Kilka dni temu niebo do samego wieczora było bezchmurne. Postanowiłem wyciągnąć teleobiektyw i złapać go z jakimś ciekawym obiektem. Padło na drzewko przy drodze, a przy okazji napatoczyły się dodatkowe urozmaicenia krajobrazu.
FOT. WITOLD OCHAŁ SĘDZISZÓW MAŁOPOLSKI SŁOŃCE Z BLISKA BRZOZA SAMOTNE DRZEWO ZACHÓD SŁOŃCA
Dziś temat zupełnie odmienny od tych, które serwuję na co dzień. Któregoś dnia fotografując nocne niebo w nadziei na złapanie Perseidów, a było to kilka dni przed ich maksimum, sfotografowałem trzy dziwne kreski. Na początku byłem przekonany, że udało mi się uchwycić właśnie Perseidy, jednak podejrzany było, że aż trzy w jednym miejscu. Okazało się, że sfotografowałem poruszające się po orbicie satelity szpiegowskie NOSS, które poruszają się dwójkami i trójkami. Kilka dni później podczas maksimum Perseidów zauważyłem dwie jasno świecące „gwiazdy”, które ni stąd ni zowąd pojawiły się na niebie. To były znowu satelity NOSS! Jeśli dobrze przyjrzeć się zdjęciu widać na nim trzecią satelitę, dużo ciemniejszą od dwóch pozostałych.
Satelity szpiegowskie NOSS (Naval Ocean Surveillance System) wykorzystywane są do śledzenia łodzi podwodnych. Ich zadaniem jest wykrywanie łączności i radio-nawigacji i sygnałów sterujących uzbrojeniem, które są niemal nieprzerwanie emitowane przez okręty wojenne. Podwójne i potrójne formacje satelitów pozwalają precyzyjnie określić położenie, prędkość, zanurzanie statków podwodnych.
Tydzień temu zmierzała w moje okolice okazał burza. Nie chciałem jechać na punkt obserwacyjny zbyt wcześniej, bo nie lubię czekać. Co jakiś czas zerkałem na radary, ile mam jeszcze czasu. Okazało się, że albo burza przyspieszyła, albo ja nie spodziewałem się jej tak wcześnie. Na szczęście w ostatniej chwili zdążyłem i efektem jest kilka zdjęć, które zrobiłem, zanim zaczęło padać.
Kiedy to było… a, 27 lipca, chwilę przed zaćmieniem Księżyca. Nerwowo przestępowałem z nogi na nogę i wcale nie chciało mi się robić innych zdjęć poza Księżycem. Niebo zaczęło się robić pomarańczowe i niechętnie zszedłem z miejsca przygotowanego na obserwację Księżyca i powstały te dwa zdjęcia.
FOT. WITOLD OCHAŁ ZACHÓD SŁOŃCA ZŁOTA GODZINA AKACJE NOCKOWA PODKARAPCIE
Mam niestety duże zaległości w publikowaniu zdjęć. Więcej ich produkuję, niż jestem w stanie pokazać, a nie chcę zamęczać więcej niż jednym wpisem dziennie. Dziś zdjęcia aż sprzed ponad trzech tygodni, ale warte pokazania. Na niebie spotkałem wtedy kilka ciekawych w swoim kształcie chmur.
FOT. WITOLD OCHAŁ CIEKAWE CHMURY CHMURY W GMINIE IWIERZYCE FOTOGRAFIA METEOROLOGICZNA CHMURY BURZOWE KOWADŁO
Wreszcie dopisało mi szczęście z tęczą. Co prawda padał deszcz, ale byłem schowany w samochodzie i nie musiałem się tym przejmować. Było jeszcze dość wcześnie (krótko po 18-stej), stąd tęcza jest niska.
FOT. WITOLD OCHAŁ SĘDZISZÓW MAŁOPOLSKI POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI PODKARPACIE FOTOGRAFIA METEOROLOGICZNA ZJAWISKA OPTYCZNE NA NIEBIE TĘCZA
Kolejne zdjęcia tej samej burzy co wczoraj, tylko z innej miejscówki, odległej o ok. 10 km od poprzedniej. Musiałem się spieszyć, aby burza mnie nie wyprzedziła 😉
W niedzielę 5 sierpnia nad moją okolicę wędrował rozległy układ burzowy. Zaliczyłem dwie miejscówki i na obydwu udało mi się złapać czoło frontu. Dziś relacja z pierwszego miejsca.
Na pierwszym zdjęciu trzy panoramy wału szkwałowego zrobione w odstępie 2,5 minuty.
Spróbowałem i ja swoich sił w fotografowaniu Perseidów i przy okazji Drogi Mlecznej. Byłem świadkiem spadania dwóch potężnych bolidów pozostawiających po sobie długo utrzymujące się ślady, ale tylko jeden z nich udało mi się zarejestrować (23:08). Zdjęcie robione na ogniskowej 10 mm, więc można sobie wyobrazić jak długą smugę zostawił po sobie Perseid.
Grubo po północy (1:57) złapałem jeszcze jednego Perseida godnego uwagi, ale już nie tak spektakularnego jak ten pierwszy.
W międzyczasie zrobiłem kilka panoram Drogi Mlecznej, poniżej jedna z nich:
FOT. WITOLD OCHAŁ PERSEIDY 2018 12/13 SIERPNIA NOCKOWA SZKODNA PODKARPACIE DROGA MLECZNA MILKY WAY AKACJE ASTRODRZEWKO
Wczoraj nastawiałem się na popołudniowe polowanie na burzowe chmury. Niestety konwekcja zaczęła się w nieco innym rejonie i u mnie nie spadła ani kropla deszczu. Czekałem jednak cierpliwe i około 20-stej w niedalekiej okolicy rozszalała się praktycznie stacjonarna burza. Z bezpiecznej odległości mogłem podziwiać nocne wyładowania pojawiające się 1/3 horyzontu. Trzeba było mieć trochę szczęścia, żeby wycelować obiektywem akurat tam, gdzie pojawi się piorun. W ciągu półtorej godziny zrobiłem około dwustu zdjęć, a na dwudziestu zarejestrowały się wyładowania. Najciekawsze poniżej.
Pierwsze trzy fotografie zrobione, gdy było jeszcze całkiem jasno.
Na poniższym zdjęciu przykład wyładowania zwanego „anvil crawler” – to typ wyładowania wewnątrzchmurowego.
Kolejne zdjęcia zrobione już po 21-szej. Niesamowite są te kolory. Sam zastanawiam się, od czego zależy ten odcień chmur przy różnych wyładowaniach…