Wyruszyłem bez większych nadziei na mgliste krajobrazy. Co prawda była wczesna pora, ale poranek był wyjątkowo ciepły, z temperaturą około 17 stopni, więc wydawało się, że na mgły nie ma już szans.
Tym większe było moje zaskoczenie, gdy trafiłem na te delikatne mgiełki, a nad horyzontem właśnie wschodziło słońce. Taki widok musi robić wrażenie, zwłaszcza gdy pojawia się zupełnie niespodziewanie.
To musiał być naprawdę szczęśliwy zbieg okoliczności. Podczas blisko 100-kilometrowej trasy znalazłem się dokładnie w tym miejscu i o tej porze, kiedy natura przygotowała taki spektakl.



