Jedno

Jedno zdjęcie z ubiegłotygodniowej przejażdżki rowerowej. Z resztkami śniegu, ale suchą drogą, I kolorowym niebem, które o zachodzie postanowiło przybrać pomarańczowo‑granatowe barwy, malując okolice na delikatny fiolet.

Nierealne? Otóż realne,  tylko że te momenty trwają naprawdę krótko. Trzeba bacznie obserwować i pstryknąć zdjęcie w odpowiednim momencie.

Jak długo jeszcze?

Ile jeszcze tej zimy? Tego nikt nie wie. Może za tydzień wszystko się stopi i temperatury będą dodatnie, ale równie dobrze zima może potrwać do końca marca. Bo i tak już bywało.

Na nasz klimat nie ma się co obrażać… On i tak zrobi swoje, niezależnie od tego, ile razy sprawdzę prognozę. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość i robić swoje, nawet jeśli zamiast wiosennej zieleni za oknem znowu widzę biały krajobraz.

W końcu każda zima kiedyś odpuszcza. A im dłużej każe na siebie czekać, tym bardziej smakuje pierwszy naprawdę ciepły dzień.

Już niedługo

Wpadło mi w oko kilka zdjęć z kwietniowej wyprawy rowerowej sprzed trzech lat. I od razu zatęskniłem za wiosną jeszcze bardziej. Ta soczysta zieleń, kwitnące mniszki, lekko przymglone poranki… No i to ciepło.

Bez kombinowania z warstwami ubrań i zastanawiania się, czy nie zmarznę po pierwszych pięciu kilometrach. Wystarczy wsiąść na rower i jechać przed siebie, ze świadomością, że gdziekolwiek skręcę, widoki będą pierwsza klasa.

Nie sam

Myślałem, że będę jedynym człowiekiem w lesie, ale okazało się, że jeszcze kilka osób wpadło na ten sam pomysł co ja. Mimo gęsto padającego śniegu i trudnych warunków do spacerowania.

Ktoś jeszcze, oprócz mnie, potrzebował kilku kilometrów spędzonych w ruchu, w zimowej ciszy, między drzewami.

13-tego w piątek

Piątek, 13-tego.

Nie ukrywam, że kiedyś wmawiano mi, że to dzień pechowy. I chcąc nie chcąc, trochę w to wierzyłem.

Ale z czasem zauważyłem, że „pech” potrafi mnie dopaść w każdy inny dzień miesiąca. Ta trzynastka chyba nie ma tu nic do rzeczy.

A jak to jest u Was? Wierzycie w przesądy, czy raczej podchodzicie do nich z przymrużeniem oka?

Na zdjęciu wtorkowy wieczór, kiedy słońce nieoczekiwanie pokazało się ze swojej najlepszej strony.

Druga połowa

Przeglądając archiwa, natknąłem się na zdjęcia z marca 2024 roku. Druga połowa miesiąca, więc z pewnością było już całkiem ciepło. To pewnie zachęciło mnie do wieczornego spaceru po okolicznych polach.

Światło do fotografowania było niezwykle miękkie, takie, jakie lubię najbardziej. Nawet gdy na niebie nie ma spektakularnych kolorów, kadry i tak wychodzą magiczne.

To pamiętam

Przeglądam stare zdjęcia. Wystarczy mi chwila, aby przypomnieć sobie okoliczności powstania większości z nich. Codziennych spraw często nie pamiętam, a w pracy jeśli czegoś nie zapiszę, to po prostu zapomnę. A okoliczności robienia zdjęć pamiętam doskonale. Wybiórcza pamięć. To chyba nie choroba? A nawet jeśli, to wolę pamiętać to niż cokolwiek innego.

Maj 2023 roku. Wstałem przed świtem, aby pojechać na rower. Było bardzo zimno, ale wiedziałem, że później zrobi się cieplej, jak to bywa w maju. Póki co jechałem we mgle i co rusz zatrzymywałem się na fotografowanie. No bo jak nie robić zdjęć w takich warunkach? Mgła, przedzierające się przez nią słońce. I ta przyjemność z jazdy, porannej ciszy i spokoju.

Czegoś brak

Dzisiaj zdjęcie sprzed dwóch lat, zrobione w marcu. Co to za miejscówka? Stary, opuszczony młyn. Nie mam niestety pojęcia, jak długo działał i kiedy upadł, ale do dziś stoi i jest poniekąd atrakcją w okolicy.

Nieopodal znajduje się staw, którego pochodzenia też nie znam. Czasem niemal wysycha, innym razem jest w nim sporo wody. Od czasu do czasu spotykałem tam kaczki i łabędzie.

Tego dnia przejeżdżając tamtędy rowerem, jak zawsze się zatrzymałem, zszedłem nad staw, bo kadr od dawna chodził mi po głowie. Miałem jednak wrażenie, że ciągle czegoś mu brakuje. Nie wiedziałem czego… aż do tego dnia. Brakowało tych groźnych chmur na niebie i to one zrobiły tu całą robotę.