzebuje podczas weekendu. No chyba, że ktoś woli się inaczej resetować 🙂