Rekonwalescencja po „papatonie”

Po przebiegnięciu wczorajszego ponad 21-kilometrowego „papatonu” dziś w ramach rekonwalescencji wybrałem się na krótką fotoprzejażdżkę rowerem po okolicznych polnych drogach. Słoneczna, choć niezbyt ciepła aura nie pozwoliła mi siedzieć w domu. Bo jak tu nie ulec pokusie włóczenia się w takich okolicznościach przyrody.

Powolutku, niespiesznie i uważnie. Żeby przez pośpiech niczego nie przegapić. Tyle się dookoła dzieje o tej porze. Powoli zaczyna się też robić żółto od rzepaku, ale o tym w kolejnych postach.

Wilgoć

Jeden dzień solidnie popadało, spadło około 30 mm deszczu. To solidna dawka wilgoci dla roślin, zwłaszcza wczesną wiosną. Czy spacer w tak wilgotnych okolicznościach przyrody jest fajny? Jak już nie pada, to jak najbardziej. To jedyny w swoim rodzaju klimat.

Zresztą… nie ma złej pogody na spacer. Może być tylko źle dobrane ubranie.

Królestwo Czosnku Niedźwiedziego cz. II

No nie ukrywam, trochę tych zdjęć zrobiłem w moim królestwie czosnku niedźwiedziego. Dlatego dziś część druga z tej ostoi spokoju, a nawet śmiem powiedzieć z raju.

Bo być może tak właśnie wygląda raj. Miejsce, w którym łapie się równowagę i harmonię. W otoczeniu tego, co się lubi, z kojącymi zapachami i dźwiękami natury.

Królestwo Czosnku Niedźwiedziego cz. I

To prawdziwe królestwo czosnku niedźwiedziego. Po bokach strome, leśne zbocza, a na dole niepozornie wijący się strumyk. Dookoła unosi się zapach, który aż kręci w nosie.

Wybrałem się tam niezbyt późnym popołudniem, aby zbocza lasu nie zasłaniały jeszcze słońca. Na drzewach nie było jeszcze wielu liści, więc wpadało całkiem sporo światła. A wiadomo, w pięknym świetle wszystko wygląda jeszcze lepiej.

Chyba dawno nie stanęła tam ludzka stopa. Mnóstwo powalonych drzew, teren trudno dostępny, więc pewnie mało kto się tam zapuszcza. Stąpając ostrożnie między roślinami i idąc wzdłuż strumyka, chłonąłem ten krajobraz okraszony zapachem i śpiewem ptaków.

Po weekendzie

Może to i lepiej, że dziś cały dzień pada deszcz. Mogę bez skrupułów siedzieć w czterech ścianach i poświęcić ten dzień na regenerację. Przedłużony weekend był intensywny. Dwie wymagające trasy piesze i dwie rowerowe. Niby nie czuję tego w kościach, ale odpoczynek dobrze mi zrobi.

A poniżej kilka miejscówek, które uchwyciłem na zdjęciach w ostatnim czasie. Wierzby z pewnością znacie doskonale. Dwa urokliwe krzyże – jeździłem koło nich wielokrotnie, ale dopiero teraz wpadłem na pomysł, żeby zrobić zdjęcia. Z kolei na te potężne pnie, pozostałe po wierzbach, trafiłem po raz pierwszy. Swoją drogą ciekawe, dlaczego tak uschły i nie odrodziły się po cięciu… 

Zieleń niepowtarzalna

No dobra, przyznaję się. Trochę przesadziłem wczoraj z aktywnościami, a dziś jeszcze przed południem dorzuciłem rower.

Resztę dnia poświęciłem na odpoczynek, bo przecież weekend jeszcze się nie skończył i jutro też wypadałoby wybrać się na jakąś wyprawę. Ta soczysta, niepowtarzalna o innej porze roku zieleń nie będzie na mnie czekać.

Do tego, odpukać, pogoda dopisuje i słońce przygrzewa. Grzechem byłoby siedzieć w domu.

Na skróty

Słoneczny poranek to było coś, na co dziś czekałem. I udało się tak pół na pół. Bo owszem, słońce przebijało się zza chmur, ale tych było też sporo i chwilami robiło się dość ponuro.

Nie zmienia to faktu, że zgodnie z planem przewędrowałem kawał drogi po lasach. Wyszło coś około 16 km i ponad 600 m przewyższeń, więc zmęczyłem się na tyle, że na dziś miałem dość.

Większość trasy prowadziła leśnymi ścieżkami, ale próbowałem też tu i tam iść „na skróty”… co kilka razy skończyło się błądzeniem w gąszczu, bez żadnej drogi.

Od rana w teren

Kto już od jutra robi sobie przedłużony weekend? Bo jak sądzę, pogoda będzie dopisywać. A jak pogoda dopisuje i są trzy dni wolnego, to może oznaczać tylko jedno: mnóstwo czasu spędzonego na ulubionych aktywnościach. Oczywiście ze smartfonem w kieszeni, gotowym do fotografowania i nagrywania.

Ja już przebieram nóżkami na myśl o jutrzejszym poranku. Bateria w smartfonie naładowana do 100%. Swoją naładuję za chwilę podczas długiego snu, żeby od rana ruszyć w teren.