Kontynuując wczorajszą relację, po kilkunastu minutach kolory nieba zaczęły przybierać zupełnie niesamowity różowo fioletowy kolor. Zaczęło się bieganie po okolicy, aby zebrać kilka różnych kadrów.
FOT. WITOLD OCHAŁ ZACHÓD SŁOŃCA PODKARPACIE ZAGORZYCE
Zachód w ubiegły poniedziałek przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Całe niebu zakryte było chmurami, jedynie na północnym zachodzie pojawiały się małe szczeliny w chmurach. To wystarczyło, żeby niebo pokryło się niesamowitymi kolorami. I to nie tylko po zachodniej stronie, ale dookoła. Ciężko było się zdecydować, w którą stronę fotografować. Przywiozłem mnóstwo zdjęć, a relację jestem zmuszony podzielić na trzy wpisy.
Na początku były tylko ciekawe chmury.
Po chwili niebo zaczęło nabierać niesamowitych kolorów.
FOT. WITOLD OCHAŁ ZACHÓD SŁOŃCA PODKARPACIE ZAGORZYCE
Wczoraj jak wiadomo miało miejsce całkowite zaćmienie Księżyca. Oczywiście nie odpuściłem sobie fotografowania. Pogoda nie zapowiadała się pomyślnie. Jakieś 40 kilometrów ode mnie na południowy wschód około godziny 17-stej pojawiły się chmury burzowe, liczyłem jednak na to, że do 20-stej rozejdą się i podniosą na tyle, że będzie widać wschodzący Księżyc. Miałem sporo szczęścia, bo pojawił się już dwanaście minut po wschodzie, a pierwsze udane zdjęcie zrobiłem o 21:33.
Pięć minut później schował się za chmury i pojawił na krótko przed maksimum zaćmienia. Kolejne zdjęcie zrobiłem o 22:22.
Kolejny raz pofatygowałem się na balkon krótko po 23-ciej, aby sfotografować moment przejścia z cienia do półcienia Ziemi. Zdjęcie, to połączenie 6 ujęć robionych co 3 minuty, od 23:07 – 23:22.
Ostatnie dni to dynamiczna pogoda na niebie. Zebrałem mnóstwo materiału, który czeka sobie cierpliwie na publikację. W środę jakieś czterdzieści kilometrów od mojego miejsca obserwacji miała miejsce dość gwałtowna burza. W ciągu dokładnie trzydziestu siedmiu minut zrobiłem jej kilka fotografii, na których można zobaczyć jak bardzo widoki się zmieniały w tym krótkim czasie.
18:59
20:04, bliskie chmury zaczęły powoli odsłaniać odległe czoło komórki.
20:19, czoło widoczne w całej okazałości, dodatkowo wychodzące po przeciwnej stronie horyzontu słońce zaczyna podświetlać wysoką na ponad 10 000 m chmurę.
20:27, niesamowity kontrast – oświetlony przód burzy i pozostający w cieniu „ogon”. Wymagało to zrobienia szerokiej panoramy.
20:36, kolory przechodzą w pomarańczowe, komórka powoli zaczyna się rozmywać.
Drugi rok z rzędu fotografuję akacje, staram się być tam raz, lub dwa na kwartał). Teraz jest najfajniejszy okres na fotografowanie ze względu na dojrzałe zboża rosnące dookoła nich. W piątek nad samym horyzontem się zapomarańczowiło, a na zdjęciach dobry przykład na to jak to wygląda przy różnych ogniskowych kolejno 220, 70 i 30 mm. A zdjęcia robione z tego samego miejsca.
W ubiegłą niedzielę w ciągu dnia przechodziły krótkie, ale gwałtowne ulewy. Przed wieczorem wypatrzyłem na radarach opadów jedną z takich chmur opadowych i wyjechałem jej na przeciw. Udało mi się ją złapać i nawet na jej czele wykształciło się coś jakby szelf.
Podczas gdy powyższa chmura wędrowała prawie centralnie na mnie, to obok przechodziła druga z równie widowiskowymi smugami opadowymi.
Praktycznie cały tydzień padał deszcz, a niebo pokryte było grubą warstwą chmur. W poniedziałek udało mi się wstrzelić ze spacerem w kilka godzin, gdzie było widać trochę nieba, a chmury przyjmowały ciekawe dla obiektywu kształty.
W poniedziałek pokazywałem pomarańczowo – czerwono – różowy zachód słońca. Tego dnia, nieco wcześniej fotografowałem na dłuższej ogniskowej intensywne smugi opadowe, które wyglądały jak firany zwisające z chmur.
FOT. WITOLD OCHAŁ ZAGORZYCE POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZU PODKARPACIA ZACHÓD SŁOŃCA POMARAŃCZOWO SMUGI OPADOWE
Miałem trochę mniej szczęścia niż poprzednio. Tym razem burza była co prawda bliżej (ok. 25 km ode mnie), ale było jeszcze trochę jasno i większość wyładowań przysłaniały smugi opadowe. Jednak kilka piorunów udało się złapać.
To było w ubiegły poniedziałek. Spacerowałem sobie po łące i usiłowałem fotografować owady, kiedy od północy zaczęły nachodzić na niebo ciemne chmury. Do zachodu było jeszcze prawie dwie godziny. Pomyślałem, że jeśli wszystko pomyślnie się ułoży i pomiędzy słońcem, a mną utrzyma się ta ciemna chmura z opadami deszczu, zachód może być zjawiskowy. Skoczyłem do domy wymienić obiektyw, odczekałem jeszcze chwilę i pojechałem na pobliskie wzniesienie czekać na zachód. Moje przeczucie tym razem mnie nie zawiodły i byłem świadkiem kolorowego zachodu z podświetlonymi chmurami i smugami opadowymi. Warunki te mogę śmiało zaliczyć do jednych z najbardziej spektakularnych jakie dane mi było fotografować w tym sezonie.