To była kolejna sytuacja, kiedy na złamanie karku gonię po aparat. Udało się, poczekały.

To była kolejna sytuacja, kiedy na złamanie karku gonię po aparat. Udało się, poczekały.

Zaszył się na liściach liliowca. Myślałem, że śpi, ale raczej nie, bo mrugał od czasu do czasu oczami i się ruszał. No chyba, że miał zły sen…


Czasami biorę sobie małe krzesełko, siadam przy lawendzie i czatuję na pożywiające się owady. Tym razem udało mi się sfotografować trzmiela.

Jakiś czas temu odgrażałem się, że w końcu zabiorę się za sfotografowanie parzydła. No to się zabrałem.




Gdybym zrobił ujęcie z dalsza, miałbym w końcu atrakcyjne zdjęcie babki lancetowatej z zielonym ozdobnikiem, bo na tej właśnie roślinie siedział ten niewielki pluskwiak. Ale za późno o tym pomyślałem…

Spacerując po łąkach często spotykam konstrukcje, które stworzyły owady. Ciągle mnie zaskakują.

W tym sezonie w mojej okolicy odkryłem dwa miejsca, gdzie rosną sobie maki.





Od paru ładnych dni, a może nawet od tygodnia kwitnie sobie w ogrodzie niziutka lilia.



Na liściach wiązu zauważyłem dziwne narośla. Pomyślałem, że to muszą być jakoweś galasy.

Odważyłem się i rozłupałem jednego, a tam taka sytuacja.

Z tego co wyczytałem w necie może to być bawełnica jakaś. Czyli taki rodzaj mszycy.

To był jeden z tych razów, kiedy na łeb, na szyję gonię po aparat. Na jednym z krzaczków w ogrodzie zauważyłem tego dosyć dużego chrząszcza i nie zastanawiając się pobiegłem do domu po aparat.

