Wczoraj rumiankowa mucha, dziś rumiankowa pszczoła. I to z pokaźnych rozmiarów bagażem.


Wczoraj rumiankowa mucha, dziś rumiankowa pszczoła. I to z pokaźnych rozmiarów bagażem.


Na kwiatku jaskra polnego zauważyłem coś długiego i czarnego. Okazało się, że to dwie chudziutkie błonkówki pilnie pracują nad przedłużeniem gatunku.

Od rana świeciło słońce, choć nie było zbyt ciepło. Wybrałem się na rekonesans po ogrodzie i zauważyłem trzmiela mocno zainteresowanego kwiatami pierisa. Bez większych nadziei na udane zdjęcie sięgnąłem po aparat, mając na uwadze, że trzmiela ciężko uchwycić podczas pracy. Jednak miałem trochę szczęścia i się udało. To najprawdopodobniej trzmiel rudy (Bombus pascuorum).

Spoczął sobie na liściu pokrzywy. Był wczesny ranek, całkiem możliwe, że poprzedniego dnia nie zdążył wrócić do gniazda i czekał, aż słońce osuszy mu skrzydełka i futerko. Sfotografowanie trzmiela podczas pracy graniczy z cudem, więc ucieszyłem się z tego znaleziska.

Krążyła po trawie z rozpostartymi skrzydłami, ale nawet nie próbowała wzbić się w powietrze. Coś z nią musiało być nie tak. Gdyby to był ranek, pomyślałbym, że może zamokły jej skrzydła, ale to było południe i słoneczny dzień…

– Co tam może być pod tym listkiem… – zastanawiała się maleńka błonkówka ciekawie zerkając zza brzegu liścia. Chociaż wydaje mi się biorąc pod uwagę jaka była opaciana pyłkiem i najprawdopodobniej przejedzona, że mogła wychylać się w zupełnie innym celu, który przemilczę…


– Niech no ktoś spróbuje ze mną zadrzeć, a pożałuje. Te kolce na moim grzbiecie, to nie jest żadna atrapa, są prawdziwe – odgrażała się niewielka larwa błonkówki, najprawdopodobniej z rodzaju Periclista. No fakt, można się było wystraszyć.

W maju spotkałem kolejną błonkówkę z rodziny pilarzowatych. Byłem przekonany, że to borecznik, ale Avidal wyprowadził mnie z błędu. To najprawdopodobniej Nematinus steini. Ciągle zapominam o zrobieniu zdjęć z różnych perspektyw, co ułatwiło by ewentualną identyfikację…

Mam w najbliższej okolicy kilka dębów, gdzie co roku mogłem liczyć na to, że będą na nich galasy. Tak też było tym razem. „Obrodziły” na bogato.




To jedna osa jaką udało mi się w tym sezonie sfotografować, a podejść miałem wiele.
