Nie, nie. To nie zdjęcia z wczoraj. Wczoraj było zimno i… mokro. Bardzo mokro…
W tym roku już dwa razy porządnie zmokłem na rowerze, ale wczoraj chyba najbardziej.
Stwierdziłem, że dłużej nie ma co czekać na poprawę pogody i po prostu jadę na rower. Na dzień dobry, po kilku kilometrach zaczęło padać. Chwilę przeczekałem pod wiaduktem, ale stwierdziłem: jadę dalej, a co! Po kilkunastu minutach deszcz ustał, a ja zdążyłem nawet wyschnąć.
Pod koniec trasy nie było już jednak tak kolorowo. Rozpadało się na dobre. Byłem tak przemoczony, że miałem wrażenie, iż woda przesiąkła nawet przez skórę. 😅 Do tego zrobiło się zimno, więc nie należało to do najprzyjemniejszych przeżyć.
Ale dzisiaj wspominam to już z uśmiechem. W końcu każda taka sytuacja to jakaś przygoda i kolejne wspomnienie z rowerowych wypraw. 🚴🌧️




