To było gdzieś około początku września. Spojrzałem jak to mam w zwyczaju w niebo i zauważyłem po dwóch stronach horyzontu samoloty zbliżające się do siebie. Stałem kilkaset metrów od samochodu, gdzie leżał sobie teleobiektyw. Zdążyłem w ostatniej chwili dobiec i zmienić szkło. Samoloty minęły się „o włos”. W rzeczywistości dzieliło je ponad 1000 metrów wysokości.





























