Żeby tradycji stało się zadość, także i w tym roku pogoda na Boże Ciało nie była zbyt łaskawa. A ja nie mogłem usiedzieć ani jednego dnia dłużej w domu i miałem w planach kolejną rowerową setkę. Żeby zdążyć na procesję, musiałem wyjechać już po piątej rano.
Po drodze złapały mnie dwa deszcze, a na górkach dodatkowo towarzyszyła mi nieprzyjemna mżawka. Mimo niezbyt sprzyjającej aury jechało się całkiem dobrze, choć momentami było mokro.
Tym razem trasa prowadziła przez raczej mało atrakcyjne miejsca, ale jak to zwykle bywa, kilka pamiątkowych zdjęć i tak udało się zrobić.




