Musiał być mocno zmęczony, bo przednimi parami rąk kurczowo trzymał się zeschniętej łodygi. W pierwszej chwil zrobił kilka kroków, ale zaraz z powrotem bez sił opadł na brzuch. Nie mam pojęcia, co go tak wykończyło

Musiał być mocno zmęczony, bo przednimi parami rąk kurczowo trzymał się zeschniętej łodygi. W pierwszej chwil zrobił kilka kroków, ale zaraz z powrotem bez sił opadł na brzuch. Nie mam pojęcia, co go tak wykończyło

Tego pokaźnych rozmiarów chrząszcza miałem okazję fotografować w maju poprzedniego roku. Znalazłem do w… łazience. Musiał się tam dostać przez otwór wentylacyjny. Wyglądał na wyczerpanego, wyniosłem go do ogrodu i zrobiłem kilka zdjęć. Kiedy za kilka chwil wróciłem, aby zobaczyć co z nim, jego już nie było. Ochłonął i wrócił do swojego świata.



Jak się niebyt często robi pranie, to taką sytuację można zastać na sznurze do bielizny.

Za oknem usłyszałem dziwny gwar. Zbyt wiele ptaków nie nawiedza naszego ogrodu, bo w okolicę poszła fama, że Matylda za nimi nie przepada, a tu na berberysach znienacka zjawiło się pokaźne stadko kwiczołów.




Stał sobie w ogrodzie i cały czas mi coś pokazywał na migi. Niestety, nie mam pojęcia o co mu chodziło….

Kilka razy późną wiosną przechadzałem się w okolicy stawu, aby wypatrzeć wyliniające się ważki. Aż pewnego razu mi się to udało! Spotkałem jedną, może nie podczas wylinki, ale z pewnością tuż po. Była jeszcze słabiutka i osowiała. Dopiero późnym wieczorem, albo następnego dnia rano odfrunęła z miejsca porodu.

Na jednym z ogrodowych krzewów, zabijcie mnie, nazwy sobie teraz nie przypomnę, często mogę liczyć na obecność tych malutkich zielonych pajączków.

– Albo po trawie, albo po palcu, nigdzie indziej się nie ruszę!

…i jak się odgrażał, tak zrobił.

Pierwsze dni lata to kwitnące goździki. W półcieniu berberysu radziły sobie doskonale. To mało wymagające kwiatki, wystarczy je wysiać i czekać aż zakwitną.


Wspomnienie orlików z ostatniego dnia wiosny.

