Dawno już nie spotkałem cuchny nawozowej (Scathophaga stercoraria). W tym sezonie nadrabiam zaległości i widziałem ją już dwa razy. Za każdym razem w ogrodzie.



Dawno już nie spotkałem cuchny nawozowej (Scathophaga stercoraria). W tym sezonie nadrabiam zaległości i widziałem ją już dwa razy. Za każdym razem w ogrodzie.



W poniedziałek zaglądnąłem na liście brzóz rosnących w ogrodzie. Na jednej z nich i pod nią wręcz roiło się od knieżyc szarych (Elasmucha Grisea). Pojedyncze okazy wędrujące po liściach i szukające okazji do przedłużenia gatunku, dwie pary baraszkujące na trawce i aż trzy osobniki „wysiadujące” jaja. Ciekaw jestem tylko dlaczego akurat wybrały to jedno drzewo…




Pomyślałem, że to jakaś narośl na suchej trawie. Jednak kiedy spojrzałem na to z bliższa, okazało się, że to misterna budowla małego stworzonka! Ten mikroskopijny pajączek okazał się doskonałym budowlańcem. Między innymi dla takich zaskoczeń ciągle nie zaprzestaję fotografii makro.


Nie chcę nawet pisać co mi przypomina ta gąsienica. Jest piątek, mało kto zagląda dziś na blogi, więc ja publikuję 😉


Warunki do fotografowania takie sobie, bo ciemno. Na liściu rododendrona często spotykam spacerujące błysklenie. Tym razem spostrzegłem parkę. Były na tyle pochłonięte robotą, że mogłem pstrykać do woli, no i jedno ze zdjęć mimo szarówki wyszło nie najgorzej.

Kiedy idę fotografować owady i udaje mi się złapać taką scenkę, to śmiało mogę z czystym sumieniem wracać do domu. Dziś natknąłem się na mrożącą krew w żyłach scenę, kiedy to podłużnik (Tibellus oblongus) pojął komarnicę (Tipula Sp.).




Zacząłem w końcu widywać motyle. Na dodatek nie tylko widywać, ale nawet udało mi się jednego sfotografować. Przechadzałem się po mojej dzikiej łące, kiedy zauważyłem rusałkę kratkowca śpiącego na jednej z traw. Nie miał nic przeciwko sesji, ale niestety go zbudziłem Odfrunął kilka metrów i zapadł w dalszy sen na krzaku borówki.


Na łąkach w ostatnich dniach najwięcej spotykam wujków i leni. Ucieszył mnie widok gąsienicy, której do tej pory nie udało mi się sfotografować. Może nie jest okazem piękności, ale podobno im brzydsza gąsienica, tym ładniejszy motyl z niej powstanie.

Maj to zdecydowanie najlepszy czas na fotografowanie owadów. Spotkać je można dosłownie wszędzie, las, łąka, ogród. Pod warunkiem oczywiście, że jest w miarę ciepło, czyli przynajmniej te dziesięć stopni na plusie (zaznaczam, że na plusie, bo tej wiosny różnie bywało 😉 ). W dzikiej cześci ogrodu spotkałem kilkanaście muchówek z rodziny leniowatych (Bibionidae), które jak sama nazwa wskazuje są leniwe. Siedzieć i czekać co się stanie, to ich główne zajęcie 🙂

Trzydziesty dzień kwietnia, to czas kiedy wręcz zaroiło się od owadów. To znaczy spotkałem ich w ciągu pół godziny więcej niż powiedzmy dwadzieścia. Na termometrze co prawda niewiele ponad dziesięć stopni, ale za to bezwietrznie. Najwięcej spotkałem wujków żółtaczków (Empis livida), a tu jeden z nich.
