Tęcza nie o poranku, nie wieczorem, a w środku letniego popołudnia? Jak najbardziej!
W piątek tyłek dostał wolne od siodełka, a nogi od biegania. Wybór mógł być tylko jeden – spokojny spacer, i to wyasfaltowaną leśną drogą. Całkowity luz oraz regeneracja ciała i umysłu. No i jak to zwykle u mnie ostatnimi czasy bywa… długo spokojnie nie było. Złapał mnie deszcz. Na szczęście tylko delikatny kapuśniaczek.
Najbardziej zdziwiło mnie jednak to, że chwilę wcześniej świeciło słońce… i wcale nie przestało świecić, gdy zaczął padać deszcz. „O co tu chodzi?” przemknęło mi przez głowę, ale odpowiedź przyszła błyskawicznie. Przecież to może oznaczać tylko jedno – tęczę! Musiałem jednak nieco podbiec, aby mieć na nią widok ponad drzewami. Kilkadziesiąt szybszych kroków, może nawet lekki trucht… i nagle zza drzew wyłonił się taki oto bajkowy widok.

